Miasto | Historia | Kultura | Sport | Miejsca | Edukacja | Prasa | Okolice | Aktualności
 
Prasa
Gazeta "Tanew" 2/1995
Jak czarne owce cz.VI
- Masz pilnować, kiedy do Kubiaków przyjdzie pani Mira!
- Tak Panie! Ja już to rozumie!
- Ej, Szyja, co taki koczkodan może zrozumieć
- Klinken klepnął Żyda w plecy i wyszedł. Szyja rozpalił w piecu i jak zwykle, udał się do kuchni. Tani trzymając się za brzuch zaczął stękać:
- Oj, 0j! Pani Kubiakowa.J a mam duże boleści, one bardzo dokuczają! Jaj. Jaj. Jak one dokuczają ... To pani nawet nie wie. Aj. aj. ajl
- A co się stało - spytała pani Aniela.
- Oj! Te boleści w żołądku, tam trzeba koniecznie lekarstwa, pani Kublak.
Do kuchni wpadła nagle pani Jadwiga - roztrzęsiona, w podnieceniu przerwała stękania
Żyda.
- Mamo co się stało? Nigdzie nie ma Miry! Jak mama mogła ją puścić z tym Klinkenem. przecież to hitlerowiec - Jadwiga siadła na taborecie, zdjęła kapelusz nie przestając mówić - byłam tam w domu. wracając ze stacji kolejowej, a jej nie ma. Leksztajnowa. ta jej ciotka, powiedziała, że wyszła rano po chleb i nie wróciła, a już przecież koło drugiej.
- Zaczekaj, moje dziecko, spokojnie! Najpierw zrób panu Szajerowi setkę z pieprzem, bo znowu boli go brzucli - zaakcentowała pani Aniela. Jadwiga zdjęła płaszcz, przyrządziła Szyji oczekiwane lekarstwo i zaniosła kieliszek do pokoju  Klinkena, pozbywając się w ten sposób ciekawskiego Żyda. Ten Jednak przylgnął uchem do zamkniętych drzwi od kuchni.
- Pewnie Klinken zaprowadził ją na gestapo. Po co to było? A ta gęś biegła zadowolona do tego szwaba. Co teraz będzie?
- Uspokój się, moja Jadziu. Klinken tego nie zrobił.
- Miała przecież poprawić ten swetr, co zrobiła dla Szymona na gwiazdkę - martwiła się Jadwiga.
Tymczasem Klinken podjechał służbowym "Oplem" pod dom Miry i zorientowawszy się co mogło się jej przytrafić, pojechał do komendy żandarmerii.
Do gabinetu zastępcy komendanta wszedł bez pukania, był zaniepokojony. Streit stał pod oknem, z rękami założonymi do tyłu. Przed jego biurkiem siedziała Mira. Uniosła powoli głowę zwracając się w stronę drzwi. Twarz jej była blada, miała zapłakane oczy, włosy opadały jej w bezładzie na twarz. W jej spojrzeniu przez łzy Klinken dostrzegł żal. Podszedł szybko do Streita, ujął go pod ramię i zaczął coś szeptać mu do ucha. Ten spojrzał na Mirę, unosząc ze zdziwienia brwi, coś jeszcze spytał szeptem, po czym uśmiechnął się;
- Gut, Gutl Helmut - po czym zwrócił się do Miry - pani pojedzie z panem porucznikiem. Klinken jechał szybko. Mira siedziała w milczeniu na tylnym siedzeniu.
- Jak to się stało - spytał z niecierpliwością.
- To moja wina. zapomniałam, że ... jednak jestem Żydówką i moim piętnem jest opaska - odpowiedziała zamyślona Mira.
- Do diabła z tym! Ja tu zawiniłem! Przecież ja ją zerwałem i powinienem... przypomnieć - Klinken uderzył ze złości w koło kierownicy. Długą chwilę jechali w milczeniu. Mira tymczasem wytarła oczy i poprawiła włosy. Przez szybę samochodu zobaczyła budynek gestapo.
- Dokąd mnie pan wiezie?
Klinken milczał. Minęli budynek gestapo, rynek i zjechali w dół do ulicy Przemysłowej.
- Jestem pani coś winien - odpowiedział zatrzymując samochód przed domem Kubiaków.
- Proszę do mnie, muszę z panią porozmawiać - podał jej rękę pomagając wysiąść z samochodu.
Z dziwnym lękiem i zarazem ciekawością przekroczyła próg jego pokoju.
- Proszę się czuć jak u siebie. Może tu bliżej pieca pani usiądzie, będzie cieplej! Dosunę stół i coś pani zjel Jest pani zziębnięta i głodna.
Przepraszam.
Klinken wyszedł do kuchni i za chwilę wrócił.
Usiadł naprzeciw niej. ujął Jej dłonie jakby chciał je ogrzać.
- Ma pani takie zimne ręce - spojrzał jej w oczy.
- Pan nic mi nie jest winien. Aresztowali mnie pod piekarnią... Wtedy dopiero przypomniałam sobie o opasce. Nigdy jej nie zdejmowałam. ...Ten żandarm powiedział, że czeka mnie kara śmierci.
- Proszę już nic nie mówić! - przerwał Klinken. Do pokoju wszedł Szyja niosąc na tacy duży talerz kaszy z sosem grzybowym i szklankę parującej herbaty.
- Życzy pani sobie coś jeszcze - spytał Klinken.
- Ależ dziękuję, nic więcej nie trzeba!
- To Jest Szyja, mój ochmistrz. Możesz odejść -zwrócił się do Żyda. Wyjął z szafki butelkę koniaku.
- Trzymam to na specjalną okazję... To chyba okazja. Kieliszek tego panią rozgrzeje - uśmiechnął się do Miry - Już się wszystko skończyło, zapomnijmy o tym - stuknął lekko swoim kieliszkiem w jej kieliszek, wypijmy!
- Tego nie zapomnę... Uratował mi pan życie... Dlaczego?
- Dlaczego?... Pani mi zaufała, nie bacząc na niemiecki mundur. To dla mnie bardzo ważne. Mało kto dostrzega we mnie człowieka, dlatego zawsze będzie pani przy mnie bezpieczna. I nie mówmy już o tym więcej. Dalsza rozmowa była coraz bardziej przyjemna, coraz bardziej ich łączyła. Klinken starał się jak mógł, by zapomniała o szoku jaki przeszła. Powiodło się zaczęła się uśmiechać. Czas jednak mijał nieubłaganie. Było już ciemno. Klinken trzymając ją za ręce poprosił, żeby została. To ją poruszyło.
- Pan mnie sprawdza?... Tylko o to panu chodzi! Mam się oddać za uratowanie życia! To proszę! - Mira wstała i zaczęła nerwowo rozpinać sukienkę.
- Nie! nie! To nie tak - przerwał Klinken chwytając ją za ręce - pani... pani mi się podoba... pani mnie oczarowała! Ja będę panią zawsze szanował! Przepraszam! - przytulił ją delikatnie do siebie i pocałował.
- Jedźmy już - poprosiła Mira.
Odwiózł ją do domu. Był zadowolony, przyrzekła mu, że razem będą witać Nowy Rok.

Rozdział III - Przyjaciele 
Przeddzień Sylwestra wypadający we wtorek okazał się zimny l śnieżny. Śniegu było po kolana, wiał przenikliwy północno-wschodni wiatr. Przed gankiem domu Kubiaków zatrzymały się chłopskie sanki. Kubiak wygramolił się spod derki i otrzepując resztki słomy z ubrania podziękował woźnicy. Życzył szczęśliwego roku. Zabrał wypchaną teczkę i wszedł na podwórze i dalej za stodołę, gdzie stal ustęp otoczony gęstymi krzakami jaśminu. przykrytymi śniegiem. Wśród nich dostrzegł chowającą się sylwetkę dziecka. Podszedł bliżej. Był to żydowski chłopiec ubrany w podniszczony płaszczyk przepasany sznurkiem. dłonie miał owinięte szmatami, na głowie grubą chustę. Dziecko trzęsło się z zimna. Kubiak rozpoznał go.
- Srulek to ty? Co ty tu robisz?
- Ja... Ja jestem głodny - cicho odpowiedział chłopiec.
- Choć tu do stodoły, szybko! Zaczekasz tu na sianie, będzie ci cieplej.
Kubiak wszedł do domu od podwórza i upewniwszy się o nieobecności Klinkena -opowiedział o chłopcu. Pani Aniela przygotowała kubek gorącego mleka z masłem i miodem, kawał chleba z serem. Jadwiga spakowała w niewielki worek trochę mąki. kaszy, ziemniaków i chleba. Kubiak zaniósł to do stodoły. Chłopiec łapczywie zajadał, grzejąc co chwila ręce od kubka.
- Srulek, nie bałeś się tu przychodzić?
- Bardzo się bałem... ale wszyscy jesteśmy bardzo głodni - mówił dławiąc się chłopiec.
- Nie bój się. Jedz powoli! Z kim tam jesteś?
- Z mamą. babcią... Dawidkiem i Balcią... Taty nie ma.
- A gdzie wy jesteście?
Srulek spojrzał podejrzliwie na Kubika.
- No dobrze, dobrze! Nie musisz mówić. Na dworze już ciemno, nie będziesz się bał iść przez las?
- Trochę... Mama kazała panu podziękować i starszej pani.
- Dobrze, dobrze! Nie bój się niczego, wilków tam nie ma - Kubiak przycisnął chłopca do siebie - no a teraz zmykaj. Jak będziecie głodni to przyjdź!
Chłopiec zarzucił zawiniątko na plecy i lekko się uginając przeszedł szybko swoimi śladami przez ogród. Zniknął za dziurą w płocie. Do lasu na Rapach miał jeszcze kawał drogi przez pokryte śniegiem i lodem łąki. Kubiak wszedł do domu, zastał żonę i matkę siedzącą przy piecu.
- Słuchajcie nowiny - powiedział zadowolony -szwaby dostali lanie pod Moskwą i cofają się! Dowiedziałem się w tajemnicy od Włochów. Ale jest i zła wiadomość...
- O Boże. a co tam znowu - zatroskała się pani Aniela.
- W Warszawie, Niemcy wywożą z getta Żydów do Treblinki i masowo mordują gazem. W getcie rozstrzeliwują bez sądu - za nic. Zginęło bardzo dużo, mówią że około trzysta tysięcy ludzi.
- Jezu! - załamała ręce pani Jadwiga - co to będzie?
- Nie rozumiecie? Szkopy ich wszystkich wymordują - mówił półgłosem Kublak - ma wyjść zarządzenie starosty o konfiskacie wszystkich futer od Żydów, a potem obrabują ich doszczętnie i można spodziewać się najgorszego.
- Boże! Trzeba coś zrobić! Ostrzec Mirę i tych z lasu - przeraziła się pani Jadwiga.

Sylwestrowy wieczór 1941 roku, był pogodny, mróz dochodził do 30 stopni, ulice Biłgoraja były puste. Dom Kubiaków świecił oknami na obie strony, tę polską i tę niemiecką. Jedni i drudzy oczekiwali Nowego Roku z nadzieją na lepsze.

Klinken przygotował przyjęcie w Iście niemieckim stylu. Na stole z białym obrusem l świecami znalazło się wszystko, co można było zdobyć, na środku butelka szampana w lodzie. W kącie obok choinki stał szafkowy patefon z błyszczącą tubą. Goście zjawili się w komplecie. Klinken siedział obok Miry, a naprzeciw Streit i Jodler. Wesoło rozmawiano przerywając toastami. W pewnej chwili Mira wzięła do rąk skrzypce.

- To będzie dla pana Streita. z podziękowaniem za to. co pan dla mnie zrobił - powiedziała patrząc na żandarma. Jej muzyka zmieniła nastrój. W ciszy, słuchali wzruszeni i oczarowani, zapominając o wszystkim. Patrzyli na nią. a ona grała wspaniale, po mistrzowsku. Kiedy skończyła, rozległy się oklaski.
c.d.n.

M.J.Szubiak

©Arkadiusz Lipiec Informacje | Strona główna Szukaj: