Miasto | Historia | Kultura | Sport | Miejsca | Edukacja | Prasa | Okolice | Aktualności
 
Prasa
Gazeta "Tanew" 1/1995
Jak czarne owce cz.IV
Wyszli z domu w milczeniu. Dopiero na ulicy Mira odpowiedziała
- Tak, Jestem Żydówka. Nie zauważył pan wcześniej?
Klinken patrząc na nią milczał. Po chwili odezwał się
- Nie. nie zauważyłem.
Przecież pan tak na mnie patrzył, kiedy weszłam
do pokoju - Mira spojrzała czujnie na Klinkena.
- Ja na panią... tak patrzyłem, jak patrzyłem? Co w tym złego... Dajmy spokój. Chodźmy lepiej! Klinken dotknął ramienia Miry i wskazał na ścieżkę wydeptaną w śniegu, biegnącą na wzgórek w kierunku kościoła.
Noc była mroźna. Księżyc pełną tarczą zawisł nad okaleczonymi wieżami kościoła, rozświetlając całą okolicę. Zmarznięty śnieg iskrzył się milionami ogników. Wokoło zupełna cisza, przerywało ją tylko rytmiczne skrzypienie śniegu pod ich stopami. Oboje dostrzegli niezwykłą aurę te) nocy. tak Jakby natura stworzyła lin. choć na chwilę - Inny świat. Mira szła pierwsza. Klinken w niewielkie) odległości za nią. Wsłuchiwali się w odgłos swoich kroków. stawianych powoli, by czas nie uciekał tak szybko. Klinken patrzył na jej zgrabną sylwetkę, która w dopasowanym, kloszowym płaszczu wyglądała imponująco. W każdym jej ruchu odkrywał istotę pełną gracji i kobiecego uroku. Zgadywał w myślach - jaki będzie Jej następny krok? Czy znowu, dla równowagi, uniesie w bok ręce? W którą stronę odchyli głowę i czy dale), lekko kołysząc biodrami, będzie stąpać jak w radosnym tańcu.
Patrzył na nią bez przerwy. Jej widok sprawiał mu przyjemność. Wydawało mu się, że tę kobietę znal od wielu lat. stawała mu się coraz bardziej bliska. Może to właśnie ona - ta z utajonej podświadomości?
Nie słucha mnie pan - powiedziała głośno i odwracając się przystanęła.
Tak! Tak, słucham!
Czyżby, co pan tam robi? Patrzę na panią, idę za panią - wystarczy?
Jeśli chce pan posłuchać, to złożę Już teraz zeznanie zanim wezwą mnie na gestapo - Mira ruszyła dalej.
Klinken chwycił Ją mocno za ramię i odwrócił do siebie. Spojrzała mu w oczy.
Nie jestem z gestapo. proszę to zapamiętać!... Przepraszam.
Puścił Ją. Opaska przesunęła się niżej rękawa. Te Jej słowa były przykre, niosły smutek. Chciał Je) to powiedzieć ale milczał. Je) oczy były tak piękne. patrząc w nie zapominał się.
Przepraszam powtórzył spokojnie - Jeżeli pani chce coś o sobie powiedzieć, to posłucham. Ruszyli ponownie swoją ścieżką. Klinken Idąc za Mirą słuchał z niechęcią.
Powiem króciutko! Jestem warszawianką, nazywam się Adenberg. Ojciec był aptekarzem, a Ja jako Jedynaczka miałam prowadzić aptekę po ojcu. albo... wyjść za aptekarza. Nic z tego nie wyszło, muzyka była silniejsza, studiowałam w Paryżu. Skrzypce... to moja miłość. Później grałam w orkiestrach w Warszawie, w teatrach muzycznych, w operze, ale przepadam za operetką,
Wyszłam za mąż. za inżyniera. Zginął w trzydziestym dziewiątym pod Modlinem. Moi staruszkowie też zginęli, w domu, od bomby. I tak rozstałam się z Warszawą. Jestem tu u kuzynów ze strony mamy. Co Ja tu robię?... Hm... Udzielam lekcji córce państwa Gosmeistrów. robię na drutach swetry, szaliki... i czekam na swoje przeznaczenie. Skończyłam! Mira przystanęła i odwróciła się - co pan na to?
Mam powiedzieć prawdę? - upewniał się Klinken.
Zawsze! Lubię prawdę, lubię wszystko o sobie wiedzieć, choćby to było złe. nie cierpię kłamstwa.
Pani nie pasuje do tego życiorysu.
Dlaczego?
Jest w pani coś innego - zastanawiał się Klinkeu - ten życiorys Jest smutny i... jakby się kończył, a przecież Jest w pani taka pogoda i tyle w pani życia...
Taka już moja natura. Kiedy się ma dwadzieścia dziewięć lat i traci wszystko, to Już nie ma się czym przejmować. Albo umierać - albo żyć od początku... Po co Ja to panu mówię?
Przyjemnie Jest z panią rozmawiać. Ma pani
Ostrożnie, panie oficerze, to chyba komplement, czy to przystoi - mówiła powoli Mira uśmiechając się l przechylając głowę w bok - Lepiej już chodźmy - ucięła krótko odwracając się. Zrobiła pierwszy krok i pośliznęła się. omal nie upadla, ale Klinken mocno złapał ją wpół i mocno przytrzymał.
Dziękuję panu! Chodźmy już !
Cieszę się. że zdążyłem, a myślałem, że od wypadku nie jestem Już taki sprytny - Klinken poweselał. Ruszyli znowu swoją ścieżką.
Jaki wypadek?
A... drogowy, ale nie ma o czym mówić!
Ścieżka skończyła się l szli obok siebie drogą w kierunku rynku. W ocalałych domach okna świeciły płomykami świeczek w choinkach. Z domów stojących przy ulicy Głównej słychać było przytłumione słowa kolęd. "Cicha noc... święta noc..."
Słyszy pani? To piękna kolęda... Sille nacht... Heillge nacht.
Tak. Ta noc Jest też taka cicha. Czy tamta noc z kolędy też była taka sama? Jak pan myśli?
Nie wiem - odpowiedział Klinken i chciał jeszcze coś dodać, ale Mira przerwała:
Teraz musimy skręcić w lewo. tą uliczką. Jeżeli pan życzy sobie odprowadzić mnie do domu?
Naturalnie! - odpowiedział szybko Klinken. Weszli na ulicę Kościelną i skręcili w prawo. W oddali ukazały się postacie trzech wysokich żandarmów, zbliżając się powoli. Klinken zrobił krok bliżej Miry i Jednym ruchem zerwał Jej opaskę z rękawa.
Proszę mnie wziąć pod rękę. i Jeżeli pani może. to dalej tak przyjemnie ze mną rozmawiać -powiedział Klinken. podając jej ramię- Dobrze, rozumiem pana - odpowiedziała zaskoczona Mira. Klinken przycisnął jej rękę do swojego boku i od tej chwili oboje poczuli się pewniej. Żandarmi byli Już blisko.
Proszę się do mnie uśmiechać, gdy nadejdą -szepnął jej do ucha. Żandarmi zwolnili, a Idący z przodu podoficer przypatrywał się bacznie nadchodzącym. Na kilka kroków przed nimi podniósł prawą rękę t rozległo się głośne - Heli Hitler!
Klinken zasalutował i odpowiedział tak samo. Minęli patrol z ulgą. a przecież nie było się czego obawiać. Wyglądali oboje na wspaniale dobraną parę. Po kilku krokach Mira chciała cofnąć rękę. ale Klinken zatrzymał ją.
Proszę! Jeszcze nie! Ci chłopcy lubią oglądać się za przystojnymi kobietami. Na pewno teraz mi zazdroszczą. Są spostrzegawczy, mogliby coś podejrzewać - powiedział Klinken nachylając się do Miry.
Tak, ma pan rację, albo oni są tak spostrzegawczy, albo my znakomicie zagraliśmy parę kochanków - Mira spojrzała na Klinkeua. Był zadowolony, uśmiechnął się do niej. ona niemal odruchowo odpowiedziała mu szczerym, pełnym uśmiechem ukazując koronę perłowych zębów i dwa dołeczki w policzkach. Podobała im się ta rola, grali Ją nadal. Śnieg tylko skrzypiał pod coraz wolniejszymi krokami. Czasami przystawali, rozmawiali coraz bardziej wesoło. coraz częściej spoglądali na siebie.
na drewnianą bramę z niedomkniętą furtką. W parterowym, drewnianym domu. stojącym jak inne bokiem do ulicy, było ciemno. Klinken uwolnił rękę Miry.
Bardzo panu dziękuję za pomoc, było ml milo, choć nie spodziewałam się takich wrażeń. Mira zdjęła wełnianą rękawiczkę i podała rękę na pożegnanie. Klinken zdjął czapkę i ucałował ją.
Proszę pani. takiego wigilijnego wieczoru nie miałem w swoim życiu, a w tych czasach nigdy bym nie przypuszczał, że spotkam tak miłą osobę - mówił Klinken patrząc w Jej piękne oczy i wciąż trzymając Je) dłoń.
Tylko szkoda..., że... - przerywając podniósł drugą rękę. w której trzymał zmiętą opaskę.
Ze Jest ta opaska - dokończyła Mira.
Nie! Nie. to nieważne..., że musimy się pożegnać. Przed tym Jednak powie mi pani. gdzie mogę ją zobaczyć jutro, pojutrze, kiedy? natarczywie pytał KUnken.
Mira zabrała opaskę, chciała uwolnić drugą rękę, bezskutecznie. Spojrzała bardzo uważnie na Klinkena. dostrzegając w nim przystojnego mężczyznę. Przy nim czuła się bezpieczna. swobodna, mogła normalnie rozmawiać a przecież stał przed nią niemiecki oficer ....:.::.: z pistoletem u pasa. ale bez czapki. "Na miłość boską co ja robię? Kto to Jest?" -pomyślała.
Proszę! Proszę mi powiedzieć nalegał Klinken.
W pierwszy dzień po świętach będę u państwa Kubiaków - powiedziała cofając energicznie rękę - Dobranoc! - i zniknęła za furtką.
Spokojnych snów! - odpowiedział zaskoczony Klinken.
Zacisnął czapkę na głowie, bo dopiero teraz odczul przejmujący mróz l ruszył w stronę budynku Gessingów.
Spędził święta na wizytach u zaprzyjaźnionych Niemców, Grosmelsterów i Gessingów. Zaprosił do siebie przyjaciół, za których uważał Streita i Jodlera. no i zwykłych towarzyszy biesiad, gestapowców Georga i Fritza. Towarzystwo nie pociągało go Już jak kiedyś. Niecierpliwie oczekiwał końca świąt, który nadszedł wraz z zawieją śnieżną l nadal trzymającym mrozem. Wstał wcześnie. Szybko wybrał się do tartaku, dokonał rutynowego obchodu posesji, przejrzał papiery i nakazał Sewerynowi przyjęcie drzewa i przygotowanie wysyłki tarcicy.
Jestem w domu, gdyby było coś ważnego, to przyślesz po mnie - powiedział do Seweryna zamykając drzwi.
W swoim pokoju usiadł za stołem, przed oknem. Widział ścieżkę, którą szli z Mirą. śnieg zasypywał Ją i gnany wiatrem tworzył poskręcane, tasiemcowe zaspy. Zapalił papierosa i czekał. Był cierpliwy, to nawyk Jeszcze ze szpitala. Mira Jednak nie nadchodziła. W popielniczce leżało Już kilka niedopałków. Czas mijał. Je) nie było. Wstał, chodził po pokoju, przystawał przed oknem, zaczął się niepokoić. "Dlaczego jej nie ma. może mnie okłamała? Nie. przecież ona też nie kłamie, może coś się stało."
Szyja! - zawołał Żyda, który lubił przesiadywać w kuchni - dlaczego nie palisz w piecu?
Piec Jeszcze ciepły - powiedział Żyd kładąc dłoń na kaflach i spoglądając podejrzliwie na Klinkena.
Rozpal mówię! Ja wychodzę! Żyd wziął kosz na drewno i szedł do drzwi.
Zaczekaj! Podejdź tu i słuchaj uważnie - Klinken położył Żydowi rękę na ramieniu.

c.d.n.

Marek J. Szubiak

©Arkadiusz Lipiec Informacje | Strona główna Szukaj: