Miasto | Historia | Kultura | Sport | Miejsca | Edukacja | Prasa | Okolice | Aktualności
 
Prasa
Gazeta "Tanew" 12/2000
Wacław Żmudzki z Biłgoraja cz. II
Jednak okres nauki na uniwersytecie zostaje brutalnie przerwany zsyłką w głąb Rosji w okolice Moskwy za udział w patriotycznej manifestacji pod pomnikiem Kilińskiego.

Tam, możemy się domyślać, poznał swą przyszłą żonę, w mieście nomen omen Biełgorod, leżącym na południe od Moskwy. Nie znamy dokładnie dat pobytu w Rosji. Mogły to być przypuszczalnie lata 1893 - 95. Jakimś nieznanym nam również sposobem rozpoczyna kontynuację swych prawniczych studiów w Dorpacie, dzisiejszym Tartu w Estonii. Tam również nie zagrzewa miejsca. Jak wspomina Dębicki "Rok akademicki 1895/96 zbiegł mu w Dorpacie dobrze. Była tam dość liczna kolonia kilińczyków. Środki były skromne, ale pomagano sobie wzajemnie. Aliści nadszedł czas egzaminów.

Żmudzki zdawał dobrze, bo był zdolny. Na egzaminie z rosyjskiego prawa państwowego zahaczył się jednak. Profesor, młody Rosjanin, wychowaniec uniwersytetu petersburskiego, któremu nieobce prawdopodobnie były antenoria polityczne egzaminowanego, zaczął go szykanować.

Żmudzki zwrócił mu na to uwagę. Profesor odpowiedział w formie ostrej i niewłaściwej. Od słowa do słowa przyszło do zwady. Audytorium stało po stronie skrzywdzonego kolegi. Profesor jednak obstawał przy swoim, a w końcu, zirytowany, przerwał dyskusję i postawił Żmudzkiemu dwóję (stopień niedostateczny). Żmudzki, że był krewkiej natury, zareagował na to gwałtownie i z miejsca spoliczkował swego prześladowcę." Tyle Dębicki o tym nie wymagającym komentarza fakcie z życia przyszłego pisarza. Żmudzki miał szczęście, ale i mógł liczyć na swych kolegów, którzy dopomogli mu w natychmiastowej ucieczce z zagrożonego miejsca. Ucieka w strony rodzinne. Tu należy dodać, że Dębicki ciągle w swoich wspomnieniach usiłuje strony rodzinne swego kolegi umiejscawiać w okolicach Krasnegostawu. -Żmudzki pochodził z Lubelskiego, z okolic Krasnegostawu. Tam miał rodzinę.

Pojechał więc do domu i stamtąd po naradzie z bratem przez zieloną granicę przedostał się do Galicji..." Na ile przypuszczenia Dębickiego są prawdą? Może rzeczywiście brat Wacława mieszkał we wspomnianym Krasnymstawie. Może rodzina tam się przeniosła. To następny znak zapytania w biografii pisarza.

Wracajmy jednak do biografii. Żmudzki ląduje we Lwowie. Bez dokumentów, bez środków do życia staruje z pomocą Bożą bardzo szczęśliwie. Tu znowu należy przytoczyć Dębickiego. "... po paru dniach zaczai szukać mieszkania i znalazł je łatwo gdzieś w pobliżu politechniki, na jednej z nowych wówczas ulic. Rozejrzawszy się po okolicy, spojrzał, iż jest tam jakiś staw z urządzona pływalnią. Zajrzał tam, wykąpał się, bo był gorący dzień, i przy sposobności zaproponował właścicielce tego kąpieliska, aby urządziła u siebie lekcje pływania, których on będzie udzielał za opłatą korony od osoby.

Właścicielce, na której Żmudzin (tak nazywali koledzy Żmudzkiego), rosły i przystojny chłopiec, dobre musiał zrobić wrażenie, trafiło to do przekonania. Umowa została zawarta. Wacek natychmiast kupił jakiś tani niemiecki ( bo polskiego nie było) podręcznik do nauki pływania, przestudiował go i rozpoczął lekcje, które mu przyniosły od trzech do pięciu koron dziennie. Był to pierwszy, wcale nie najgorszy jego zarobek. Zdając sobie jednak sprawę z tego, że jest to tylko dochód sezonowy, przez lipiec i sierpień rozglądał się zawczasu za inną pracą i znalazł ją bardzo szczęśliwie w Banku Zaliczkowym przy Wałach Hetmańskich, gdzie poparł go, z naszej rekomendacji poczciwy Bronisław Szwarce." Tak rozpoczyna się ostatni etap życia przyszłego pisarza. We Lwowie pozostanie do końca swych dni.

Jak widać Żmudzki to niepospolita natura. Zaprawiony w walce z zaborcą, z przeciwnościami losu nie rezygnuje ze studiów. Nie ma dokumentów, ale tu znowu dopisuje mu szczęście i koledzy. Kończy, pewnie wymarzone, studia prawnicze i zaczyna pisać.

Debiutuje w 1897 roku opowiadaniem o przejmujących losach młodego chłopaka, którego życie tragicznie splata się z okrutnym czynownikiem rosyjskim. Akcja rozgrywa się w okolicach Siedlec po upadku powstania styczniowego. Tematem, jak w opowiadaniach Żeromskiego, do którego porównuje twórczość Żmudzkiego Krzyżanowski, jest los Polaków pod nasilającą się rusyfikacją. "Losy Jacka Kozika" rozpoczynają krótki okres pisarstwa, które musi godzić z pracą w banku. Po krótkim opowiadaniu przychodzi większe dzieło, jakim jest powieść "Bór" w 1898 roku. Opowiada ona o rozprowadzaniu po wsiach Królestwa Polskiego "bibuły", galicyjskiej prasy polityczno-oświatowej mającej na celu narodowe uświadamianie chłopów. Ciekawą powieścią ze względu na tematykę jest kolejna powieść pt. "Posiew krwi". Jak zauważa Krzyżanowski jest to jedyny w literaturze polskiej utwór poświęcony Polakom, którzy muszą walczyć w wojnie rosyjsko - japońskiej. Cała akcja rozgrywa się podczas oblężenia Portu Artura. Ostatnimi utworami prozatorskimi Żmudzkiego są nowele, które wydał w 1900 roku w zbiorze pt. "Niedola".

Swoje krótkie spotkanie z literaturą kończy zdolny bardzo pisarz wprawkami poetyckimi, dwoma tomikami wierszy, których pomysł zaczerpnął od modnego na przełomie wieków Przybyszewskiego. "Trędowaty. Z pamiętnika psychopaty" z 1903 roku i "Księga bytu" z 1904 roku kończą pisarską karierę dobrze zapowiadającego się literata.

Koniec jego twórczości pisarskiej zbiega się założeniem rodziny. Zmudzki żeni się ze znaną sobie z czasów pobytu w Rosji panną Parniewską z Biełgorodu, z guberni kurskiej. Żona była jedną z pierwszych kobiet studentów we Lwowie. Na świat w tym czasie przychodzi jedyny syn pisarza, również Wacław. Jaką wielką troską o wychowanie otaczał ojciec syna niech zaświadczy ten oto list, który z równym zachwytem i niedowierzaniem jak ja przytacza również Julian Krzyżanowski w swym artykule z 1935 roku zamieszczonym w Wiadomościach Literackich.

Kochany Synu!

Pisze mi właśnie Matka, że jest z Ciebie zadowolona, że wprawdzie zażywasz ruchu i powietrza, ale troszeczkę myślisz także o nauce. Bardzo się cieszę, że tak. Bo kto chce być prawdziwym człowiekiem, szczególniej kto kocha ojczyznę i pragnie jej odrodzenia, ten powinien przygotować się do tego.

A przygotowanie polega na tem, że trzeba krzepić i hartować ciało, ale bardziej jeszcze hartować duszę, uczyć się czynić co dzień drobne ofiary, ażeby - gdy zajdzie potrzeba -łatwo było ofiarować całego siebie. I trzeba także, ażeby ta ofiara była godna przyjęcia, żeby to nie był brudny ochłap mięsa, którego nawet psu się nie daje, lecz żeby cały człowiek był naprawdę człowiekiem, żeby miał spokojne i poważne myśli, i serce tak czyste, ażeby je w każdej chwili nawet Panu Bogu na dłoni można było położyć.

Takim bądź chłopcze. Całuję Cię serdecznie.

Twój ojciec.

Komentowanie listu jest zbyteczne. Jego prosty i obrazowy język bardzo precyzyjnie wyraża stosunek Ojca do syna i wartości, które próbuje mu wpoić. Wartości, które młody Wacław przyswoił sobie w sposób absolutny, zaskakujący dla nauczyciela. Nauki, jakie wyrażał Żmudzki w liście, bardzo szybko znalazły niestety swe ucieleśnienie.

Wybucha powstanie we Lwowie. Ukraińcy próbują stworzyć niezależne państwo na terenach młodziutkiej II Rzeczypospolitej. Szesnastoletni uczeń gimnazjum Wacław Żmudzki, tak jak jego rówieśnicy chwyta za broń. Z małym oddziałem wyrusza z kościoła pod wezwaniem św. Elżbiety i ginie 16 listopada, w pierwszych dniach powstania na ulicach Lwowa. Trudno sobie wyobrazić rozpacz rodziców. A specjalnie ojca, który tak wpajał młodemu chłopcu miłość do ojczyzny. Po zakończonej, zwycięskiej walce społeczeństwo Lwowa buduje narodowe mauzoleum dla Orlątek Lwowskich przy cmentarzu na Łyczakowie. Syn Żmudzkiego spoczywa obok swych kolegów w 747 kwaterze. Dzisiaj nie ma tam nawet tabliczki. Tylko dzięki uprzejmości pracujących na cmentarzu Polaków dowiaduję się, która to kwatera.

cdn

Andrzej Czacharowski

©Arkadiusz Lipiec Informacje | Strona główna Szukaj: