Miasto | Historia | Kultura | Sport | Miejsca | Edukacja | Prasa | Okolice | Aktualności
 
Prasa
Gazeta "Tanew" 3/2001
Odpowiedź pracowników BCK na raport o stanie BCK
W odpowiedzi na "Raport o stanie BCK" zawierający część informacji nieprawdziwych i nieścisłych, a też zagrażającym dobrom osobistym członków naszego Związku, jaki przedstawiła Pani Ingrida Sokołowska pragniemy sprostować treść tego "raportu".

Informujemy, że wg stanu na 31 stycznia 2000 roku w BCK pracuje łącznie 23 osoby, a nie 26, w różnym wymiarze czasu pracy. Ale trzeba nadmienić, że w wielu przypadkach są to tzw. etaty łączone np. jedna osoba wykonuje czynności przewidziane w zakresie trzech etatów. I tak:

  • instruktorzy etatowi - 5 i V2 osoby - 5 1/2 etatu
  • instruktorzy godzinowi (do 15.12.2000r - 3 osoby i 3/4 etatu; od 15.12.2000r - 4 osoby i 7/8 etatu)
  • administracja - 3 osoby - 3 etaty (w tym księgowość biblioteka) obsługa - 4 osoby - 3 1/2 etatu
  • BTK + gazeta "TANEW" -4 osoby - 3 V2 etatu (l etat Urzędu Miasta i umowa zlecenie.
  • Kino - 2 i 1/2 osoby - 2 1/2 etatu
Pracownicy świadczący pracę na rzecz BCK, na podstawie umów o pracę na czas nieokreślony to 22 osoby, a na pewno nie 26. Jeżeli instruktor muzyki w swoim zakresie czynności posiada m.in. prowadzenie nauki gry na instrumentach dętych, drewnianych czy organizacją imprez muzycznych, lub instruktor plastyki - organizację wystaw plastycznych, wykonywanie oprawy plastycznej imprez itd. i to zdaniem Pani Sokołowskiej jest zbyt ogólnikowe i nieprzystające do stanowiska pracy? Każdy instruktor etatowy, zatrudniany w instytucji kultury, posiada określoną specjalizację i zgodnie z nią prowadzi wybraną formę artystyczną, ale zespół zespołowi nierówny i dlatego nie jest możliwe aby dokładnie można było określić limit czasowy przypadający na pracę z jednym zespołem artystycznym oraz ilość grup przypadających na jednego instruktora, bowiem instruktor etatowy w swoich obowiązkach ma do wykonania szereg innych czynności. Od prowadzenia tylko i wyłącznie zespołów są tzw. instruktorzy godzinowi. Nie można też narzucić np. specjaliście od tańca towarzyskiego prowadzenia zajęć z zakresu tańca ludowego itp. Owszem, w przypadku instruktorów muzycznych w obecnej sytuacji nie aktualne są zapisy dotyczące zajęć związanych z działalnością orkiestry dętej, ale, jak wszyscy wiemy, winę za to nie ponoszą instruktorzy, ale władze miejskie, które swoimi decyzjami doprowadziły do odejścia spod skrzydeł BCK orkiestry dętej.

Masa zarzutów kierowanych pod adresem kierownika artystycznego jest przejawem niekonsekwencji Pani Sokołowskiej, która na wstępie "raportu" stwierdza, że "zakres czynności i kompetencji kierownika artystycznego jest niemal równy z kompetencjami dyrektora", to prawda, ale te późniejsze stwierdzenia są jedynie odzwierciedleniem wywiązywania się tegoż kierownika artystycznego z własnego zakresu czynności. Owszem, do bezpośrednio podległych pracowników kierownik dekretuje pisma, rozdziela im zadania, ocenia ich i nagradza w postaci propozycji wysokości premii uznaniowej, ale niby kogo i gdzie zaprasza? Czy też w jaki sposób reprezentuje placówkę na zewnątrz? Chyba, że zgodnie z obowiązującym Regulaminem Organizacyjnym §12 ust. 2, gdzie widnieje zapis, iż w czasie nieobecności dyrektora dokumenty podpisuje osoba upoważniona lub kierownik działu, którego sprawa dotyczy. Natomiast podsłuchu w żadnym aparacie telefonicznym, a tym bardziej na "łączach" nie stwierdzono. Co się tyczy niby cytatu, to szkoda, że Pani Sokołowska nie przedstawiła całej sytuacji zajścia mającego miejsce 19 grudnia 2000 roku, do którego nawiązała. Nie wspomniała o unieważnieniu w dniu 12.12.2000r przez Organ Nadzoru i Kontroli Wojewody Lubelskiego - Uchwały Rady Miejskiej powołującej ją na dyrektora BCK, o awanturze zrobionej kierownikowi administracyjnemu za wyjście w godzinach pracy w celu "zagrania" w orkiestrze dętej podczas uroczystości powiatowych, a także o tym, iż pracownicy, oprócz słów Pani Sokołowskiej, nie mają żadnego dokumentu stwierdzającego powierzenie jej przez Zarząd Miasta pełnienia obowiązków dyrektora BCK. Nawet oficjalna odpowiedź na pytanie skierowane przez Związek Zawodowy Pracowników Kultury do Burmistrza Miasta, zawiera jedynie informację o powołaniu w dniu 3.01.2001 roku Pani Ingridy Sokołowskiej na dyrektora. A co z czasem od 12.12.2000r do tegoż 3.01.2001 roku dalej nie wiadomo. Zresztą rozmowa ta odbyła się w obecności kierownika administracyjnego i przebiegała nieco inaczej niż przedstawiła to Pani Sokołowska, łącznie z połączeniem w jedną, kilku wypowiedzi.

Regulaminy organizacji wewnętrznej BDK (bo dotyczą one jeszcze Biłgorajskiego Domu Kultury) są chociażby z nazwy nieaktualne, ale na pewno nie są z lat siedemdziesiątych, tylko zarówno Regulamin Pracy, Regulamin Premiowania, jak i Regulamin Organizacyjny opracowane zostały w 1992 roku.

Co najmniej dziwne jest sformułowanie, że omówienie działalności merytorycznej jest "porównaniem" oficjalnego sprawozdania z własnymi obserwacjami, bo jest to tylko i wyłącznie zdanie Pani Sokołowskiej, a gdy się coś porównuje to przedstawia się oba warianty, czego w tym raporcie wyraźnie zabrakło. Zarzut, iż zarówno zadania statutowe, jak i kalendarz imprez są realizowane w sposób wyrywkowy jest śmieszny, ponieważ we wspomnianym sprawozdaniu omówione są wszystkie imprezy zaplanowane w kalendarzu, łącznie z tymi, które się nie odbyły z uzasadnieniem - dlaczego. Co do niby "fikcyjnych" zespołów, to chyba Pani Sokołowska nie orientuje się co to jest dokumentacja, bowiem każdy "fikcyjny" zespół w roku 2000 pracował i jeszcze się prezentował, co jest odnotowane zarówno w dziennikach zajęć poszczególnych zespołów oraz dzienniku placówki.

Dane wymienione przy poszczególnych zespołach są nieprawdziwe i tak np.: W orkiestrze dętej grało 43 muzyków, w tym 4 pracowników BCK (dyrygent nie grał, tylko dyrygował), a byli to 2 instruktorzy ds. muzyki i kierownik administracyjno-gosporarczy oraz l instruktor godzinowy. I wcale nie ta sama grupa stanowiła trzon Kapeli "Wygibusy", bo w Kapeli grali tylko - dyrygent orkiestry i kierownik administracyjno-gospodarczy.

Odnośnie sytuacji, gdzie orkiestra dęta nie zagrała w uroczystościach miejskich, tak zdarzyło się tylko raz, kiedy władze miasta w ostatniej chwili zdecydowały się na obchody Dnia Zwycięstwa (8.05), a Kapela "Wygibusy" dużo wcześniej została zakwalifikowana do udziału w Ogólnopolskim Festiwalu Kapel Podwórkowych w Przemyślu, wypadającym w tym terminie. A że w skład członków Towarzystwa Przyjaciół Orkiestry Dętej wchodzą między innymi pracownicy Biłgorajskiego Centrum Kultury, to i bardzo dobrze, bo niby kto miałby wchodzić? Zresztą wystarczy przeczytać nazwę tego stowarzyszenia. Orkiestra zawiesiła działalność nie po odejściu na emeryturę dyrygenta, tylko po skandalicznym wręcz zwolnieniu go z pracy, a to jest różnica. Na przytoczone spotkanie nie stawił się nikt z Zarządu Towarzystwa, ponieważ zebranie zwołał nie Prezes (on się tylko podpisał pod pismem zredagowanym przez kogoś zupełnie innego), ale był to termin wyznaczony przez nowo powołanego zastępcę dyrektora i nie był to objaw unikania spotkań, lecz wręcz przeciwnie, dotychczasowej ignorancji Zarządu Miasta, w tym również zastępcy dyrektora, nie tylko Towarzystwa Przyjaciół Orkiestry Dętej, ale też całej orkiestry jako zespołu artystycznego. Stwierdzenie, że orkiestra została "zawłaszczona" jest w odniesieniu do ludzi dość dziwne, bo komu ona została zabrana i przez kogo? Podana kwota, jaką miasto w roku 1999 poniosło w związku z utrzymaniem orkiestry, jest mocno przesadzona. Dodano tu dotację dla Towarzystwa Przyjaciół Orkiestry Dętej w kwocie 10.000 zł w skali rocznej, po 1/4 rocznych poborów 2 instruktorów etatowych oraz 1/4 wynagrodzenia ówczesnego dyrektora BDK (łącznie z dodatkiem funkcyjnym, 20% dodatkiem stażowym i teoretyczną 30% premią), który to pełnił funkcję dyrygenta orkiestry zupełnie społecznie, ponieważ jako dyrektor pobierał wynagrodzenie za zupełnie coś innego niż prowadzenie jakiegokolwiek zespołu artystycznego. I żeby było ciekawiej kwotę tę podzielono przez liczbę członków orkiestry z roku 2000, a w roku 1999 w orkiestrze dętej grało nie 43 muzyków tylko 50. Zarzut, że orkiestra nie realizowała kalendarza uroczystości miejskich jest bezpodstawny, bowiem żaden zespół amatorskiego ruchu artystycznego nigdy nie miał i nie ma obowiązku realizowania takiego kalendarza, taki obowiązek mogą mieć jedynie artyści zawodowi, a nigdy amatorzy.

Chór Męski Ziemi Biłgorajskiej "Echo" faktycznie w tym roku obchodzić będzie 40-lecie swojego istnienia i bardzo przykre jest to, że po 39 latach śpiewania w murach wcześniej BDK, obecnie BCK po prostu odszedł spod skrzydeł macierzystej instytucji z tych samych powodów co orkiestra dęta i pozostałe zespoły, a podjęcie decyzji o powołaniu Towarzystwa Artystycznego podyktowane zostało nie chęcią "usamodzielnienia się", ale ignorancji władz w stosunku do ludzi pracujących, przez tyle lat, społecznie na rzecz biłgorajskiej kultury.

Kapela "Wygibusy", występująca w 8-osobowym składzie, tylko raz zawiesiła i co za tym idzie również raz odwiesiła swoją działalność. A niepobieranie przez instruktora godzinowego wynagrodzenia wcale nie oznacza zawieszenia działalności zespołu, może instruktor miał ochotę popracować społecznie, czego nikt mu nie może zabronić. Wypowiedź "kapela realizowała prywatny harmonogram występów" czyli czyj? I co w ogóle to oznacza? A zarzut, że w BCK nie ma dyplomów i zaproszeń świadczy o braku orientacji Pani Sokołowskiej o zasadach pracy w instytucji kultury. Gdyby nie było dziennika zajęć zespołu, to instruktor nie pobierałby wynagrodzenia, bowiem właśnie na podstawie dziennika naliczane są pobory instruktorów godzinowych. Kapela nie usamodzielniła się, tylko tak jak pozostałe zespoły, nie widząc możliwości normalnej współpracy z nowo powołanym zastępcą dyrektora oraz całkowity brak liczenia się władz miejskich ze zdaniem wszystkich zespołów artystycznych, po prostu odeszła spod skrzydeł BCK.

Odnośnie Big-bandu i dziecięcych zespołów tanecznych w zasadzie padły prawdziwe stwierdzenia, z wyjątkiem tego, że Big-band działał przez cztery miesiące, a nie pięć, bo od marca do lipca przypadają jedynie 4 miesiące.

Dość dziwnie zostały przedstawione grupy parające się teatrem, bo na wstępie wprawdzie Pani Sokołowska wymieniła obydwie nazwy, ale dane dotyczące tychże grup podane zostały jedynie w odniesieniu do Teatru Poezji i Piosenki i to też przekłamane, ponieważ to właśnie w Teatrze Poezji i Piosenki w roku 2000 pracowało ogółem 12 osób w tym 2 pracowników BCK z wyraźnym zaznaczeniem odnotowanym w dzienniku, że są to członkowie zespołu zajmujący się obsługą występów, a nie działalnością artystyczną. Natomiast w Grupie Teatralnej "ZGT" pracowało ogółem 5 osób, w tym l instruktor, zajmujący się w BCK zupełnie innymi sprawami niż teatr, a swoją pracę w grupie teatralnej traktujący tylko i wyłącznie jako hobby i działalność społeczną. I jakoś zapomniała Pani Sokołowska dodać, że właśnie ten instruktor w roku 2000, jako przedstawiciel BCK, a co za tym idzie i Biłgoraja, pokonując kolejne etapy, reprezentował nasze miasto w Spotkaniach Laureatów Ogólnopolskiego Konkursu Recytatorskiego w Tomaszowie Mazowieckim oraz w Ogólnopolskich Spotkaniach Amatorskich Teatrów Jednego Aktora w Zgorzelcu.

Do czasu istnienia Biłgorajskiego Domu Kultury tj. do końca stycznia 2000r, z Teatrem Poezji i Piosenki pracowało 2 instruktorów, to prawda, bo jak sama nazwa wskazuje, jeden był od "słowa", a drugi od muzyki, ponieważ na piosenkę składa się muzyka i tekst. Natomiast z Grupą Teatralną "ZGT", od początku jej istnienia, pracuje l instruktor. Jeśli chodzi o prezentacje sceniczne, to w zależności od rodzaju i formy oba zespoły występowały łącznie ł to nie tylko ze sobą, ale także z Orkiestrą Dętą czy z Chórem Męskim "Echo". A dla wiadomości Pani Soko-łowskiej, zespół teatralny, w zależności od prezentowanej w danej chwili formy, może wystąpić na scenie nawet 1-osobowo (np. recital, monodram) ł jest to również teatr. Co się tyczy kwoty jaka w roku 1999 została wydana na utrzymanie zespołów, to wliczono w nią wynagrodzenie (1/4 etatu) instruktora ds.muzyki oraz l wynagrodzenia kierownika artystycznego (łącznie z dodatkiem funkcyjnym w wysokości l 940,80 w skali rocznej, 20% dodatkiem stażowym oraz teoretyczną 30% premią), który dodatek funkcyjny pobiera nie za pracę instruktorską, ale za coś zgoła innego. Nieprawdą jest to, że zespół postanowił się usamodzielnić organizacyjnie. Powód odejścia zespołów teatralnych od BCK jest dokładnie taki sam jak i pozostałych, czyli stworzenie fikcyjnej funkcji zastępcy dyrektora BCK oraz obsadzenie w tej roli członka Zarządu Miasta. Odnośnie repertuaru prezentowanego przez zespoły teatralne, to po pierwsze cale nasze życie jest poezją, a po drugie, jeżeli według Pani Sokołowskiej ok.150 osób, które przyszły 20 października 2000 roku do sali widowiskowej oglądać ostatni, pod szyldem BCK, pełny program w wykonaniu tylko i wyłącznie grup teatralnych, to jest nikt, to raczej świadczy o braku orientacji w dotychczasowej działalności Biłgoraj skiego Centrum Kultury, a przede wszystkim zainteresowań mieszkańców naszego miasta. Kłamstwem jest jakoby instruktor prowadzący ww. zespoły ogłosił nowy nabór celem odbudowania poziomu. Nie Pani Sokołowskiej wypowiadać się na temat poziomu artystycznego jakiegokolwiek zespołu teatralnego, bo specjalistą od teatru to ona nie jest, a tylko taki ktoś ma prawo do oceniania tzw. poziomu artystycznego. Natomiast instruktor, jako pracownik BCK ds. teatru i recytacji, w chwili gdy z powodu takich, a nie innych decyzji Zarządu Miasta został pozbawiony swojego warsztatu pracy, tym samym został niejako zmuszony, zgodnie z zakresem czynności, tworzyć od podstaw nowy zespół teatralny pracujący pod szyldem BCK i to był jedyny powód ogłoszenia naboru. Niestety, na efekty tej pracy należy jeszcze długo poczekać. Nieprawdą jest również stwierdzenie, że wokół zespołów teatralnych funkcjonuje Stowarzyszenie "Teatr i Muzyka". Stowarzyszenie jest samorządną organizacją posiadającą osobowość prawną, działające w oparciu o własny statut, a na pewno nie jest grupą artystyczną.

Zarzut tyczący się występowania pracowników jako członków zespołu jest typowym przykładem braku znajomości zagadnień związanych z pracą w instytucji kultury. Chyba najpierw należałoby się zapoznać z zasadami pracy kulturalnooświatowej, a dopiero później wysuwać jakiekolwiek zarzuty.

Nieprawdą jest, że któryś z instruktorów w swoim zakresie czynności ma zapisany "obowiązek prowadzenia orkiestry dętej". Jedyne zapisy w zakresach czynności instruktorów ds. muzyki, mające coś wspólnego z orkiestrą dętą, to:

  • opracowywanie i gromadzenie materiału repertuarowego dla potrzeb orkiestry dętej
  • współpraca przy prowadzeniu orkiestry dętej poprzez organizację prób, prowadzenie zajęć w sekcjach
  • prowadzenie nauki gry na instrumentach dętych indywidualnie i w sekcjach dla potrzeb orkiestry dętej

Żaden z instruktorów nie ma też zapisu "udzielania konsultacji, porad metodyczno-repertuarowych" chociażby z tej prostej przyczyny, że w BCK nie ma zatrudnionego ani jednego instruktora metodyka. Owszem istnieją zapisy typu "udzielanie konsultacji merytorycznej i organizacyjnej z zakresu plastyki, muzyki czy tańca (w zależności od specjalizacji instruktora) zespołom, instruktorom oraz na terenie miasta i rejonu". I nie ma w tym nic dziwnego, że nauczyciel z wykształceniem wyższym zwraca się o poradę do instruktora nie posiadającego wprawdzie wyższego wykształcenia, ale specjalisty w danej dziedzinie.

Polityka kadrowa polega na czymś innym niż wychowywanie instruktorów. Instytucja kultury nie jest od wychowywania, ale od zatrudniania pracowników posiadających odpowiednie kwalifikacje do danej pracy merytorycznej.

Co się tyczy zróżnicowań płacowych, to przytoczone przez Panią Sokołowską przykłady są nieprawdziwe. Podając wynagrodzenie instruktora z pełnymi kwalifikacjami, zapomniała dodać, że tenże instruktor posiada XVIII grupę zaszeregowania, 20% dodatek stażowy, pełni jednocześnie funkcję kierownika, a więc pobiera dodatek funkcyjny w wysokości 457,50 zł oraz w podaną kwotę wliczona jest również teoretyczna 30% premia w wysokości 475,75zł (naliczana także od dodatku funkcyjnego). I tę kwotę porównała Pani Dyrektor do wynagrodzenia instruktorów z XI grupą zaszeregowania, 10% i 7% dodatkiem stażowym i 30% teoretyczną premią (naliczaną tylko od wynagrodzenia zasadniczego). Wynagrodzenie zasadnicze pracowników merytorycznych BCK wynosi:
- wg grupy XVIII - l 125 zł brutto
- wg grupy XI - 895 zł brutto i jest to zgodne z tabela płac opublikowaną w Rozporządzeniu Ministra Kultury i Sztuki z dnia 23.04.1999r.

Zarzut, że do prowadzenia jednego zespołu "delegowano dwóch instruktorów z dużymi limitami godzinowymi" jest trochę dziwny w sytuacji, gdy właśnie Pani Sokołowska do prowadzenia jednego zespołu zatrudniła pracownika aż na 3/4 etatu. A nieprawdą jest, że w starej strukturze jeden etat to jedna grupa, bowiem oprócz pracy z grupą, każdy instruktor w ramach etatu wykonywał szereg innych czynności, jak chociażby organizowanie i obsługa wszystkich imprez własnych oraz obcych, prowadzenie zajęć w ramach ferii zimowych i wakacji czy pisanie sprawozdań, na podstawie niby których Pani Sokołowska mogła sporządzić ten raport.

W przypadku kwalifikacji posiadanych przez instruktorów BCK to należy zwrócić uwagę, iż wykształcenie średnie plastyczne, to też średnie zawodowe, a ponadto w "kulturze" istnieje jeszcze pojęcie "wykształcenia średniego specjalistycznego" i Rozporządzenie MKiS z dnia 9.03.1999 roku wyraźnie określa jakie wykształcenie można uważać za specjalistyczne. Co się tyczy tzw. weryfikacji instruktorskich, pojęcie to już dawno przestało funkcjonować w strukturach instytucji kultury. Uprawnienia instruktorskie posiada każdy, kto spełnia wymogi zawarte w ww. Rozporządzenie Ministra Kultury i Sztuki.

Nasza praca, jak piszą D.E.Fusch i Leopold v.Wiese. "... musi być wspólnotą, nie dawaniem z góry, lecz duchowym spotkaniem, wzajemnym nauczaniem i uczeniem się, przekształcaniem życia", a każda instytucja kultury, zgodnie ze słowami H.Radlińskiej "... Jest to szkoła, w której wszyscy są nauczycielami i wszyscy uczniami, wspólnotą utworzoną dla wzajemnej pomocy w kształtowaniu i ćwiczeniu się w szkole życia".
mgr Maryla Olejko


Nie mogę wypowiadać się w sprawach merytorycznych dotyczących funkcjonowania Biłgorajskiego Centrum Kultury. Korzystając jednak z możliwości publicznego wystąpienia przed kamerami naszej telewizji kablowej, chciałbym podzielić się z Państwem, jako członek - jeden z założycieli Związku Zawodowego Pracowników Kultury w Biłgoraju, swoimi refleksjami związanymi z bezprzykładnym atakiem na nasz związek, jaki ma miejsce ze strony nowo powołanej Dyrektor BCK Pani Ingridy Sokołowskiej. Atak ten znalazł swój wyraz w piśmie złożonym przez w/w na ręce Burmistrza Miasta i odczytanym na Sesji Rady Miejskiej w Biłgoraju, przez co upubliczniony dotarł w swoim pierwotnym kształcie do wielu mieszkańców naszego miasta - odbierających za pośrednictwem telewizji kablowej transmisję z posiedzenia Rady. Jako związkowcy uznaliśmy, że nie można pozostawić bez echa tych zarzutów, i stąd moja tutaj obecność.

Cytat ze w/w pisma Pani Sokołowskiej: "Związek Zawodowy Pracowników Kultury działa na terenie BCK od 1999 roku. Mimo wielu próśb do dnia dzisiejszego nie zostały przedstawione dokumenty świadczące, że związek działa legalnie. Brak Statutu, potwierdzenia rejestru, wykazu członków Związku i ich funkcji powoduje wiele zamieszania."

Jak długo jeszcze, puszczane będą w obieg publiczny kłamliwe sformułowania dotyczące legalności działania, funkcjonującego od 1999 r. Związku Zawodowego Pracowników Kultury w Biłgoraju, braku jego statutu, rejestracji itp. I to na dodatek, puszczane w obieg przez osobę, która dopiero pod koniec 2000 r. miała bliższą możliwość zetknięcia się z Biłgoraj skim Centrum Kultury. Informuje Państwa, że zebranie założycielskie Związku Zawodowego Pracowników Kultury miało miejsce 23 września 1999 r., że rejestracja Związku przez Sąd Okręgowy w Zamościu - I Wydział Cywilny nastąpiła 12 października 1999 r. i został on przez w/w Sąd wpisany do rejestru pod Nr Rej - ZZ - /A/360. I, że od tego czasu do końca 2000 r. był i jest on traktowany jako partner, co prawda czasami nielubiany - wprost przeciwnik, zarówno przez poprzedniczkę P. Sokoiowskiej - Panią Agnieszkę Blicharz, jak i przez ich pracodawców - tj. Radę i Zarząd Miasta Biłgoraja. Lecz mimo licznych kontaktów, korespondencji, rozmów itp., nikt, poza Panią Sokołowska tak absurdalnego zarzutu, legalnie działającej organizacji związkowej nie przedstawiał, a chciałbym przypomnieć, że wśród adresatów naszej korespondencji można znaleźć Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Wojewodę Lubelskiego, Burmistrza Miasta Biłgoraja, Radę Miejską w Biłgoraju, Starostwo, parlamentarzystów itp.

Aktualnie, Związek nasz funkcjonuje w strukturach OPZZ, i w związku z tym każdy tego rodzaju zarzut jest po części zarzutem wobec tych struktur. Należałoby więc w tym momencie zadać pytanie, czy nasz związek, zdaniem P. Sokołowskiej nielegalny, nie stanowi struktur mafijnych, podziemnych. Chyba jednak nie, jeżeli dla naszych poczynań znajdujemy tylu partnerów, przyjaciół, tak ze strony osób prywatnych, stowarzyszeń i innych instytucji jak też i u przedstawicieli szeroko pojmowanej władzy.

Dalszy cytat z wystąpienia Pani Sokołowskiej: "Każde pismo kierowane w imieniu Związku zaczyna się od ogólnych impertynencji, pouczeń i ocen negatywnych wszystkiego".

Przed dzisiejszym wystąpieniem przejrzałem wszystkie pisma, jakie kierował Związek do różnych adresatów i absolutnie z powyższym stwierdzeniem Pani Sokołowskiej nie mogę się zgodzić. Owszem, czasami dochodzą do głosu emocje, ale trzeba być wyjątkowo nadwrażliwym na swoim punkcie, żeby pewne, nawet ostrzejsze sformułowania, potraktować jako przyczynę obrazy. Pamiętajmy, że język nasz jest językiem związkowym, często roszczeniowym, bo przecież związek zawodowy w stosunku do pracodawcy jest zawsze opozycją, a nie władzą...

W cytowanych przez Panią Sokołowska słowach, pochodzących z pisma z dnia 26.01.2001 roku nastąpiło wyraźne zmanipulowanie. Zdanie zacytowane przez nią "... stwierdzamy, że Pani nie ma pojęcia o funkcjonowaniu jakiejkolwiek instytucji kultury. Pani po prostu nie nadaje się do takiej pracy i jak najszybciej powinna złożyć rezygnację.", nie funkcjonuje we wspomnianym naszym piśmie jako całość, lecz jest rozdzielone rozbudowaną treścią, w pełni uzasadniającą naszym zdaniem konkluzję dotyczącą ewentualnej jej rezygnacji. Uzasadnienie nasze jest obszerne, można się z nim zgadzać albo nie, ale nie należy o nim zapominać.

Czy my, jako związkowcy, mając świadomość wejścia Pani Sokołowskiej do BCK kuchennymi drzwiami, nie mamy prawa wyrazić w ten sposób naszej opinii, tym bardziej, że gdy stawała się ona "zwycięzcą" konkursu na obsadę stanowiska Dyrektora - naszych przedstawicieli w komisji konkursowej zabrakło, gdyż pewnie nie byli godni?.. .

Jeżeli zaś Pani Sokołowska cytuje, to przynajmniej niech to robi dobrze i dokładnie, gdyż idąc dalej w swym piśmie pisze ona: "Inny fragment pod adresem Komisji Oświaty: "...Dziwi nas, że taki projekt Regulaminu został pozytywnie oceniony przez Komisję Oświaty, ale jaka Komisja, taki projekt."

Oświadczam, że w naszym piśmie nie używaliśmy sformułowań Komisja Oświaty, i nie słaliśmy pod jej adresem ocen ni zarzutów.

Dalej czytamy w piśmie Pani Sokołowskiej na nasz związkowy temat: "ZZPK jest głuchy na różnego rodzaju pisma kierowane pod jego adresem będące odpowiedzią merytoryczną na wcześniejsze zarzuty. Udaje, że nie otrzymał odpowiedzi. Pisma wychodzące z ZZPK nie posiadają znaków ewidencjonowania..."

Jeszcze raz powracam do moich słów wcześniejszych. Przejrzałem dokładnie korespondencję prowadzoną przez nasz Związek. Prowadzona jest ona starannie, tak jak tylko możemy to prowadzić. W segregatorach pisma są ułożone pismo - odpowiedź, uszeregowane opatrującymi je datami. Pisma nie giną i nie są przez nikogo ukrywane, gdyż wszystkie nasze związkowe sprawy dla członków naszego związku są jawne, decyzje zapadają w sposób demokratyczny, głosowaniami większościowymi itp. i w tej materii nie mamy się czego wstydzić ani czego ukrywać.

Wszyscy członkowie związku mają możliwość publicznego wypowiadania się, gdzie tylko chcą ich wysłuchać. Nikt z władz naszego związku nikomu ust nie knebluje. Nie ma u nas tzw. "rzecznika prasowego". Bo i nie ma potrzeby go ustanawiać. Związek nasz do przedstawiania swoich racji ma pełne prawo desygnować każdego ze swoich członków, co do którego ma pewność, że osoba ta wykona to kompetentnie. I to jest jedyne kryterium. Ale osobom spoza związku nic do tego, kto akuratnie te problemy prezentuje...

Zarzucanego nam "bałaganu" nie przyjmujemy do siebie, gdyż go po prostu nie ma. Może faktycznie, jeszcze lepszy porządek panowałby w naszej działalności, gdybyśmy mieli etatowy, rozbudowany Sekretariat, albo, co najmniej trzech dyrektorów - przepraszam -przewodniczących naszej związkowej organizacji..., ale od mnożenia administracji są inni.

mgr Jerzy Waszkiewicz


Stowarzyszenie Teatr i Muzyka zostało zarejestrowane w Sądzie Wojewódzkim w Zamościu dn.12 czerwca 1997r.

Określenie siedziby było niezbędnym wymogiem do zarejestrowania stowarzyszenia, stąd też, po rozmowie z dyrektorem Czesławem Nizio, a następnie podpisaniu stosownej umowy, siedzibą stowarzyszenia był BDK, a obecnie BCK. §1 umowy mówi; "Biłgorajski Dom Kultury udostępnia nieodpłatnie pomieszczenia na siedzibę stowarzyszenia".

Być może umowa ta nie jest wystarczająco precyzyjna, ale z całą pewnością nie stanowi czegoś w rodzaju "listu intencyjnego".

W swojej wypowiedzi Pani Sokołowska stwierdziła, że stowarzyszenie może korzystać z obiektów BCK, telefonu, faksu, sali widowiskowej w sposób niekontrolowany, o każdej porze dnia i nocy. Natomiast brak czytelnej umowy zamazuje odpowiedzialność w relacjach pomiędzy stowarzyszeniem a BCK. Relacje dokładnie określa statut stowarzyszenia, który były dyrektor C. Nizio, podpisując umowę dobrze znał i dlatego zbędne były szczegółowe zapisy. Pragnę sprostować pomówienie, że to stowarzyszenie korzysta z faksu BCK. Prawda jest taka, że to BCK korzysta od 11.02.99 r, z faksu będącego własnością stowarzyszenia.

Na takie nowoczesne urządzenie BDK nie było wówczas stać. Pozostałe środki trwałe, z których korzysta BCK, a które są na stanie stowarzyszenia to: 2 komputery, odtwarzacz płyt kompaktowych, mini dysk, taśmy, dyskietki, kable itp.; stanowią łączną wartość 10 133,50 zł.

Stowarzyszenie korzysta ze sprzętu BCK stosunkowo rzadko - 4-5 razy w roku. Natomiast wymienione środki stowarzyszenia wykorzystywane są przez BCK na wszystkich imprezach organizowanych przez BCK, a niektóre z nich przez wszystkie dni robocze w roku. Chcę podkreślić, że koszty eksploatacyjne ponosi głównie stowarzyszenie, a od 1998 r do końca 2000 r, wyniosły one 995 zł. Jako ciekawostkę chciałbym Państwu powiedzieć, że redaktor naczelny BGS "Tanew" pracował do niedawna na prehistorycznym komputerze PC 286.

Organizując imprezy dochodowe Stowarzyszenie zawsze miało na celu dobro BDK. Np. w 1998 r, za wynajem sprzętu nagłośnieniowego wpłynęło do kasy BDK 3 538zł. Za wynajem sali widowiskowej - 244zł., za korzystanie z samochodu - 72zł. Chciałbym zadać pytanie; czy z tytułu korzystania przez stowarzyszenie ze sprzętu BCK, czy wynajmu sali widowiskowej powstały dla tej instytucji jakiekolwiek straty? Stowarzyszenie od 1997roku wspomaga finansowo organizację Biłgorajskich Spotkań z Poezją Śpiewaną i Piosenką Autorską.

W 1997 r, sfinansowało koncert muzyków z Austrii - 400zł. W 1998r, ze środków stowarzyszenia sfinansowano; Koncert Jubileuszowy, realizatora dźwięku, koncert duetu z Austrii, reżyserię Koncertu Jubileuszowego, posiłki dla wykonawców -w sumie 4 500 zł. W 1999r, udział stowarzyszenia to 5 002 zł. Rok 2000 - 5 611,38zł, podczas gdy cała impreza kosztowała 13 962,67zł.

Stowarzyszenie zorganizowało koncerty jazzowe; Jana Błędowskiego, Jacka Pelca, Jarosława Śmietany i inne. Na zorganizowanie takich koncertów BDK nie miał nigdy środków.

Stowarzyszenie TiM nigdy nie otrzymało dotacji z budżetu miasta. Majątek stowarzyszenia, to składki członkowskie, darowizny oraz środki wypracowane przez członków stowarzyszenia TiM. Zgodnie z § 6 stautu TiM opiera swoją działalność na pracy społecznej i żaden z członków nie otrzymał za swoją prace ani złotówki. Przeciwnie - poświęcał swój prywatny czas oraz własne pieniądze na realizację celów statutowych. Według Pani dyrektor nieprawidłowością jest członkostwo pracowników BCK w stowarzyszeniu. Pragnę zapytać; kto zatem może, lub powinien należeć do stowarzyszenia, którego cele statutowe są w wielu punktach identyczne z zadaniami instytucji kultury?

Ustawa dotycząca stowarzyszeń, stwarza jednakże o wiele większe możliwości tym podmiotom, choćby w sprawach pozyskania dotacji zewnętrznych. Stowarzyszenie nie zostało powołane po to, by wygłaszać hymny pochwalne pod swoim adresem - nigdy tego nie robiliśmy. Istnieje po to, aby wspierać wszelka działalność kulturalną na terenie Biłgoraja. Nie pozwolimy jednak, aby publicznie oskarżano nas o brak odpowiedzialności, działania niekontrolowane przynoszące szkodę BCK, czy też stwarzanie zawiłych niejasnych relacji. Na taką ocenę z całą pewnością Stowarzyszenie TiM sobie nie zasłużyło.

mgr Janusz Rosłan


W przywołanym raporcie, w tej części, która dotyczy Telewizji Kablowej, nie sposób w obecnym czasie i miejscu polemizować z niektórymi sformułowaniami, według mnie nazbyt jednostronnymi, wręcz tendencyjnymi. Nie możemy jednak pominąć zdania, które w raporcie brzmi - "... dopiero teraz udało się przeprowadzić inwentaryzację znacznego przecież majątku Telewizji Kablowej". Kontekst tego zdania sugeruje nieprawidłowości w tym zakresie. Chciałbym Państwa poinformować, że do tej pory przeprowadzono trzy inwentaryzacje sprzętu BTK. Odbyły się one:

  • w 1997 r, na podstawie ustawy o prowadzeniu rachunkowości,
  • w 1999 r, na polecenie burmistrza miasta, w związku z objęciem funkcji dyrektora przez p. Agnieszkę Blicharz
  • w 2000 r, na polecenie Komisji Rewizyjnej Rady Miejskiej.
Wszystkie przeprowadzone inwentaryzacje nie wykazały nieprawidłowości ani uchybień w ewidencjonowaniu posiadanego sprzętu.

Roman Sokal

©Arkadiusz Lipiec Informacje | Strona główna Szukaj: