Miasto | Historia | Kultura | Sport | Miejsca | Edukacja | Prasa | Okolice | Aktualności
 
Prasa
Gazeta "Tanew" 1/1999
Staroroczne wspomnienia i noworoczne nadzieje
Jaki był rok 1998 w życiu i w pracy? Jaki będzie rok 1999? Pytaliśmy mieszkańców Biłgoraja. A oto odpowiedzi:

Bolesław Szymanik - prezes Stowarzyszenia "Dzieci Zamojszczyzny"

- Myślę, że dla mnie jak i dla stowarzyszenia rok ten upłynął bardzo szczęśliwie. W ubiegłym roku było o połowę mniej zgonów naszych członków niż w 1997 roku. To bardzo dobry znak. W 1998r. przyjęliśmy do stowarzyszenia 45 osób starających się o uprawnienia kombatanckie. Nie wszyscy jeszcze je otrzymali, ale w bieżącym roku sprawy te są nadal rozpatrywane w Urzędzie d/s Kombatantów i myślę, że te uprawnienia otrzymają. Z końcem grudnia 1998 r. zakończyło się przyznawanie uprawnień kombatanckich, nie dotyczy to osób na stałe zamieszkałych za granicą, ci mogą starać się jeszcze o nabycie uprawnień w tym roku. Życzyłbym aby w tym roku nasi członkowie stowarzyszenia przestali umierać i aby towarzyszyło im zdrowie, szczęście, zgoda w rodzinie i w stowarzyszeniu. Niech im reforma administracyjna, a szczególnie reforma służby zdrowia, nie przeszkodzi w ich bieżących poczynaniach.

Ks. Bogusław Wojtasiuk - dziekan Parafii WNMP

- Rok ubiegły na ogół był dobry. Wykonaliśmy wiele prac, doznałem wiele życzliwości od ludzi. Jestem stałym czytelnikiem "Tanwi", życzę żeby "Tanew" dalej się rozwijała. Przy okazji dziękuję za życzenia, które nasza gazetka parafialna otrzymała. Na rok 1999 mamy wiele potrzeb. Biłgoraj się rozwija i jeżeli będzie to w kierunku wschodnim w stronę osiedli Kępy i Ogrody, to gdy tamte tereny zostaną zabudowane, nasz kościół nie pomieści wiernych i dlatego już teraz trzeba wybiegać w przyszłość - myśleć o budowie nowego kościoła i powstania nowej parafii. W 1992 roku złożyłem propozycję do Urzędu Miasta ujęcia w planach perspektywicznych rozwoju miasta budowy kościoła i prawdopodobnie zostało to do planu ujęte. Pozostają też inne potrzeby, jak wymiana starych kaloryferów czy remont dachu na nowej plebani, mamy też problemy z cokołem wokół kościoła, no i wiele innych bieżących spraw. Musimy też pamiętać o pomocy dla biednych rodaków zza granicy wschodniej. Muszę powiedzieć, że w naszym środowisku czuję się bardzo dobrze i wiem, że jestem otoczony ludzką życzliwością co bardzo cenię. Wszystkim za to bardzo dziękuję i życzę wszystkiego najlepszego a "Tanwi" życzę nakładu przynajmniej dziesięciotysięcznego.

Marian Ledwójcik - prezes Oddziału PCK w Biłgoraju

- To był rok chyba bardzo pomyślny, bo w nim się uzewnętrzniła wspaniała postawa mieszkańców Biłgoraja, zaowocowało to pomocą dla powodzian, później akcją dla dzieci Wileńszczyzny. Spotkania seniorów, pomoc dla ubogich i dla naj biedniejszej młodzieży w szkołach podstawowych - to wszystko daje pozytywną ocenę minionego roku i oby ten rok nie był gorszy. Nasze apele trafiają do szerokiego grona ludzi, na których możemy liczyć, jest też grupa biznesmenów, która bardzo życzliwie odnosi się do naszych poczynań. Satysfakcję przynosi ciągle dalsza działalność, nie możemy poprzestawać na tym, co się zrobiło. Muszę powiedzieć, że gdyby w PCK zabrakło niektórych ludzi jak np. Pani Jadwiga Dzido czy doktor Jan Kowalski, nie obrażając wielu innych, gdyż wszystkich nie sposób wymienić, nie byłoby sukcesów w naszej pracy. Rok 1999 widzę lepiej, chcemy poszerzyć naszą działalność, bo nie tylko tu chodzi o działalność materialną ale i propagowanie idei czerwonokrzyskiej, np. problemu krwiodawstwa. Nie wolno nam zapominać, że nasza organizacja jest także czynnikiem integrującym nasze społeczeństwo, też z rodakami i młodzieżą zza wschodniej granicy, a to też się liczy. W tym roku zamierzamy poszerzyć naszą działalność, która dotyczyłaby biedoty z Wileńszczyzny i Lwowa a może jeszcze i z innych terenów.

Zofia Paluch - emerytka

- W minionym roku miałam dużo problemów, ale nie chciałabym o tym mówić w szczegółach. Ogólnie to, jak uważam, dużo zrobiłam dla rodziny, dla dzieci. Był to rok bardzo dobry pod względem rodzinnym, natomiast w moim życiu prywatnym to nie było najlepiej i pod tym względem bywały lepsze lata. Mam zamiar wyjechać z Polski do USA albo do Włoch na jakiś czas, po którym oczywiście do kraju wrócę.

Jerzy Waszkiewicz - dyrektor Muzeum Regionalnego w Biłgoraju

- Rok 1998 to było wielkie oczekiwanie na reformę administracyjną, teraz oczekujemy jak będzie wyglądała jej realizacja w przypadku muzeum i muzealnictwa. Obserwuje się front obrony "starego" przed zmianami. Niektórzy patrzą na to z interesu muzeów okręgowych, które chciałyby nadal pełnić funkcję nadzorczą. Nikogo nie interesują muzea dziś już powiatowe, jak one podchodzą do usamodzielnienia i oderwania się wreszcie od byłej wojewódzkiej "czapki". Jak najszybciej chcielibyśmy się usamodzielnić. Myślę ,że niedługo nastąpi bezpowrotny rozwód z muzeum zamojskim. My jesteśmy muzeum biłgorajskim, działamy na Ziemi Biłgorajskiej i chcemy samodzielnie mnożyć nasze zbiory, decydować o tym na co przeznaczyć środki, prowadzić własną politykę w zakresie wystaw, organizacji pracy czy działań w terenie, w tym dziele nie potrzebujemy nadzorczych wskazówek. Rok 1998 to rok borykania się z trudnościami lokalowymi. Ciągle ponawiamy próby wyjścia z tej trudnej sytuacji, choć bezpowrotnie straciliśmy szansę na otrzymanie lokalu po bibliotece miejskiej. Pozostał tylko żal, że poczyniono nam w tym nadzieje. Nowa propozycja, dotycząca udostępnienia muzeum sali w budynku przy ul Kościuszki 13, nie spełnia naszych oczekiwań i warunków, ale pewnie skorzystamy i z tej oferty, bo nie ma innego wyjścia. Liczymy, że w warunkach powiatu nasze starania będą skuteczniejsze, być może władze miasta i powiatu dojdą do porozumienia, by wspólnie utworzyć muzeum biłgorajskie z prawdziwego zdarzenia, by można było godnie prezentować bogate skarby naszej tradycji, kultury, historii naszego regionu oraz osiągnięcia i zdobycze, to nie tylko ma służyć społeczeństwu, ale też i przyciągać turystów. Prywatnie nie mogę narzekać, cieszę się z samochodu, jeżdżę coraz lepiej, bez wypadków i oby tak dalej.

Mikołaj Rak - rolnik, członek Lubelskiej Izby Rolniczej.

- Rok w rolnictwie nie przyniósł poprawy. Rolnictwo jest niezauważane przez władze, przez rząd, jest podupadłe. W produkcji rolnej koszty przewyższają przychody, tym bardziej, że na terenie miasta przeważnie mamy drobne gospodarstwa rolne, które nie są zmechanizowane. Mamy też kłopoty ze zbyciem produktów rolnych, nie ma zabezpieczenia sprzedaży. Bardzo wysokie koszty środków ochrony roślin, nawozów mineralnych, zaniechanie wapnowania gleb - jeśli dalej tak będzie, to wróży bardzo źle. W granicach miasta jest 409 gospodarstw rolnych o pow. powyżej l ha, łącznie jest to około 769 ha użytków rolnych, z tego 50 % ziemi ornej leży odłogiem, około 70 % łąk jest nie koszonych - to właśnie skutek nieopłacalności rolnictwa. Jeszcze tylko starsi rolnicy pracują na ziemi i tylko przez miłość i szacunek do niej. Bywa tak, że wkładają w gospodarkę pieniądze z emerytur czy rent aby tylko ta ziemia żyła. Młodzieży dziś rolnictwo nie interesuje, to wielki dramat nie tylko nas rolników, ale i całego społeczeństwa, choć nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę. Wszelkie dotacje do usług rolniczych, do chemizacji, do wapnowań zostały zlikwidowane, nie ma żadnej pomocy. Wystąpiłem do Rady Miasta o pomoc, dofinansowanie produkcji rolnej, zobaczymy co z tego wyjdzie. Dotychczas to obniżono nam podatki rolne o ok.15 %. Jak będzie z dofinansowaniem wymiany materiału siewnego, wymianą sadzeniaków, usług rolniczych - to nie wiadomo, w tę sprawę zaangażowany jest Związek Zawodowy Rolników. Mam nadzieję że może w tym roku nastąpi jakieś opamiętanie w polityce rolnej, bo przecież chodzi o chleb dla nas wszystkich.

Notował
M. J. Szubiak

©Arkadiusz Lipiec Informacje | Strona główna Szukaj: