Miasto | Historia | Kultura | Sport | Miejsca | Edukacja | Prasa | Okolice | Aktualności
 
Prasa
Gazeta "Tanew" 11/1998
Zaduszki 1942 r.
Listopad to szczególny miesiąc. Nie wyróżnia się piękną pogodą ani kolorytem szaty roślinnej, najczęściej dni listopadowe bywają szare, słotne i chłodne, a pomimo to ma w sobie coś, co go wyróżnia spośród pozostałych jedenastu miesięcy: Od bardzo dawna, w dniach l i 2 listopada zbierają się ludzie w kościołach i na cmentarzach, nad grobami swoich bliskich wspominając ich, modląc się. Uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny są wyjątkowymi dniami. Na cmentarnych ścieżkach spotykamy nieraz dawno już nie widzianych kolegów czy znajomych, którzy często z daleka przybywają, by pomodlić się za kogoś bliskiego, zapalić lampkę, złożyć wiązankę kwiatów i wówczas w najbardziej pochmurny dzień cmentarze stają się najbardziej kolorowymi miejscami na naszej polskiej ziemi. Nie jest to czas wesela, a budzi refleksje, przywodzi na pamięć tych, których już nie ma pomiędzy nami, a z którymi często tak bliskie życie nas łączyło.

56 lat temu, właśnie w taki pochmurny listopadowy dzień nastąpił exodus biłgorajskich Żydów. 2 listopada 1942 r. od samego rana na ulicach w większości zamieszkałych przez Żydów, zaczęła się tragedia. Niemieccy żołnierze i służący im faszyści innych nacji wpadali z nagła do żydowskich domów usuwając brutalnie ich mieszkańców. Działy się przy tym okropne rzeczy, bito, kaleczono, poniewierano i mordowano dorosłych i dzieci. Wyrzucani z domów nie mieli często czasu, by wziąć coś niezbędnego na drogę, z odzieży lub pożywienia. Na ukrywających się policja i wojsko urządzały szczególne polowania. Rozpacz, krzyki, lamenty, śmierć i trwoga ogarnęły miasto. Wyrzuconych z domów, tych których nie zamordowano, zgromadzono na Rynku miejskim. Późnym popołudniem do miasta zaczęły wkraczać pędzone przez Niemców kolumny Żydów z innych miejscowości Biłgorajszczyzny. Co pewien czas, na idących sypały się razy, uderzenia kolbami karabinów czy bagnetami. A oto epizod tej gehenny: toczą się po bruku wozy, na których tłoczą się ludzie. Na jednym z takich - drabiniastym wozie, leżą lub siedzą stłoczone kilku i kilkunastoletnie dzieci. Te na wierzchu ruszają się, te pod nimi, niczym martwe. Z wozu zwisa bezwładna dziecięca noga, o którą ociera się koło furmanki, wóz jedzie dalej, poraniona okropnie noga nadal zwisa bezwładnie i nikt się tym nie przejmuje. Nagle w grupie ludzi kroczących za furmanką powstaje jakiś rozgardiasz, podbiega do nich idący z boku niemiecki żołnierz i z tego tłumku wyszarpuje Żydówkę, ciągnie ją na skraj skweru koło kościółka i ustawia pod drzewem, ona krzyczy, wymachuje rękami, a on bez pośpiechu ładuje karabin i celując z odległości dwóch kroków pociąga za język spustowy, strzał nie pada, żołnierz usuwa niewypał i powtarza całą operację od nowa, lecz i tym razem strzał również nie pada, Żydówka nadal rozpaczliwie krzyczy stojąc pod drzewem, a uparty żołnierz niemiecki po raz trzeci ładuje karabin, tym razem skutecznie. Zastrzelona Żydówka pada martwa pod drzewem na ziemię. Żołnierz zarzuca karabin na ramię i odchodzi na opuszczone przed chwilą miejsce, a kolumna posuwa się dalej, jak gdyby nic się ważnego nie stało.

Następnego dnia wstał poranek słoneczny, lekki przymrozek pokrył srebrzystym szronem ziemię, ulicami tu i ówdzie poruszali się osowiali ludzie. Na ulicach zamieszkałych przez Żydów, a zwłaszcza na 3 Maja, poniewierały się rozrzucone w nieładzie różne przedmioty codziennego użytku -odzież, naczynia, meble, książki i inne. Pootwierane drzwi, często powybijane szyby w oknach, pustka i ta przeraźliwa, złowieszcza cisza przejmująca lękiem. Jeszcze wczoraj tu byli, tu żyli ludzie. Jeszcze kilka dni temu toczyło się tu życie, a dzisiaj martwa cisza, różne sprzęty na ulicach i nie sprzątnięte jeszcze trupy. Taki to był w Biłgoraju Dzień Zaduszny przed 56 latami - dziś już historia, jeszcze jedna tragiczna karta historii Biłgoraja.

Ryszard Złamański

©Arkadiusz Lipiec Informacje | Strona główna Szukaj: