Miasto | Historia | Kultura | Sport | Miejsca | Edukacja | Prasa | Okolice | Aktualności
 
Prasa
Gazeta "Tanew" 2/1999
Atak na więzienie UB cz.II
Do budynku więziennego weszło dwóch żołnierzy, którzy zdjęli buty i w skarpetkach bezszelestnie po schodach dostali się do drzwi dyżurki na piętrze. Błyskawicznie je otworzyli wpadając z okrzykiem, ręce do góry! Zaskoczeni strażnicy nie mieli szans. Było ich trzech: naczelnik więzienia - Warchoł, nazywany "Starostą", funkcjonariusz UB, przysyłany zawsze na noc i jeden strażnik. Grali w karty. Widząc wymierzone w siebie pistolety, wystraszeni podnieśli ręce do góry. Po odejściu dwóch żołnierzy na górę, "Wir", odczekał chwilę i dał rozkaz:

- Wchodzimy do wnętrza! Będąc w korytarzu rozejrzał się, wyznaczył dwóch żołnierzy i w trojkę z pistoletami w rękach weszli do dyżurki. "Wir" widząc opanowaną sytuację, zlecił jednemu z przybyłych:
- Zabrać im broń i klucze od cel, zrewidować i sprowadzić na dół! Przyjął zebrane klucze i sam zszedł na parter budynku.

W pewnym momencie zazgrzytały zamki otwieranej kraty i drzwi w naszej celi, w których ukazała się kobieta z przewieszonym przez piersi schmeisserem.

- "Nina"! - ktoś z naszych krzyknął.
- Witajcie przyjaciele, jesteście wolni! "Syszka", jesteś tu?
- Jestem - odpowiedział zapytany -Już zwątpiłem w wasze przyjście.
- Dajcie spokój, na przywitanie będzie jeszcze wiele czasu.

Teraz wychodźcie! - ktoś zza pleców "Niny" ponaglał.

Przywołani tym do rzeczywistości w pośpiechu nakładaliśmy buty i odzież. Byliśmy pierwszą grupą, która opuściła celę więzienną w trakcie przeprowadzonej akcji odbicia. Wolni, zgrupowani przy bramie więziennej, czekaliśmy na innych. W pewnej chwili "Ney", rzekł do mnie:

- Stachu, ja jednak wrócę do środka, chcę widzieć i znać końcowy etap tej akcji.

Odszedł. W czasie jego nieobecności dołączyli do nas inni więźniowie uwolnieni z pozostałych cel. Wkrótce, kilkudziesięcioosobowa grupa zgromadziła się przy bramie.

Powrócił "Ney" - o dziwo, z czym? Z karabinem na ramieniu.
- Tadek, skąd ty to masz - spytałem
- Jak to skąd - odpowiedział - Przydział ze zdobyczy na straży więziennej. Ale nie to jest najważniejsze -dodał - Ty wiesz co tam się dzieje?
- Twój imiennik "Wrzos" (ppor. Stefan Poździk - przyp.aut.), chciał rozwalić naczelnika więzienia. Jednak "Wir" nie pozwolił, kazał ich za mknąć w naszej celi. Ale przed tym dodatek dostał parę kopniaków od naczelnik musiał zdjąć buty zabrane wcześniej więźniowi i oddać je. Na tych, którym mocno dokuczył. Nasz "Stasio" strażnik, dzięki mojej interwencji wymigał się od celi i z własnej woli pójdzie z nami - powiedział "Ney".

Jeszce chwila oczekiwania i padł cichy rozkaz - wychodzić! Poprzedzani przez uzbrojoną czujkę wyszliśmy na zewnątrz. Tuż za murem więziennym skręciliśmy w prawo na otwartą przestrzeń w kierunku torów kolejki wąskotorowej i lasu. Od czoła kolumny padło ponaglenie -szybciej! Była piękna noc, a w blasku księżyca byliśmy widoczni ze znacznej odległości. Podnieceni wrażeniami, zmęczeni przekroczyliśmy tory i weszliśmy do lasu. Czoło kolumny zwolniło kierując się na drogę do pobliskiej wsi Wola Mała. Przed nami zarysowały się zabudowania wioski. Skrzypiący śnieg jak i inne odgłosy wywołane marszem tylu ludzi, na pewno obudziły niejednego gospodarza ze snu. Ale w oknach ciemno. Na wysokości tartaku Grenapla - Wolanina czoło kolumny zatrzymało się i gdy idący w tyle doszli do czoła, jeden ze stojących przemówił. Był nim "Wir", ale nie przedstawił się i większość uwolnionych nie wiedziała kto to jest.

- Drodzy przyjaciele - zaczął "Wir" -przez cały czas waszego pobytu w murach więziennych byliśmy z wami. W pełni doceniamy wasz niepokój w oczekiwaniu na tę chwilę. I dziś stało się - jesteście wolni. Cieszymy się z tego nie mniej jak wy. Jesteśmy w pełni zadowoleni z waszego uwolnienia, ale to nie była tylko nasza zasługa. To wspólne dzieło. Niektórzy z was, pomimo że byli odizolowani, mają w tym swój niemały wkład. Dzięki im za to! Teraz wyłania się zasadniczy problem, co z wami dalej robić? Chyba rozumiecie, że w obecnej chwili nie jesteśmy w stanie zapewnić wam pełnego bezpieczeństwa. Nie ma, chociażby ze względu na zimę, stałych obozów leśnych, gdzie moglibyście się schronić i przetrwać ten trudny czas. Nie ma też oddziału, bo ci co was odbili, skoro świt znikną, rozejdą się do swych domów. Oznacza to, że każdy z was będzie musiał zadbać o swoje dalsze bezpieczeństwo. Nie jest to najlepsze rozwiązanie sprawy, ale jak na dzisiaj, innego wyjścia nie ma. Aby nie przedłużać postoju, każdy może już stąd odejść. Przykre to, ale rozstanie jest nieuniknione i w związku z tym pozostało mi tylko życzyć, abyście jak najszybciej mogli się spotkać z najbliższymi wam osobami. Aby to, co dzisiaj się stało, nie musiało się powtórzyć w odniesieniu do was - uwolnionych i do nas, jeszcze wolnych. Bądźcie czujni, sprytni, rozważni i przebiegli, bo tylko to rokuje przetrwanie. Jesteście awangardą zastraszonego społeczeństwa. Nie dajcie się omamić, nie rezygnujcie z dotychczas obranej drogi, ponieważ jest ona słuszna. Społeczeństwo na was liczy i nie zapominajcie, że będziecie mu jeszcze potrzebni! To wszystko - dodał na zakończenie.

Tyle można by powiedzieć o tej akcji, dobrze przemyślanej i zorganizowanej, a co najważniejsze, błyskawicznie przeprowadzonej bez strzelaniny i ofiar w ludziach. Ta akcja miała także i inny aspekt - udowodniła, że w kraju okupowanym przez Związek Sowiecki istnieją siły działające na rzecz suwerenności i niezależności...aby Polska dla Polaków, była Polską.

Stanisław Mazur

Od redakcji:

O dalszych wydarzeniach i losach uwolnionych więźniów, dowiedzieć się można z książki Stanisława Mazura pt. "Wspomnienia z tamtych lat". Dostępna jest w księgarni przy Pl. Wolności.

M. J. Szubiak

©Arkadiusz Lipiec Informacje | Strona główna Szukaj: