Miasto | Historia | Kultura | Sport | Miejsca | Edukacja | Prasa | Okolice | Aktualności
 
Prasa
Gazeta "Tanew" 10/2000
Ręce do góry
Na sesji Rady Miejskiej, 8 listopada br, obfitującej w ciekawe wydarzenia, jedno zaskoczyło, chyba wszystkich. Znany radny z wrodzonym sobie satyrycznym wdziękiem, nieźle zażartował z kolegów radnych, kiedy to w ferworze prowadzonej polemiki.... rozkazał po oficersku, niby pytając -kto nie był w partii (czyt. PZPR) ręka do góry! Na tę komendę, natychmiast podniosło się do góry kilkanaście rąk. Jedna z nich wprawdzie szybko opadła, ale nie o to tu chodzi.

To sprawa sumienia owego radnego, który może zapomniał. Dowcip polegał na tym, że "rozkazujący" był z SLD a "wykonujący" z AWS. (Mój Boże -tak się teraz wśród radnych rozmawia.) Jak ja bym się zachował? Wiem. Nikt, tym bardziej polityczny adwersarz, nigdy nie będzie mi rozkazywał kiedy i gdzie mam manifestować swoje poglądy, przekonania, przeszłość, czy przyszłe zamierzenia - nie ma do tego prawa., To jest odzieranie człowieka z ludzkiej godności, to jest moje dobro osobiste i ja zadecyduję kiedy i gdzie mam to demonstrować!

Widocznie niektórzy radni tego nie zauważyli, albo może mieli inne zdanie, w każdym razie było bardzo śmiesznie, a później denerwująco. Zastanawiałem się, czy nasi radni niezbyt automatycznie podnoszą ręce do góry, nomen omen - jakby i tu powtarzała się historia.

Zastanawiałem się też, Czy jednym ze skutków szybkiego podnoszenia rąk nie jest ciężkie poranienie organizmu biłgorajskiej kultury, która jak powiedział kiedyś pewien działacz - długo będzie leczyć rany, nim stanie na nogi, nim jej poziom powróci do tego sprzed kilku lat. Niestety, jest to smutna prawda.

Społeczeństwo - tu od razu odpowiem tym, którzy uważają, że dziennikarz nie ma prawa wypowiadać się w imieniu społeczeństwa. Tak, ale mam prawo do obserwacji nastrojów społecznych, do rozmów, do analizowania opinii społecznej i do wyciągania wniosków. Rozgoryczenie i zniechęcenie tym co dzieje się w biłgorajskiej kulturze, za dużo tu już "majstrowania" - takie są wnioski. Czy można się ludziom dziwić, kiedy narzekają na władze, że w takim głośno promowanym mieście, wtedy kiedy trzeba nie zagra orkiestra, nie zaśpiewa chór, nikt nie powie, na przyzwoitym poziomie, dobrego wiersza, kiedy zespoły artystyczne odwracają się od domu, który przestaje być ich domem, bo ciągle trzeba w nim zmieniać gospodarza? Kiedy zdanie działaczy kultury jest "psu na budę" etc. Była dyrektor BCK, osoba o prawicowych poglądach i żarliwa katoliczka, podobno nie spełniła misji i pokładanych w niej nadziei.

Trudno mi uwierzyć, że wyznaczono taką misję, bo jeżeli tak, to "włos się na głowie jeży", do jakich to wrócilibyśmy czasów w Rzeczpospolitej, kiedy to za przekonania polityczne można stracić pracę w dobie bezrobocia. Dlatego niezrozumiałe dla większości biłgorajan są motywy odwołania pani dyrektor. Powiedzmy "celowe obniżanie jakości transmisji Mszy św." w telewizji kablowej czy "brak merytorycznego nadzoru nad gazetą "Tanew" i Telewizją Kablową" -miała być cenzura w demokratycznym państwie? Podczas, gdy prawo prasowe mówi, że jest to przestępstwo. Czy była nauczycielka religii mogła sabotować transmisję Mszy św? Coś złego dzieje się w naszym mieście.

Dyrektor Agnieszka Blicharz przyszła do BCK w bardzo ciężkim okresie, strajk, niezadowolenie, nieufność. Podziwialiśmy ją, młoda niezbyt doświadczona osoba w kierowaniu instytucją i ludźmi, powinna zrezygnować, a ona nie. Po pewnym czasie zaczęła bliżej poznawać pracowników, problemy, próbowała reperować to co się zepsuło, dogadywać się z ludźmi, była bliska porozumienia z orkiestrą, wydawało się że będzie dobrze. Tymczasem "bomba". Władze miasta zamiast pomóc, dokonują negatywnej oceny po ośmiu miesiącach i rękami radnych AWS i BIS odwołują A.Blicharz ze stanowiska dyrektora.

Opinie środowisk twórczych? Kto by się tym przejmował! Jakże łatwo podnosiło się ręce za powołaniem i za odwołaniem. A tak naprawdę - o co tu chodzi? O kulturę, czy o dyrektorski stołek? Uchwała RM o odwołaniu A. Blicharz znalazła swój epilog w sądzie - świątyni sprawiedliwości, ale nie znalazła tam akceptacji. Sąd Pracy w Biłgoraju przywrócił byłą dyrektor do pracy. Zastępca burmistrza ogłosił zamiar apelacji, radca prawny podkreślił przyjemność, z jaką będzie bronił stanowiska samorządu. Cóż, podobno czarne jest czarne, a białe, białe jak zauważył jeden z kandydatów na prezydenta, ale niektórzy widzą świat w półtonach i jakby nie zauważali, że nie szanują prawa i ludzi. Co dalej? Morał chyba z tego taki, że zbyt lekko unoszą się ręce radnych , gdy stoi za tym los człowieka.

Biłgoraj posmutniał, a ja unikam nadal felietonów, jak ognia w lesie, ale są sytuacje, kiedy milczeć nie można, kiedy w życiu publicznym dzieje się źle i trzeba przypomnieć o pewnej granicy, której przekroczyć nie wolno, zwłaszcza, że piszą o tym do nas czytelnicy. Jest to obowiązek prasy i miara jej wiarygodności społecznej.

Biłgorajska "kultura" jest smutna. Pracownicy BCK zaprotestowali do czasu rozstrzygnięcia zatrudnienia byłej dyrektor, a "miasto" przyprowadziło nową dyrektor.

Skrzywdzono panią Agnieszkę Blicharz, podobnie jak jej poprzednika Czesława Nizia a krzywda ludzka nikomu jeszcze nie wyszła na dobre - tak mówią ludzie.

Marek J. Szubiak

PS. Podziękowania dla Czytelników za listy pełne troski o BCK, które ze względu na ich obszerność nie mogły być opublikowane - przepraszam. Na niektóre zawarte w nich pytania nie potrafię odpowiedzieć tak jak na to, dlaczego na dyrektora BCK wybiera się młode niedoświadczone w prowadzeniu takiej jednostki, kobiety. Nie czuję się adresatem tych pytań. Mój felieton był inspirowany również Państwa listami, telefonami i wypowiedziami - mam nadzieję że podzielicie moje zdanie.

©Arkadiusz Lipiec Informacje | Strona główna Szukaj: