Miasto | Historia | Kultura | Sport | Miejsca | Edukacja | Prasa | Okolice | Aktualności
 
Prasa
Gazeta "Tanew" 2/1998
Koniec getta
Byli i żyli pośród nas, stąpali po tej samej ziemi, nierzadko mieszkali w tych samych co i my domach, byli naszymi sąsiadami. Historia i życie splotły nasze losy, niczym wątek z osnową przedziwnej tkaniny, a układały się na to przędziwo wieki naszej koegzystencji. Mówimy: oni byli wśród nas, ale tak naprawdę to my byliśmy pośród nich, gdyż stanowili liczebną większość mieszkańców tutejszego miasteczka. Zapewne pamiętający tamte czasy już się domyślają o kim mowa?! Tak. Mówimy tu o Żydach - o biłgorajskich Żydach. Biłgoraj, jak wiele mu podobnych miasteczek wschodniej Polski, od wieków stanowił siedzibę tego ludu. Rodzili się tutaj i umierali w sposób naturalny, emigrowali do innych miejscowości, a na ich miejsce przybywali inni. Zajmowali się wszystkim, czym tylko się dało. Byli wśród nich ludzie interesu i geszefciarze, zajmowali się handlem, rzemiosłem i pracą fizyczną. Mieszkali tu bogacze i żebracy, sklepikarze i hurtownicy, faktorzy i krawcy, bałaguły i dorożkarze, powroźnicy, felczerzy, drukarze i wielu, wielu innych. Wiadome było wszystkim kto był Żydem, a kto Polakiem, nie taili bowiem ani nie maskowali swego pochodzenia, nie zmieniali swoich żydowskich imion i nazwisk na polskie, nie wstydzili się ich - po prostu byli Żydami, ale za to polskimi Żydami. Egzotyczny to był naród, mający swoje odrębne obyczaje, tradycje i obrzędy religijne, a jednocześnie umiejący asymilować się pośród innej społeczności Stosunki pomiędzy społecznością polską a żydowską na pewno nie były idylliczne, nie ma bowiem takiej nacji, wśród której panowałaby niczym nie zmącona jednomyślność i zgoda, a cóż mówić o dwóch odrębnych sobie kulturowo i zwyczajowo narodowościach, a jednak pomimo tak wielu różnic i sprzeczności, nie występowały większe problemy, a przede wszystkim nie można mówić o otwartej, a tym bardziej zbiorowej wrogości. Dla porządku rzeczy należy wspomnieć, że i w Biłgoraju objawiał się antysemityzm, uwidaczniany w treści malowanych na plotach napisów: BIJ ŻYDA! NIE KUPUJ U ŻYDA. Nikt jednak nie realizował tych haseł w sposób czynny. Nie słychać więc było aby bito Żydów, czy też ubywało polskiej klienteli w żydowskich sklepach. Ogólnie niektórzy wyrażali się nieraz nie najlepiej o Żydach, jako o całości, zarzucając im wiele wad, ale kiedy przychodziło do sprecyzowania zarzutów i określenia konkretnej osoby, rozpływały się one. Pośród nieżydowskiej części społeczności trafiali się nieraz swawolnicy, których niezbyt mądre "dowcipy" psuły krew naszym żydowskim sąsiadom, kiedy np. w czasie kuczek (Święta szałasów) podrzucano im martwego kota bądź wronę, jednak po pewnym czasie znowu wszystko powracało do normy. Oględnie więc mówiąc, wzajemne stosunki pomiędzy społecznościami biłgorajskimi układały się raczej poprawnie. I tak płynęło powoli życie małego miasteczka, aż nastał pamiętny rok 1939 - wrzesień, wybuch wojny, naloty niemieckiego lotnictwa, pożoga, która strawiła większą część miasta, przewalające się potoki uciekinierów, popłoch i trwoga. Wielu Żydów emigrowało, jednak większość, chociaż z obawą o przyszłość, pozostała na dobre i złe z innymi mieszkańcami miasta - z Polakami.

Skończył się czas pokoju i spokoju, nastał czas terroru, pohańbienia i śmierci Od pierwszych dni okupacji rozpoczęła się gehenna Żydów. Spotkanym na ulicy Żydom zwłaszcza starszym - obcinano tępymi bagnetami brody, a wkrótce nakazano noszenie opasek z sześcioramienną gwiazdą, aby mogli być z daleka rozpoznawani. Ograniczono ich prawa do minimum, a praktycznie, pozbawiono ich w ogóle jakichkolwiek praw, mogli zamieszkiwać jedynie przy ulicach: Nadstawnej, Ogrodowej i Kościelnej, zabroniono im handlu, działalności gospodarczej, a nawet kultywowania tradycyjnych obrządków religijnych. Przymuszano ich do ciężkich, wyniszczających prac trwających po kilkanaście godzin dziennie: przy budowie kanału na Stawiskach - na rzece Ładzie - w kamieniołomach, przy wyrębie lasu itp. Wraz z wprowadzeniem przez władze okupacyjne racjonowania żywności, sytuacja Żydów stała się wyjątkowo trudna. Niedożywienie, nędza, brak środków czystości, leków oraz odpowiedniej opieki lekarskiej, spowodowały nasilenie się wielu groźnych chorób, jak gruźlica, tyfus plamisty, i inne. Zamiast pomocy okupant rozpowszechniał plakaty i ulotki oraz opinia, że Żyd to złodziej, wyzyskiwacz, roznosiciel groźnych chorób. Na płotach i ścianach domów, w różnych publicznych miejscach rozklejano plakaty przedstawiające zawszonego Żyda sięgającego do kieszeni Polaka, Żyda który roznosi zakaźne choroby, jak np. tyfus plamisty, Żyda jako wyzyskiwacza. Tak próbowano wzniecić wrogość Polaków do Żydów, a przynajmniej poróżnić te społeczności.

Wiosną 1941 r. na starym, zamkniętym, kirkucie przy ul. 3-go Maja (Kościelnej) Niemcy wykarczowali wszystkie rosnące tam okazałe dęby, usuwając istniejące ogrodzenie zaś kamienne nagrobki zużyto do budowy chodników. W okresie zajmowania Biłgoraja przez Niemców, aż do końca 1942 roku zamordowano około 4000 biłgorajskich Żydów. Wyniszczano ich poprzez ciężkie prace, egzekucje i wywożenie do obozów zagłady, rozstrzeliwano: na obrzeżach miasta - Piaskowej Górce, Piaskach, na Rapach w tzw Brzezince - a także i w miejscach ich zamieszkania, na ulicach. W okresie okupacji miały miejsce dwie większe akcje przesiedleńcze Żydów: jedna w kwietniu 1941 r. kiedy to około 800 osób eksmitowano do Goraja, a druga, podobna, w kwietniu lecz o rok później, gdzie ponad 200 osób wywieziono do Tarnogrodu. Poza tym po trzykroć deportowano ich do obozu zagłady w Bełżcu: w połowie sierpnia 1940 r., około 80; w początkach sierpnia 1942 r. około 800 i na początku listopada 1942, kiedy to ramach tzw. "Operacji Reinhard" dokonano największej zagłady biłgorajskiej społeczności żydowskiej. Zastrzelono wówczas nie mniej jak 400 Żydów, trupy zamordowanych w tym exodusie gęsto zaścielały ulice i podwórka, pozostałą przy życiu, jeszcze około dwu i półtysięczną rzeszą deportowano do Bełżca, lecz zanim tam dotarli jeszcze bardzo wielu zamordowano po drodze, na trasie z Biłgoraja do Zwierzyńca. Jesienią 1942 r. zagrodzono część ulicy Kościelnej i w kilku znajdujących się w tym obrębie domach, utworzono biłgorajskie getto, w którym umieszczono uprzednio specjalnie wybranych, a przydatnych przede wszystkim Niemcom, kilkunastu najlepszych rzemieślników w różnych zawodach.

Listopadowa zagłada tym razem szczęśliwie ominęła biłgorajskie getto i jego mieszkańców - było to jednak tylko czasowe zawieszenie wykonania wydanego już wcześniej wyroku, wyroku nieodwołalnego Niestety, i ci ostatni z rodu Dawida nie przetrwali. Przeżyli zaledwie o parę miesięcy tych swoich współwyznawców, których w listopadzie 1942 roku wymordowano w Biłgoraju, w drodze do Bełżca lub w samym obozie zagłady Mroźnym zimowym rankiem, 15 stycznia 1943 roku, nieoczekiwanie dla mieszkańców getta, na jego teren weszli gestapowcy, rozległy się strzały z broni palnej, a wkrótce w kałużach krwi padli ostatni, zgromadzeni w getcie Żydzi. Zamordowano ich w pomieszczeniach mieszkalnych lub w najbliższym ich sąsiedztwie. Taki był ostatni akt tragedii biłgorajskich Żydów, taki był koniec biłgorajskiego getta. Od tamtego dnia upłynęło właśnie 55 lat. Dzisiaj już ich nie ma pośród nas, nie słychać ich szwargotu, nie tworzą egzotycznego klimatu. Cóż więc po nich jeszcze mogło pozostać? Niewiele: wspomnienia, które zachowują nieliczni już mieszkańcy tego miasta, kilkanaście starych pożydowskich domów, zarośnięty kanał na rzece Ładzie, który kopali na Stawiskach, tonąc w błocie (bagnie) oraz okrojone resztki żydowskiego kirkuta zwanego potocznie okopiskiem, który był również niemym świadkiem ich tragedii. I to by było wszystko!? Nie. To jeszcze nie wszystko. Pozostały ulice, podwórka i place, po których chodzili, na których leżały ich trupy, gdzie wsiąkała ich krew.

Ryszard Złamański

©Arkadiusz Lipiec Informacje | Strona główna Szukaj: