Miasto | Historia | Kultura | Sport | Miejsca | Edukacja | Prasa | Okolice | Aktualności
 
Prasa
Gazeta "Tanew" 3/2000
Odchodzące pejzaże cz.IX
Urszuli Kozioł

W jesienne lub wiosenne, zwykle pochmurne, dni a także wieczory słychać było przeciągłe, donośne: "Podaj krypę, podaj!"

Należało wtedy, będąc dorosłym mężczyzną, bez względu na aktualnie wykonywane zajęcie, przewieźć tą krypą - łódką kogoś, kto czekał na przeprawę przez rzekę; rygor był jednoznaczny: nie wolno było udawać, że tego głosu nie słyszeliśmy.

O tej porze roku nurt Tanwi był wartki, przeprawa więc wymagała znacznych umiejętności.
Latem nurt główny przy jednym lub drugim brzegu, środek rzeki to liczne mielizny, po obu stronach rzeki łęgi olchowe, łozina.

Po wiosennych pochodach ( tak, tak, "wiosenny przybór wody" znaczy słownikowo "pochód") na niższych brzegach łachy piaszczyste, dziś powiedzielibyśmy - plaże.

Te właśnie przybory wody rwały piaszczyste brzegi ( często po wiosennej wodzie znikła cała uprawiana równolegle do brzegu działka oziminy).

Przeurocze zakola, głosy wodnego ptactwa, wśród którego prym wiodły rybitwy.
Rozbierane jesienią, a budowane późną wiosną sezonowe mosty zwane ławami.
W upalne popołudnia pławienie koni o cudownie wygładzonej sierści, wynurzające się stopniowo z wody, nocne pasanie koni na smugach.

Wieczorne ogniska nad brzegami, piękne, czyste, tęskne dziewczęce śpiewy - jak pewnie od stuleci: o miłości i zdradzie.

Wieczorne, prawie intymne, kąpiele w ustronnych miejscach, dziewczęta musiały się mieć na baczności, kąpano się wszak nago.
Bezwzględny zakaz (czułyśmy, my dzieci jego łamanie na własnej skórze) zanieczyszczania wody:
wrzucania drobnych śmieci i liści, bezmyślnego uderzania kijem w jej lustro.
Jeden z żywiołów traktowany z pogańską lękliwością, otaczany wręcz kultem; u podnóża kilku źródełek spływających małymi strumyczkami do Tanwi miała objawić się, według powtarzających się opowieści, Najświętsza Panienka, ale zagniewana, że prała w tej wodzie żydowska praczka, poszła gdzieś dalej, by ukazać się pastuszkom na błoniu.

Tanew, królowa tych leśnych dolin, wypływa w okolicach Lipska w Tomaszowskiem. Dziś wiem, że ma długość 113 km a w górnym jej biegu, w Rebizantach, wpatrywałem się w szypoty, nazywane tam szumami. Na niewielkiej długości jest ich łącznie 47.

Tanew, jakże tu inna od dolnego jej biegu: wolnego, szeroko rozlanego, jakby rozleniwionego.
Prasłowiańskie, później ger-mańskie, słowo: "tanu" oznaczało po prostu "rzekę, wodę"; "tnąti" = "cieknąć", "płynąć."
Swoiste językowe tabu dotyczy zresztą także Łady, według jednych badaczy "łada" znaczy "woda", według innych - "oblubienica".

Po obu stronach Tanwi liczne, pierwotnie jednonazwiskowe miejscowości: Osuchy, Pisklaki, Szostaki, Króle, Pawlichy, Markowicze, Zanie, Zynie, Harasiuki, Derylaki.
Okolica zamieszkała od prawieków, jakby sugerowała prasłowiańska nazwa rzeki; rzeka - żywicielka, rzeka - żywioł, rzeka -przedmiot kultu.

Ginąca w Sanie, do którego wpada w granicznym, z czasów zaborów, flisackim Ulanowie.
Dziś, w lecie, obrośnięta samochodami, biwakowymi namiotami, opakowaniami po chipsach, puszkach po oleju silnikowym, współcześnie zlokalizowany na jej brzegu, w Harasiukach, cmentarz (sic!)

I to są, Pani Urszulo, moje zachowując proporcje "postoje pamięci", związane z rzeką, nad którą urodziliśmy się: Pani - w jej środkowym, ja w dolnym biegu.

To Pani, nie pomnę już gdzie, napisała w przesłaniu do rówieśnika znad rzeki dzieciństwa swoją przepiękną frazą:

"Rosę życia z tej samej przecież rzeki piliśmy pospołu.
Przyszłam po nią " ze dwoma wiadereńkoma "
"zaczerpnęłam"
Jak ty, jak wy wszyscy, ja tez nie ugasiłam pragnienia."

©Arkadiusz Lipiec Informacje | Strona główna Szukaj: