Miasto | Historia | Kultura | Sport | Miejsca | Edukacja | Prasa | Okolice | Aktualności
 
Prasa
Gazeta "Tanew" 3/1995
Jak czarne owce cz. VII
Brawol To było piękne, pani Miro - Strelt podszedł do niej i pocałował ją w rękę -Dziękuję!
To chyba Schuman? - odezwał się Jodler. - Przyłączam się do Johana. Mówmy sobie po Imieniu - pocałował Mirę w policzek.
Przecież ludzie wrażliwi szybko się zaprzyjaźniają, nieprawda? Mira spojrzała na Klinkena. wiedziała, że nie spuszcza jej z oczu. Była szczęśliwa.
To Mendelson, koncert e-mol sześćdziesiąt cztery odpowiedziała Jodlerowi. Raptem, stary zegar z rozwijającym skrzydła orłem, odezwał się basowym gongiem. Klinken pośpiesznie napełnił kieliszki szampanem i rozochocony zawołał:
Za nowy rok 19421 Oby okazał się lepszy!
Za nasze zdrowie i zydel - dodał Strelt, podnosząc do góry kieliszek. Klinken podszedł do Miry.
Za nas. za naszą przyjaźń - pani Mirol Czy ten toast możemy zmienić w bruderszaft?
Jeżeli pan bardzo pragnie? Mam Jeszcze wiele długu wobec ... nie dokończyła. Klinken oblał ją i pocałował w usta.
Brawo! Ogólny bruderszaft! - wykrzykiwali:
Jodler i Strelt. przepychając się do Miry.
A teraz do stołu - zaprasza) Klinken.
Atmosfera przyjęcia rozluźniła wszystkich, było coraz bardziej wesoło. Śpiewy i żarty przerywane wybuchami śmiechu zagłuszały upływ czasu. Mira jeszcze raz wzięła skrzypce.
Teraz zagram dla Helmuta. będzie to czardasz - zgoda?
Prosimy! Prosimy!
Zagrała z niezwykłym temperamentem. porywając mężczyzn - oni klaskali, tupali. Jodler zaczął tańczyć. W tym hałasie nie usłyszeli pukania do drzwi. Po raz drugi rozległo się głośne stukanie. Uciszyło się. Drzwi otwarły się i wszedł gestapowiec z czapką pod pachą, skłonił się:
Guten abend!
Bitte. bitte! Kameradenl....ha. ha, hal -roześmiał się Klinken.
Georg iFritz. dobrze podpici, wyprężyli się i stuknęli obcasami:
Przyszliśmy złożyć noworoczne życzenia -powiedział Georg i zaczął ściskać po kolei kolegów. To samo czynił Fritz.
To Jest Mira. mój szczególny gość .... bo kobieta -powiedział Klinken.
Hol Hol Hol. Jaka kobieta? Bardzo ładna kobieta -bełkotał Georg
Wszystkiego dobrego, piękna Miro, w nowym roku! - dodał Fritz. Goście usadowili się przy stole i uczta trwała nadal. Pokój napełniał się oparami alkoholu t kłębami dymu z papierosów -było gorąco. Mira podeszła do okna chcąc je otworzyć. rozsunęła firankę i za oknem zobaczyła oddalającą się szybko postać. Klinken również podszedł do okna, zauważył uciekającego, otworzył je szybko i zawołał;
Halt! Stój! - przeskoczył przez parapet. -Stój!... Stój!
Strelt z pistoletem podbiegł do Klinkena chciał strzelać;
Haiti Haiti - celował rozkołysaną ręką. Uciekająca sylwetka była Już daleko.
Daj spokój! Johan - Klinken chwycił go za rękę - i tak nie trafisz jest za daleko. Nawet nie da się dogonić.
Z tyłu. za nimi rozległ się odgłos upadku - to Fritz wypadł z okna i przeklął głośno. Za nim wyskoczył Georg.
Klinken wykonał znak milczenia w kierunku Strelta.
Co się dzieje? - wybełkotał Georg.
Nic takiego. Pobawimy się na śniegu w pogoń.
Klinken podszedł do okna i wyciągnął ramiona w kierunku Miry.
Zapraszamy do zabawył Kto clę pierwszy złapie, ma prawo pocałować.
To będę Ja! - krzyczał Georg.

Rozpoczęła się bezładna bieganina po zimowym ogrodzie, wśród drzew i krzewów pokrytych białymi czapami, otrząsanymi przez rozbawionych Niemców.
Klinken dopędził Mirę i kiedy chwycił ją w pól. przewrócili się oboje w śnieg.
Jest cudownie - powiedział zbliżając się do jej ust.
Tak - spojrzała mu w oczy, nie broniąc się.
Całował ją zachłannie.... długo... Za oknami było Już jasno, kiedy Klinken obudził się. Mira zniknęła. Myśl o tajemniczej postaci nie dawała mu spokoju.
Przed wyjściem do tartaku obszedł dookoła dom Kublaków. Ślady w ogrodzie biegły ukosem do jego końca i dalej za tartakiem w kierunku Bojar. Ślady takie mógł zostawić mężczyzna wysoki i ciężki, chodzący w dużych butach. Dalej za stodołą dostrzegł inne ślady -chłopięcych trzewiczków. Idąc po tych śladach, doszedł do dziury w plocie, przedarł się przez nią i wszedł na pola. Ze wzgórka widać było. jak dziecięca ścieżka biegła prosto w kierunku lasu. Przeszedł Jeszcze kilka kroków. Był pewien - to były ślady dziecka idącego do lasu.
"Teraz o tej porze? Kto? Dlaczego?". Postanowił wszystko to wyjaśnić. Żołnierze z ochrony tartaku, którzy mieli wartę w Sylwestra nic nie zauważyli. Pytania pozostały bez odpowiedzi. Postanowił czekać na Inne okoliczności. Był teraz bardziej podejrzliwy i czujny - do ręki wrócił pejcz. Tylko w obecności Miry czul się dobrze, swobodnie.
Związek Ich był wśród znajomych coraz bardziej widoczny, a oni sami coraz niedbałej go ukrywali. Łączące Ich uczucie coraz silniej Ich wiązało i w naturalny sposób zagłuszało wszystko co zostawało obok. co było już nieważne. Widywali się codziennie, spędzone razem godziny przeciągały się w długie wspaniale wieczory, noce. poranki. Zamykali swój świat przed resztą.
Jednak świat ludzi podzielonych strzegł bezwzględnie swoich praw. a oni wznosili swoją miłość ponad to. na przekór wszystkiemu. To było Jak wyzwanie. Świat ludzi podzielonych tego nie cierpiał. Dla Niemców. Żydów i Polaków odchodzili własną drogą. Jak czarne owce.
Kończyła się - dzień po dniu - piękna, mroźna zima czterdziestego drugiego roku, Ostatnia tu. spokojna zima tej wojny. Spokojna? Cóż zastrzelono tylko kilku Żydów. Za co? Za wyjście poza granice miasta, za ukrywanie kożucha, za brak opaski na rękawie. za sprzedanie mąki.
Klinken bacznie przyglądał się robotnikom. żołnierzom. znajomym z uporem poszukując szpicla. Nikt Jednak nie odpowiadał przypuszczeniom. Mimo to szukał dalej. Wychodził czasami późnym wieczorem skrycie do ogrodu, obserwując podejrzane miejsca. Nic się jednak ule wydarzyło. Pod koniec marca został wezwany przez delegaturę firmy do Lublina. Wrócił wściekły. Zaginęło trzy wagony tarcicy. Nikt go nie obwiniał, ale sam zobowiązał się to wyjaśnić bez mieszania do tego Kriminalpolltzel.
Nową niespodziankę zastał w pokoju na stole. Był to list. Przeczytał go szybko. Rzucił na stół i z całej siły uderzył pięścią w kopertę. Położył się i zapalił papierosa. Minął ledwie kwadrans. kiedy przyszła Mira. Zerwał się z łóżka i przytulił ją z radością.
Nareszcie jesteś, mam ci tyle do powiedzenia!
Co takiego? Coś się stało? Jesteś jakiś niespokojny.

Nic! Nic, ale może najpierw zjemy kolację. Zrób coś. dobrze?
Tak będzie lepie), mam trochę ciasta, zrobię herbatę.
Opowiedział jej o kłopotach w tartaku, o wojnie na wschodzie i niepowodzeniach pod Moskwą, o prześladowaniach Żydów w Warszawie. Mira przeraziła się:
Co teraz będzie! Co będzie ze mną, z nami! ... Powiedz Helmutl
Klinken milczał. Po chwili wstał, zgasił światło i położył się na łóżko.
Choć do mnie - powiedział cicho. Kiedy położyła się koło niego, przytulił ją i gładził delikatnie Jej włosy.
Wiesz? Po raz pierwszy w życiu nie wiem co zrobić. Wiem. że kocham clę Jak nikogo na świecie, wiem też. że ml nie wolno. Ale tego ml nikt nie zabroni.
Czy jesteś aż tak silny - spytała dotykając palcami jego twarzy.
Nie wiem. ale ... to moja miłość, to Jedyna w życiu ukochana kobieta... mam to utracić! Bo tak Jest urządzony ten cholerny świat!
Helmut, kochany, nie martw się. Musimy znaleźć jakąś drogę wyjścia - starała się go uspokoić, choć sama czuła jak myśli jej toną gdzieś w przypływie przerażenia.
To Jeszcze nie wszystko - przycisnął jej głowę do siebie. Przyjeżdża moja żona. Dostałem od niej list.
Tu?... Co teraz będzie?... Helmut?
Nie mogę żyć bez deble.... nie mogę Miro. Nie martw się, proszę!... Wezmę rozwód, ona wie. że Jej nigdy nie kochałem. Wyjedziemy bądź spokojna... Wyjdę na chwilę, na świeże powietrze, trochę ochłonę.
Pójdę z tobą.
Narzucili płaszcze. Noc była równie piękna jak ta. kiedy się poznali. Wokoło kojąca cisza. Weszli do ogrodu. Zostały tam jeszcze zatarte nieco ślady sylwestrowych szaleństw. Klinken zauważył, że z domu, od podwórza, wychodzi młoda Kublakowa i zmierza szybko do stodoły. "O tej porze" - pomyślał, zdziwiony. Zostawił Mirę w ogrodzie i przekraczając niski plotek, zbliżył się do wrót stodoły. Usłyszał prowadzoną półgłosem rozmowę. Nie podsłuchując wrócił do Miry. Poszli dalej ogrodem i zatrzymali się za gęstymi krzakami jaśminu. Z tego ukrycia widzieli drugie. uchylone wrota stodoły od strony ogrodu. Wyszedł z nich mały chłopiec z tobołkiem na plecach, a za nim Kubiakowa.
Nie bój się niczego Srulek, idź prosto do mamy! - powiedziała delio. Stała jeszcze chwilę, aż sylwetka dziecka zniknęła za płotem.
Pani Kublakl Co to wszystko znaczy! -rozległ się nagle głos Klinkena. wychodzącego z ukrycia.
Co to za dziecko?! Co pani robi?
Boże! - westchnęła przestraszona Kublakowa. przykrywając twarz dłońmi.
To Jakiś żydzlak! Proszę mówić! Tak?... Tak? - nalegał Klinken
Tak! - odpowiedziała po chwili, spokojnie i stanowczo.
Oni, tam w lesie umrą z głodu, panie Klinken. Jeżeli jest pan człowiekiem, to pan zrozumie.
Pani wie. że za to jest kara śmierci?!
Wiem.
Helmut. proszę clę! - Mira złapała go za rękaw. - Zostaw, przecież nie można... tak. Proszę clę... To też Żyd.

Marek J.Szubiak

©Arkadiusz Lipiec Informacje | Strona główna Szukaj: