Miasto | Historia | Kultura | Sport | Miejsca | Edukacja | Prasa | Okolice | Aktualności
 
Prasa
Gazeta "Tanew" 12/2000
O obronie przed reformą i obronie godności pielęgniarek i położnych
z przewodniczącą Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych przy SP ZOZ w Biłgoraju - Beatą Szarnowską, rozmawia Marek J.Szubiak

MJS - Może na początek zechce Pani powiedzieć parę słów o waszym związku zawodowym.
BS - Nasz związek powstał w ubiegłym roku, jest bardzo młody. Założyłyśmy go w odpowiedzi na związane z reformą służby zdrowia programy restrukturyzacji, zakładające zwalnianie pielęgniarek i położnych. Przez związek zawodowy mamy prawo się bronić i to robimy. Zmusza nas też do tego coraz gorsza sytuacja w całej Polsce, trwająca od zeszłego roku. Brałyśmy udział w akcjach protestacyjnych, sześć razy w Warszawie w grupach liczących po około 2000 osób, pikietowałyśmy pod Kasami Chorych, pod Wydziałem Zdrowia UW w Lublinie, pukamy do wszystkich drzwi, by zwrócić uwagę władz i społeczeństwa na nasza sytuację.

Sytuacja jest nie do pozazdroszczenia. Sądzę, że chodzi Warn o godne wynagrodzenie?
Głównie tak choć nie tylko. W zeszłym roku rząd potraktował nas nieładnie. Porozumienie, które w naszym imieniu podpisała pani przewodnicząca Bożena Banachowicz, okazało się świstkiem papieru nie mającym żadnej mocy prawnej.

Porozumienie to mówiło, że nam się należy rewaloryzacja i podwyżki płac - rząd tego nie realizował, nie zrobił nic, by zmienić ustawę o zawodzie pielęgniarek i położnych, by podnieść składkę na ubezpieczenie zdrowotne ponad 7,5% i pozyskać większe środki dla służby zdrowia. Pieniądze z budżetu państwa na służbę zdrowia przechodzą przez zmonopolizowaną kasę chorych, tam ich ubywa dość dużo. Kas chorych nie ubyło, mimo, że ubyło województw, redukcja liczby kas chorych pozwoliłaby na przeznaczenie większych środków dla służby zdrowia i poprawę sytuacji w całym kraju. Reforma jest źle prowadzona i źle przygotowana. Pan prezydent za wcześnie podpisał ustawę o reformie. Teraz mamy problemy płacowe i musimy z dyrekcją prowadzić negocjacje, mediacje, dogadywać się aby uzyskać to co się nam należy. Rząd nie czuje się odpowiedzialny wskazując na dyrektorów, którym nie daje środków, a nawet kontrakty są kwotowo zmniejszane, taka jest też perspektywa na rok 2001. Weszłyśmy w spór zbiorowy z dyrekcją, z drugiej strony chcemy dyrektorowi pomóc, wiedząc, że brak jest pieniędzy na podwyżki. Zaprosiłyśmy przewodniczącego Sejmiku Lubelskiego M.Tęczę, który ma wpływ na Kasę Chorych aby poprawić pozycję dyrektora w kontraktach w tą Kasą. Poprosiłyśmy o poparcie posła J.Byrę. Obiecano dla ZOZ pieniądze od wojewody i z Komitetu Restrukturyzacji na remonty i na tzw. szybką ścieżkę, z których pokrywa się odprawy dla zwalnianych pracowników co nie obciąża ZOZ.

Ilu pracowników zostało zwolnionych według wiedzy Związku ?
Od początku 1999 roku odeszło 9 lekarzy z przyczyn naturalnych a 38 pielęgniarek i położnych zostało zwolnionych. Z administracji zwolniono 15 osób i też z innych działów. W sumie jest to około 343 osoby. W perspektywie dwu lat 1999-2000 z naszego ZOZ zwolniono 405 pracowników. Obecnie jest zatrudnionych 781 pracowników i 17 na niepełnych etatach.

Protest Pań nie był przypadkowy i dyrekcja powinna spodziewać się waszej reakcji?
Rozmowy z dyrektorem, który chyba po raz pierwszy był postawiony w takiej sytuacji, były dla niego prawdopodobnie szokiem. Ja to rozumiem, trudno tu mówić o winie dyrektora, skoro od czterech lat nie dostałyśmy podwyżki.

Więc problem narastał od czterech lat ?
Najniższa płaca krajowa szła w górę i teraz nasze zarobki w stosunku do salowych różnią się ok. 40 - 50 zł. Pielęgniarka po specjalizacji z ponad dwudziestoletnim stażem zarabia 650 - 750 zł. Stawka godzinowa dla pielęgniarki z Kasy Chorych wynosi 2,73zł - to jest śmieszne. To nas boli, bo wymagania do tego zawodu są dość duże - specjalizacje, kursy, pełne kwalifikacje, coraz więcej koleżanek jest po studiach i zarabiamy marne grosze. Nie mamy takiej siły przebicia jak lekarze, którzy szybko załatwili swoje sprawy systemowo w Sejmie, mimo że nas jest znacznie więcej, nie mamy żadnego poparcia.

To brzmi jak paradoks ?
Tak. Ciągle się nam powtarza, że jest nas za dużo.

Za dużo w stosunku do potrzeb czy do zapłaty wynagrodzenia ?
Nie do potrzeb, ale dla zmniejszenia funduszu płac. Pracujemy w systemie 12 godzinnym i wykonujemy wiele czynności dodatkowych, jakich pielęgniarki ze Szpitala im. Jana Pawła II nie wykonują, np. chodzenie do laboratorium, golenie, czy strzyżenie pacjentów, roznoszenie posiłków itp. To zabiera dużo czasu z takim szpitalem i nasze normy zatrudnienia są inne, ale nie jest nas za dużo w stosunku do potrzeb.

Czy dyrekcja przyznaje Paniom rację w rozmowach i negocjacjach ?
Przyznaje, bo staramy się rozmawiać na zasadzie dżentelmeńskiej, w celu wspólnego dogadania się, a nie na zasadzie agresji. Pracodawca zwracał się do nas poważnie jak do partnera a nie jak do wroga. To bardzo podobało się pani mediator z listy krajowej Z.Rychłowskiej, która pomagała nam w tych rozmowach. Za bardzo pozytywne uznała włączenie się do mediacji Starostwa Powiatowego, czego raczej się w kraju nie spotyka.

Dlaczego więc musiało dojść do protestu głodowego, skoro była dobra woła obu stron ?
Dobra wola to za mało. Rażące jest, że pani minister Knysok każe nam czekać na podwyżkę 4 lata, następna pani minister powie to samo, my nie możemy tyle czekać. Nasz protest spowodował, że w kraju i w województwie zaczyna się coś dziać. Przybywa nam poparcia, znajdują się ludzie, którzy chcą pomóc dyrektorowi, choćby z przyczyn politycznych, więcej drzwi staje się otwartych dla naszego dyrektora. My też jesteśmy skłonne walczyć razem z dyrektorem o maksymalnie najlepszy kontrakt w Kasie Chorych.

Dyrektor ma poparcie Pań ?
Tak, ma pełne poparcie.

Nie winicie za ten stan ani dyrektora ani starostwa ?
Nie. Starostwo to młody samorząd, ma wiele innych instytucji, którymi też musi się zajmować, wykładać pieniądze i ma szerokie obowiązki. Podobnie nasz dyrektor, nie tylko naszą grupę zawodową ma na głowie, a przecież szpital ma wieloletnie zaniedbania, wszystkiego tu brakuje, na wszystko są potrzebne pieniądze. Trudno za to obwiniać teraz dyrektora.

Co więc było bezpośrednią przyczyną głodówki i jaki dała ona efekt?
W spór zbiorowy weszłyśmy 22 września, to nie było takie spontaniczne. Dwukrotne rokowania nie zaspokoiły naszych żądań dlatego, że dyrektor zaczął realizować jeden z postulatów - zorganizował przetarg na odzież ochronną. Odnośnie podwyżek stanowczo odmówił, nie mając oszczędności na podwyżki, a szpital był zadłużony, jak zresztą 90% ZOZów w Polsce. Nasze postulaty płacowe dotyczyły wypłaty do września br, rewaloryzacji naszych płac i od września br. podwyżkę płac do wysokości średniej krajowej - to jest prawie trzy razy tyle ile zarabiamy, a jest nas ponad 400. Rozumiemy, że nie ma takiego geniusza, żeby stworzył tak ogromne pieniądze. Po dalszych mediacjach, dyrektor zaproponował nam podwyżkę od l stycznia 2001 w wysokości 150zł, a w przypadku korzystniejszego kontraktu dalsze 50 zł. W grudniu każdy pracownik dostał z funduszu świadczeń socjalnych po 200zł. Dodatkowo, aby nie robić podwyżek w grudniu, dyrektor dodał dla każdej pielęgniarki i położnej po 100 zł w formie bonu. Pomoc zadeklarowało również starostwo. Został wykonany zapis warunkowy, że jeżeli wpłyną pieniądze od wojewody lubelskiego, z programu restrukturyzacji jest nam winien 160 000 zł, to jest całość naszej trzynastki - te pieniądze będą nam wypłacone w całości, jeżeli nie to 50% trzynastki do końca roku i 50% do końca marca 2001r.

Jak wyglądała głodówka ?
Ta formę wybrały koleżanki w drodze referendum, jako protest okupacyjno-głodowy i odbywał się w gabinecie dyrektora ekonomicznego od 28 listopada br. Uczestniczyło w nim na zmianę po 6 koleżanek, każda mogła głodować nie dłużej niż 3 dni, przyjmując tylko płyny, choć zdarzały się przypadki niesubordynacji. Po 3 dniach głodówka daje znać o sobie w organizmie i zostawia skutki na długo. Osoba taka słabnie, dostaje zawrotów głowy a szczególnie jest to niebezpieczne u osób chorujących na różne choroby np., na cukrzycę czy inne. W czasie głodówki lepiej poznałyśmy się, poczułyśmy się bardziej ze sobą związane i solidarne. Dyrektor zarzucał nam, że odchodząc od łóżka chorego narażamy jego zdrowie i życie, a my przecież głodując również narażamy swoje zdrowie, kiedy nie mamy innego wyjścia.

Niemoralne jest odejście pielęgniarki od łóżka chorego, ale też niemoralne jest upokorzenie zaniżoną płacą człowieka - polskiej kobiety, do tego stopnia, by musiała walczyć o swoją godność głodując - zgadza się Pani ze mną ?
Tak. Jest to dla nas bardzo przykre.

Dziękuję za rozmowę i życzę pomyślnego zakończenia protestu.

PS. Rozmowa odbyła się 6 grudnia w dzień po zakończeniu głodówki w biłgorajskim ZOZ. Protest pielęgniarek do dnia zamknięcia numeru nie zakończył się. Nie powiodły się krajowe negocjacje z Ministrem Pracy i Spraw Socjalnych. Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych zapowiedział zaostrzenie protestu łącznie ze strajkiem generalnym w całej Polsce.

©Arkadiusz Lipiec Informacje | Strona główna Szukaj: