Miasto | Historia | Kultura | Sport | Miejsca | Edukacja | Prasa | Okolice | Aktualności
 
Prasa
Gazeta "Tanew" 1/2000
Janina Roguska-Bartoszewska "Nina"
1921-1999
Niełatwo jest pisać po stracie kogoś, kogo znało się całe dziesięciolecia.

"Wira" poznałem przy okazji organizowania izby pamięci Mieczysława Romanowskiego w Józefowie, bowiem Konrad Bartoszewski był autorem pracy doktorskiej, wydanej następnie w wersji książkowej o poecie poległym pod Józefowem w powstaniu styczniowym 1863 roku i twórcą scenariusza izby pamięci.

Ninę i Konrada Bartoszewskich odwiedzaliśmy w starym młynie w Sigle za Aleksandrowem, gdzie przyjeżdżali na wakacje z Lublina, a przedtem z Wrocławia.

Mimo formalnego zakazu zamieszkania "Wira" w Lubelskiem bywali tu, gdzie była ich młodość, miłość, wspólne wojenne zagrożenia i walka. Podróżowali do Przeworska pociągiem, potem rowerami, jeszcze później motocyklem, którym Nina jeździła pewnie, wręcz brawurowo.

Tu spotykali dawnych towarzyszy broni, z wieloma z nich łączyła ich przyjaźń wyrosła ze wspólnych, wojennych losów.

Gdy w Sierakowie adaptowaliśmy na cele wypoczynkowe przeniesiony z Harasiuk drewniany dom, spotykaliśmy się każdego lata. Tu poznałem całe grono wspaniałych ludzi, tu z "Wirem" odbywaliśmy "długie nocne rodaków rozmowy".

Do Sierakowa przyjeżdżał do "siostrzyczki Niny" Antoni Kurowski "Antoś" jak mawiała z sercem na dłoni i świeżym prowiantem. Tu odwiedzali Ją też inni partyzanci, których powojenne losy rozrzuciły po całej Polsce, tu oryginalnym samochodem, jak wynikło z jego pierwszej rejestracji "darem Marszałka Stalina dla Władysława Gomułki" przyjeżdżał zaprzy-jaźniony z rodziną inżynier mechanik z Lublina, bywał Jerzy Markiewicz, bywali lubelscy aktorzy i pracownicy wyższych uczelni, rodzina z Krakowa.

Stąd Nina wyprawiała się z przyjaciółmi, siostrą i szwagrem w bliskie Jej sercu miejsca w Puszczy Solskiej; w Józefowie i Osuchach była zawsze przyjmowana najserdeczniej i najczulej.

Stąd odwiedzała sanktuarium Matki Boskiej Pocieszenia w Leżajsku zwykle 15 sierpnia w dzień Matki Boskiej Zielnej.

Na tegoroczne wakacje Nina już nie przyjedzie. Janina Roguska-Bartoszewska "Nina" zmarła w Lublinie 22 grudnia 1999 r.

Kiedy latem ubiegłego roku rozmawialiśmy z Nią, nic nie zapowiadało tego, co nadeszło; wciąż te same niepowtarzalne skojarzenia, żywa, błyskotliwa inteligencja oraz ciepło i serdeczność jaką zawsze nas obdarzała.

Była wierną towarzyszką życia niezwykłego człowieka Konrada Bartoszewskiego "Wira", nazywanego powszechnie przez jego żołnierzy i ich rodziny Komendantem. Żoną człowieka, który już za życia był legendą, bowiem to On dzięki wrodzonemu instynktowi dowódczemu wyprowadził z okrążenia w bitwie pod Osuchami kilkuset żołnierzy.

Mieszkać z człowiekiem-legendą pod jednym dachem, przyznać trzeba, nie jest rzeczą łatwą.

Wszyscy korzystający z dorobku pisarskiego Konrada Bartosze-wskiego, w tym piszący te słowa, czuli się w obowiązku dziękować "Ninie" za wszechstronną pomoc w ukazaniu głębokiego intelektu wspaniałej postaci Jej Męża, redaktora Encyklopedii Katolickiej, autora artykułów naukowych i opowiadań opartych w większości na autentycznych przeżyciach.

W roku 1943 Janina Roguska-Bartoszewska została skierowana na Zamojszczyznę przez Komendę Główną Armii Krajowej. Była jednym ze współorganizatorów Szpitala Leśnego "665", potem - szefową sanitariuszek tego szpitala.

Była uczestniczką bitwy pod Osuchami; Jej udziałem było uratowanie życia wielu rannym partyzantom. Podkreślano Jej, przypisywaną zwykle mężczyznom, brawurę i odwagę.
Po wojnie razem z mężem musiała wielokrotnie zmieniać miejsca pobytu, gdyż "Wir" miał zakaz osiedlania się na Lubelszczyźnie; mieszkali w Warszawie, Niekłaniu, Radomiu i Wrocławiu.
Nie uniknęła też Nina represji stosowanych wobec żołnierzy Armii Krajowej, była więźniem Zamku Lubelskiego i Wronek.

Wreszcie w latach 60. KUL zaoferował pracę "Wirowi" i od tego czasu Bartoszewscy zamieszkali w Lublinie, gdzie Nina przez całe lata pracowała jako neuropsycholog w Szpitalu dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Lublinie - Abramowicach. Była jedną z inicjatorek uruchomienia telefonu zaufania w tym mieście.

Spoczęła obok Męża na cmentarzu przy ul. Lipowej. Mszy Św. żałobnej przewodniczył ks. infułat Stanisław Małysiak, ongiś kapelan oddziału "Wira", potem przyjaciel rodziny, który żegnał na tym samym cmentarzu swego Komendanta zmarłego w roku 1987.

Na uroczystości pogrzebowe .przybyli również byli żołnierze "Wira", między innymi z Gdańska, Warszawy, Krakowa, najliczniej z Józefowa. Przybyła też delegacja grona nauczycielskiego szkoły podstawowej w Górecku Starym noszącej imię Konrada Bartoszewskiego.

Były delegacje kombatantów z Lublina i Zamościa, pochylały się sztandary, wartę przy trumnie pełniły sanitariuszki, łączniczki i byli żołnierze oddziałów leśnych AK Zamojszczyzny.

Zabrakło niestety przedstawicieli środowiska kombatanckiego Biłgoraja...

Janina Roguska-Bartoszewska ps."Nina" zostanie w trwałej pamięci wszystkich, którzy się z Nią zetknęli, i tych z czasów wojny, i tych z równie trudnych czasów powojennych.

Zawsze szczera i serdeczna, o spontanicznych reakcjach, pełna twórczych pomysłów, inspirowała do działania. Niewielu bowiem ludzi, jak napisał gdzieś Hebbel, zna ognie piekieł, większość staje u jego progów i grzeje się z daleka. Nina nie stała z daleka.
Mówiąc o Niej chciałbym przywołać Jej ulubiony cytat - manifest:

"Natanaelu - będę cię uczył żarliwości
życia roztętnionego i samowolnego,
istnienia patetycznego raczej niż spokojności,
Natanaelu!".

Otrzymałem od Niej przed laty skreślone na wyrwanej z zeszytu kartce błogosławieństwo z Księgi Liczb, którym chciałbym teraz Ją pożegnać:

"Niech Ci Pan błogosławi i niechaj Cię strzeże
Niech rozjaśni oblicze swe nad Tobą
i niech Ci milościw będzie
Niech obróci Pan twarz swoją ku Tobie
i niech Ci da pokój swój"

Roman Sokal

©Arkadiusz Lipiec Informacje | Strona główna Szukaj: