Miasto | Historia | Kultura | Sport | Miejsca | Edukacja | Prasa | Okolice | Aktualności
 
Prasa
Gazeta "Tanew" 10/1996
Zamachy na Colba
Czym było gestapo, czyli niemiecka tajna policja polityczna, w okresie II wojny światowej na ziemiach okupowanych nie wymaga chyba i dziś bliższych wyjaśnień. O jej siedzibach żywą pozostaje pamięć jako o katowniach, w których najokrutniejszymi metodami doprowadzając ofiary często do śmierci, starano się złamać aresztowanych. Chodziło nie tylko o wymuszenie zeznań, ale także aby wieść o stosowanych metodach dochodziła na zewnątrz odstraszając od podejmowania walki z ciemięzcą. Początkowo ze strony organizacji podziemnych jedyną formą pomocy dla torturowanych było dostarczanie im, na ich życzenie, trucizny, aby skrócić mogli swe cierpienia. Pamiętam, że kiedy w 1941 r. obejmowałem funkcję oficera organizacyjnego, pierwszym poleceniem, jakie otrzymałem od swego przełożonego, komendanta obwodu biłgorajskiego kpt. Stanisława Małeckiego ps. Sulima było przywiezienie z Lublina od jego krewnej farmaceutki flakonu z cyjankiem potasu.

Dopiero pod koniec II wojny światowej, gdy kruszały już siły okupanta i krzepło coraz bardziej podziemie, możliwe stawały się inne formy ratowania uwięzionych, a mianowicie przez użycie siły i aktów terroru wobec funkcjonariuszy gestapo i ich szefów.

W takich warunkach doszło w 1943 r. do dwóch zamachów na szefa biłgorajskiego gestapo, Colba. Posuwał się on w swojej gorliwości policyjnej tak daleko, że nawet zatrzymywał i legitymował na ulicy przechodniów, którzy z jemu tylko znanych względów wydali się podejrzani. Niektórych doprowadzał nawet do swojej siedziby.

Oba zamachy były przeprowadzone i wykonane siłami pozostającymi pod rozkazami komendy obwodu biłgorajskiego AK.

Pierwsza akcja miała miejsce wiosną 1943 r. na krótko przed podjęciem przez Niemców wysiedlania ludności polskiej z niektórych gmin pow. biłgorajskiego w ramach operacji pod kryptonimem "Wehrwolf" (Wilkołak). Oficerowi wywiadu komendy obwodu Edwardowi Bieleckiemu ps. Wyżeł udało się ustalić datę wyjazdu samochodem przez Zwierzyniec do Lublina. Okoliczność tę postanowiono wykorzystać przygotowując zasadzkę na odcinku drogi przebiegającej przez las. Przygotować ją miał patrol placówki leśnej Edwarda Błaszczka, ps. Grom, znajdujący się w okolicy Hamerni w odległości ponad 20 km od Biłgoraja. Rozkaz do tej akcji przywiózł goniec, oczywiście nie znając jego treści. Przewidywał on dokonanie zamachu w porze, gdy Colb będzie w drodze do Lublina. Tymczasem goniec mając na trasie swego przejazdu dziewczynę zatrzymał się u niej i do placówki dotarł z opóźnieniem. Mimo to zdecydowano przeprowadzić akcję, słusznie rozumując, że Colb może wracać z Lublina tą samą drogą.

Dzień był jasny, ciepły, dłużyły się godziny wyczekiwania, rodziły wątpliwości, co do dalszego trwania w zasadzce. Trafił się wóz z transportem piwa ze Zwierzyńca. Odświeżyło ono gardła, ale nie przyczyniło się do wzmożenia czujności. W rezultacie pojawienie się oczekiwanego samochodu było pewnego rodzaju zaskoczeniem. Porwano się do broni, gdy Colb mijał miejsce zasadzki.

Wywiązała się strzelanina. Zaatakowany, wraz z kierowcą został zmuszony do ucieczki pieszo w kierunku Biłgoraja, ostrzeliwał się. Gdy kierowcy nie starczało już sit do kontynuowania biegu, Colb nie porzucił go, ale walącego się na ziemię usiłował podnosić, choć faktycznie nic mu nie groziło jako Polakowi. Sytuacja zmieniła się radykalnie na niekorzyść atakujących, gdy niespodziewanie nadjechał samochód z niemieckimi żandarmami.

W rezultacie ranni zostali dowódca akcji Biatoszewski ps. Biskup, przedwojenny sierżant sanitarny i strzelec Edmund Masko z Józefowa Biłgoraj skiego. Ten drugi otrzymał postrzał w brzuch. Obaj poddani byli później operacji w szpitalu

biłgorajskim. Maskę z niewiadomych mi powodów ewakuowano ze szpitala do Aleksandrowa Biłgorajskiego. Nie pozostał tam długo, ponieważ ta wieś była zagrożona akcją niemiecką, którą już wyżej wspomniałem.

Z Maską spotkałem się w drugiej połowie lat czterdziestych w więzieniu we Wronkach. Pełnił funkcję więźnia porządkowego. Starał się według swoich skromnych możliwości pomagać innym. Korzystał z tego m.in. Tadeusz Kuncewicz, ps. Podkowa, który przejawiał zaburzenia równowagi psychicznej, na szczęście okresowe. Ja sam zawdzięczałem Masce połączenie mnie w jednej celi z Edwardem Błaszczakiem, ps. Grom i dobieranie nam towarzyszy niedoli, którzy w warunkach więziennego życia nie stanowili zagrożenia. Utrzymywało się tak do chwili mego zwolnienia w 1950 r.

O drugim zamachu na Colba mam skąpe wiadomości.

Do drugiego zamachu na szefa biłgorajskiego gestapo doszło albo późną jesienią 1943 r., albo wiosną 1944 r. Colb widocznie przecenił rezultaty akcji "Wehrwolf i wybrał się na polowanie z towarzyszami bryczką parokonną z psem w pobliże Biłgoraja. Okoliczności czasu i miejsca przemawiają, że tym razem urządzenie zasadzki zawdzięczać należy Józefowi Steglińskiemu, ps. Cord, komendantowi rejonu biłgorajskiemu AK.

Dzięki mgle, jaka okryła ziemię w godzinach rannych, Colb z towarzyszami uszli cało. Stracili tylko bryczkę, konie i psa. Ze strony atakujących nikt nie ucierpiał.

P. S. Opisane fakty przedstawiłem po przeszło pół wieku zawierzając tylko pamięci. Może znajdą się jeszcze uczestnicy wydarzeń, którzy rzucą na nie dodatkowe światło.

Tadeusz Gumiński

©Arkadiusz Lipiec Informacje | Strona główna Szukaj: