Miasto | Historia | Kultura | Sport | Miejsca | Edukacja | Prasa | Okolice | Aktualności
 
Prasa
Gazeta "Tanew" 1/1998
Rok 1997
Jaki był?
Jak już dziś się go wspomina?

Na nasze pytania odpowiadają:

Stefan Oleszczak - burmistrz
- Miniony rok oceniam bardzo pozytywnie. Prywatnie i w życiu rodzinnym, to jestem bardzo zadowolony. Dwoje dzieci studiuje w Krakowie. Nie trapiły nas choroby, nikt nie zgubił większych pieniędzy. Prawie nie miałem czasu na odpoczynek, to mimo wszystko nie czuję się zmęczony. Miniony rok to dla mnie również pewna przygoda polityczna, ponieważ kandydowałem do Sejmu z listy Unii Wolności. Mimo niepowodzenia nie odczuwam tego w kategoriach wielkiej porażki, natomiast ilość zebranych głosów, szczególnie w Biłgoraju i rejonie biłgorajskim, wskazuje na społeczne poparcie. Dlatego patrzę na tę przygodę bardziej optymistycznie.

Z punktu widzenia burmistrza miasta, za wielkie osiągnięcie uważam obniżenie progu bezrobocia poniżej 9 proc. Nawet upadłość ZNTK - zakładu, który w pewnym czasie był wiodącym, kiedy około 300 osób straciło pracę i nie wstrząsnęło to rynkiem pracy w Biłgoraju. To nawet nie jest już ten problem jak w latach 1991- 1992, kiedy 50 osób zwolniono z "Gracji", co stało się dylematem, bo nie było żadnych wytworzonych miejsc pracy w zamian. W czwartym kwartale mieliśmy wskaźnik 8,9 proc. bezrobocia już po upadłości ZNTK, to wykazuje, że u nas jest sporo ofert pracy. Bezrobotni aktywnością muszą też pomagać swojemu losowi, co nie znaczy oczywiście, że nic w tym kierunku nie będziemy robić. Problem bezrobocia istnieje dla kobiet, których liczba zbliża się do 60 proc. ogółu bezrobotnych i to w wieku nie mobilnym. Liczę w roku 1998 i w latach następnych na takie zakłady jak "MEWA" SA, która ma zwiększyć produkcję o 30 proc. i przyjąć 60 osób do pracy z przewagą kobiet, czy Biłgorajska Agencja Rozwoju Regionalnego w realizacji programu Inkubator Pracy Nakładczej, gdzie kobiety miałyby możliwość zatrudnienia w domu. Nad tym musimy popracować i znaleźć dla nich zatrudnienie.

Zatrudnienie absolwentów to inny problem. Tu zdania są podzielone Rejonowy Urząd Pracy jest pod tym względem bardziej optymistyczny i nie dostrzega problemu, gdyż ze statystyk wynika, iż absolwenci w ciągu roku uzyskują pracę, ale ja uważam , że to jest jednak problem, szczególnie absolwentów szkół średnich. Tu wchodzimy w sferę działań i polityki państwa idącej w kierunku poszerzania ofert studiów wyższych, obok tworzenia miejsc pracy. W Biłgoraju mamy 40 bezrobotnych z wyższym wykształceniem i tu wierzę że oni w ciągu roku pracę znajdą. Obserwujemy nadal duży ruch w aktywności podmiotów gospodarczych w mieście. Tworzą się drobne firmy od rodzinnej 2-3 osobowej do firmy o zatrudnieniu do 15-20 osób. Nadal trwa rozwój budownictwa, tworzą się firmy usługowe i przemysłowe związane z budownictwem; transportowe, wykonawcze, produkcja materiałów budowlanych, handel materiałami itp. powstają już w tej dziedzinie potentaci. Niezależnie od tego, każdy majątek wytworzony w latach siedemdziesiątych, przekształcany w latach dziewięćdziesiątych pracuje i dzisiaj procentuje. Osadzają się tam nowe firmy, pomagamy im w różny sposób i zachęcamy do prowadzenia działalności gospodarczej.

Mamy zarejestrowanych w Urzędzie Miasta 2 700 podmiotów gospodarczych, niezależnie od tego istnieją podmioty gospodarcze rejestrowane w sądzie gospodarczym np. spółki prawa handlowego. Mamy w Biłgoraju dobrą atmosferę dla prowadzenia działalności gospodarczej, tworzoną nie tylko z przychylności władz miasta ale i innych urzędów i instytucji, można tu wymienić wiele przykładów. W gospodarowaniu majątkiem gminy prowadzimy politykę zbywania jego w prywatne ręce też tych środków pozyskiwać dalsze nieruchomości do dalszego zbywania i inwestowania, czy wspomagania w inwestowaniu, dopóki jest takie wsparcie potrzebne. Przykład to firma "MODEL-OPAKOWANIA", której nam cała okolica zazdrości. Jest to najbardziej nowoczesny zakład w Europie Środkowej i największy w tej branży z perspektywą zatrudnienia 300 osób w zakładzie i 300 w otoczeniu tego zakładu. Oczyszczalnia ścieków jest w fazie rozruchu technologicznego, jest to dla miasta olbrzymia inwestycja, kładąca się cieniem na możliwościach działań infrastrukturalnych i kondycji finansowej miasta na kilka następnych lat, ale równocześnie i perspektywa pozyskiwania środków zewnętrznych, które by łagodziły te skutki. Rok 1997 przyniósł i jedną porażkę, do której trzeba się przyznać. Dotacja z Urzędu Wojewódzkiego na budowę oczyszczalni i budowę jednej z ulic w mieście nie została odpowiednio wykorzystana i musieliśmy zwrócić te pieniądze w kwocie 93 tyś. zł. Wynikało to trochę z różnicy zdań finansistów co do tego, czy odsetki można było spłacić za te pieniądze, co zrobiliśmy, czy przeznaczyć bezpośrednio w inwestycję. To był taki dyskomfort, ale w grudniu 1996 też pozytywnie na finanse miasta w roku 1997 wpłynęło umorzenie wcześniej zaciągniętej pożyczki ze skutkiem 9 mld st. zł. Cóż, nie popełnia błędów ten co nic nie robi. Poprawiła się natomiast baza materialna w szkołach, stan budynków szkół, około 6 mld st. zł wyłożyliśmy na te cele.

Zachowaliśmy poszerzony program nauczania, utrzymujemy na koszt samorządu naukę pływania i w klasach siódmych wprowadza się naukę tańca. Można powiedzieć aby tylko rok 1997 się powtórzył w dobrym aspekcie i może był ciut lepszy.

Zbigniew Tomczyk - dyrektor KRUS
- Rok 1997 był kolejnym, piątym rokiem funkcjonowania Kasy Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego, był też kolejnym rokiem wdrażania dość istotnych zadań w zakresie ubezpieczeń społecznych, a przede wszystkim własnego orzecznictwa lekarskiego. Instytucja jest ukierunkowana na obsługę rolników, których mamy pod opieką 52 tys. ubezpieczonych czynnych zawodowo i 75,5 tyś. świadczeniobiorców, czyli rencistów i emerytów. Kasa Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego Oddział Regionalny w Biłgoraju obejmuje swoim zasięgiem teren województwa zamojskiego. W strukturze organizacyjnej poza oddziałem w Biłgoraju istnieją podległe mu placówki terenowe w Zamościu , Hrubieszowie, Tomaszowie, które swoim zasięgiem obejmują tereny dawnych powiatów. Zadania swoje realizowaliśmy w roku 1997 w sferze wypłaty świadczeń bez jakichś zacięć czy zgrzytów. Podjęliśmy w ubiegłym roku inicjatywę zmierzającą do obniżenia kosztów obsługi związanej z wypłatą świadczeń. Polega to na tym, że nawiązaliśmy kontakty z bankami spółdzielczymi i pilotażowo trzy z nich na podstawie umów przejęły wypłaty świadczeń. Skutkiem tego przedsięwzięcia jest obniżenie o 50 proc. kosztów doręczania świadczeń, a są to koszty niebagatelne, bo generalnie korzystamy z usług poczty.

Zaoszczędzamy w ten sposób około 50 proc. kosztów administracyjnych. Druga sfera naszego działania to pobór składek. Specyfika i struktura gospodarstw, ich stan ekonomiczny, w których jest znaczny jednak procent gospodarstw małych, rozdrobnionych i ich siła ekonomiczna nie jest za wielka, powoduje określone problemy z wypłacalnością zobowiązań składkowych na rzecz ubezpieczeń.

Składki są płacone kwartalnie. Około 75 proc. rolników składki płaci regularnie, natomiast 25 proc. ma z tym kłopoty.

Opłacanie składek jest nieregularne lub w ogóle nie są opłacane. Skupiamy więc nasze działanie na możliwie maksymalnym egzekwowaniu naszych należności. Trzecia sfera to działania w kierunku prewencji i rehabilitacji. Są to sprawy związane z wypadkami w rolnictwie i stanem bhp w gospodarstwach. Działania nasze polegają na ustalaniu przyczyn wypadków, sporządzaniu dokumentacji powypadkowej, kontroli stanu bhp i wydawaniu zaleceń prewencyjnych. Ponadto prowadzimy z rolnikami szkolenia bhp. Współpracujemy też ze szkołami rolniczymi i z komisją bhp funkcjonującą przy sejmiku samorządowym. W działalności rehabilitacyjnej prowadzimy turnusy w centrach rehabilitacji dla czynnych zawodowo rolników. W skali roku wydajemy około 400 skierowań na takie turnusy Mają one znaczenie profilaktyczne, pozwalają na regenerację sił - i wypoczynek dla utrzymania dalszej aktywności zawodowej. Turnusy są bezpłatne i trwają 24 dni, jest to oczywiście forma świadczenia a wszystkie wnioski w tej sprawie są realizowane. Spotykamy się w naszej pracy z sytuacjami kiedy w bezpośrednim kontakcie z rolnikiem widzimy, że oczekuje on od nas pomocy i zrozumienia jego trudnej sytuacji materialnej.

Ma to miejsce w wypadkach klęsk żywiołowych np. huraganu jaki mieliśmy w lipcu w okolicach Tomaszowa, które wpływają zdecydowanie na stan ekonomiczny gospodarstw. Dużo rolników zwraca się do nas z problemami życiowymi w kontekście opłacania składek. W szczególnych przypadkach stosujemy ulgi w postaci odroczenia terminu płatności, rozłożenia płatności na raty, czy też w uzasadnionych przypadkach umorzenia części składek lub odsetek. Ogólnie uważam, że rok 1997 był dla naszej instytucji dobry, co nie oznacza, że taki byl dla naszych podopiecznych rolników, kiedy stan ekonomiczny wsi wymaga zwrócenia większej uwagi i z naszych obserwacji , prowadzonej przez pryzmat opłacalności składek, wynika , iż ten stan się nie poprawia. Sfera ludzi ubogich na wsi nie zmniejsza się. W roku 1998 obchodzimy rocznicę 20-lecia ubezpieczeń społecznych rolników w Polsce, oby dla nas, a szczególnie dla rolników, był to dobry rok.

Ludwik Zboch - dyrektor Wioski Dziecięcej
- Rok 1997 był dla nas trudny, mieliśmy tu problemy wychowawcze z młodzieżą, szczególnie dorastającą. Były to takie same problemy jak wszędzie z młodzieżą, która nie chce się uczyć, uważa się za dorosłą i kieruje swoje zainteresowania nieco w bok. Nie było przypadków kryminalnych, choć dwa przypadki były dość trudne. Zarazem rok 1997 był dla nas rokiem dobrym, dlatego że właśnie te trudności udało nam się pokonać. Jestem zadowolony z ukończenia remontu kapitalnego 15 domków, który trwał do ostatnich chwil roku. Bazę do naszej działalności mamy dobrą i w tym roku przyjmiemy 20 dzieci i 4 mamy. Obecnie w Wiosce mieszka 60 dzieci. Jestem też zadowolony jak tu wszyscy z tego że mieliśmy dobre spokojne Święta Bożego Narodzenia, takie rodzinne jak w normalnych domach, choć w przeszłości bywało inaczej. Kolejny powód do zadowolenia to wyniki naszej pracy wychowawczej, są one istotne choć jej forma się nie zmieniła od 1992r. Wioska jest instytucją prywatną Stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce w Polsce. Prywatnie rok 1997 uważam za pomyślny, ponieważ udało mi się zamieszkać na terenie Wioski, to bardzo ułatwia pracę.

Jan Żybura - kierownik Przychodni Rehabilitacyjnej Spółdzielni Inwalidów "Promień"
- Rok 1997 dla przychodni był trudny, nie ma możliwości otrzymywania dotacji jak było dotychczas. Wszyscy pracownicy-inwalidzi, którzy nie są dotowani, objęci opieką w ramach rehabilitacji, odchodzą z firmy. Na szczęście udaje się utrzymać kadrę w przychodni, nie jest ona idealna, ale jest i możemy swoje zadania wykonywać. Opieką przychodni objętych jest około 1500 osób. Pracujący będą tylko z III gr. gdyż II grupą nie będą mogli pracować. Obok inwalidów pracujących zajmujemy się też rencistami i emerytami byłymi pracownikami spółdzielni i spoza spółdzielni. Działalność przychodni idzie w dwu kierunkach; porady, badania i pomoc lekarska i drugi kierunek to rehabilitacja. W rehabilitacji stosujemy cały wachlarz usług na aparatach do fizykoterapii, kinezyterapii i obecnie laseroterapii. Jak na spółdzielnię są to drogie urządzenia. Rehabilitantka ma pełne ręce roboty, potrzeby są jeszcze większe, nie można wykonać tyle ile potrzeba zabiegów z laseroterapii, przydałaby się druga osoba, ale brak jest środków. Jako przychodnia uczestniczymy w swoim zakresie w procesie zawodowej rehabilitacji inwalidów i staramy się jak tylko można tym ludziom pomagać.

Rzeczywistość jest jednak nieubłagana, o ile można inwalidę nauczyć odpowiedniego zawodu, przystosować go do pracy, urządzić i dobrze wyposażyć mu stanowisko pracy, prowadzić program jego rehabilitacji, to jednak pełni zdrowia przywrócić mu nie można. Dlatego staramy się robić wszystko, aby w jak największym stopniu taki człowiek stał się normalnym członkiem społeczeństwa. W takiej pracy upłynął nam rok 1997, mam nadzieję, że rok 1998 nie będzie gorszy, choć pewności żadnej nie ma. Osobiście rok ubiegły upłynął mi z lepszym zdrowiem niż poprzedni, czyli nieźle i jak to mówią poeci - jak jest zdrowie to i świat jest piękniejszy. Taką mam nadzieję też na rok 1998.

Jan Żabiński - prezes Automobilklubu PZM
- W roku 1997 zrealizowaliśmy kalendarz imprez w całości i to z wyścigami motocyklowymi i mistrzostwami Polski włącznie.. Najważniejsze jednak to to, że wymazaliśmy białą plamę na naszych ziemiach organizując ogólnopolski zlot caravaningowy, który składał się z mistrzostw Polski w caravaningu i ogólnopolskiego konkursu caravaningowego. Zarząd Główny Polskiego Związku Motorowego, uznał imprezę za dobrą, pomijając drobne niedociągnięcia techniczne. Znając inne zloty wiem, że u nas było bardzo dobrze. Łącznie zorganizowaliśmy 53 imprezy. Na nasze warunki finansowe, które co roku są zmniejszane, jest to duży sukces działaczy, zawodników Automobilklubu i życzliwych nam ludzi.

Osiągnięciem naszym jest to, że od siedmiu lat realizujemy program prewencyjno-wychowawczy dla dzieci i młodzieży przy wsparciu Polskiej Fundacji Dzieci i młodzieży w Warszawie. Programem tym obejmujemy ponad 1300 dzieci. Zrealizowaliśmy ten program mimo cięć finansowych dzięki pomocy wolontariuszy i w zakresie bezpieczeństwa dzieci zajęliśmy I miejsce we Polsce. Jako klub zdobyliśmy I miejsce dla Okręgu. Jesteśmy niepodważalnym potentatem w szkoleniu dzieci w zakresie bezpieczeństwa drogowego. Skutkuje to na naszym terenie, najniższym wskaźnikiem wypadków drogowych z udziałem dzieci. Co będzie dalej z tym programem nie wiadomo, ale przypuszczam, że dalej będziemy go prowadzić. W tym roku musimy położyć nacisk na szkolenie sędziów. Społecznych instruktorów turystyki motorowej zastąpią organizatorzy sportów popularnych i turystyki. Musimy ludzi przeszkolić i przygotować do tej roli. Mamy obecnie około 300 ratowników drogowych, w tym roku będziemy ich na nowo weryfikowali. Załogi nasze uczestniczyły w rajdach szkoleniowych, okręgowych, w mistrzostwach Polski. Tam właśnie od 4 lat uzyskujemy II miejsce, które jakby przykleiło się do naszej załogi, która przegrała z załogą z Bydgoszczy o 0,76 punktu. Nie jesteśmy zadowoleni z zawodów pucharowych w kartingu. Powstały tam drobne potknięcia organizacyjne , ale też zauważamy, iż koledzy z Głównej Komisji Kartingowej zaczynają nasz Automobilklub prześladować i nasyłają przeróżne komisje na zawody. Często jest tak, że na zawodach jest więcej obserwatorów niż sędziów. Wystąpiliśmy do Zarządu Głównego PZM aby tą sprawę wyjaśnić.

Prywatnie, mimo choroby jaką przeszedłem w ubiegłym roku i podupadłem na zdrowiu, wiem, że bez tego klubu nie można żyć. Liczę na młodych działaczy, którzy mnie trochę wyręczą. Liczę też, że Urząd Miasta doceni nasze zasługi dla miasta i choćby pomoże zrealizować zakup toalet ekologicznych, co oszczędzi nam wielu punktów karnych i potrąceń. Straciliśmy z tego tytułu 9 mln st. zł. Przypomnę na zakończenie, że klub liczy 1874 członków i tak liczna organizacja w małym mieście przysparza mu wielu zalet. Paradoks tkwi w tym, że tak dużego a zarazem tak biednego klubu nie ma poza Biłgorajem.

Fotografował i notował M. J. Szubiak

©Arkadiusz Lipiec Informacje | Strona główna Szukaj: