Miasto | Historia | Kultura | Sport | Miejsca | Edukacja | Prasa | Okolice | Aktualności
 
Prasa
Gazeta "Tanew" 3/1996
O uśmiech dziecka, o radość matki
17 marca dzień walki z kalectwem

Nie założyli kramu z pietruszką i bananami, nie otwarli zakładu produkcji skarpetek, nie kombinowali jak zostać właścicielami masarni i robić forsę. Ich aktywność i wysiłek nie przyniosły im owoców do skonsumowania, te owoce są dla Innych, a raczej owoc w postaci Ośrodka Rehabilitacyjno-Terapeutycznego dla Dzieci Niepełnosprawnych w Biłgoraju. Żadna władza nie przyniosła w teczce decyzji o organizacji ośrodka , więc zabrali się do tego sami. Anna Grabias - przewodnicząca biłgorajskiego koła Stowarzyszenia Pomocy Dzieciom Niepełnosprawnym i Zenon Adaszek - kierownik ośrodka i sekretarz koła -zabiegali długo i cierpliwie u władz różnego szczebla o organizację ośrodka właśnie w Biłgoraju. Wydeptywanie ścieżek. Pierwsze kroki skierowali do burmistrza Stefana Oleszczaka. Tu spotkali się ze zrozumieniem dla tej idei i przyrzeczeniem pomocy. Zaangażowanie burmistrza zachęcało do dalszych starań. Zaczęli od organizacji; Koła Stowarzyszenia Pomocy Dzieciom Niepełnosprawnym - powstało 14 września 1992 roku. Statutowym zadaniem stowarzyszenia było zorganizowanie ośrodka dla dzieci niepełnosprawnych. Po pokonaniu organizacyjno-prawnego toru przeszkód, zaczęli od prowizorki. W dwu pomieszczeniach internatu Studium Medycznego stanęli naprzeciw grupki kalekich dzieci, ciekawych co też tu się będzie działo i czy to odmieni Ich przeznaczenie?

Chodziło nam o to aby jak najszybciej zacząć tę matą rehabilitację, żeby te dzieci trochę się przyzwyczaiły. Nie było specjalnych warunków, nie było innego sprzętu poza materacem, za to było wiele trudności - wspomina Anna Grabias.

Ośrodek rozpoczął działalność we wrześniu 1993r. Perspektywy rysowały się bardzo pesymistycznie, szczególnie finansowanie. Z pomocą przyszło Ministerstwo Zdrowia i Opieki Społecznej przydzielając środki na cztery pierwsze miesiące funkcjonowania ośrodka. Stowarzyszenie Pomocy Dzieciom Niepełnosprawnym pozostało koordynatorem wszystkich działań organizacyjnych. Bezpośrednio włączył się Urząd Miasta i ZOZ. Właśnie do ZOZ włączono organizacyjnie ośrodek z zastrzeżeniem co do finansowania, z przyczyn oczywistych - brak środków. Podpisano wielostronne porozumienie. Jego uczestnicy; Urząd Miasta -zobowiązał się do utrzymywania budynku l pokrywania kosztów eksploatacyjnych. Lekarz wojewódzki, przyznał trzy etaty medyczne. Kurator Oświaty w Zamościu zobowiązał się do zatrudnienia pedagoga i ZOZ Biłgoraj z ogólną, aczkolwiek możliwą pomocą. Wniosek do Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, o przyznanie dotacji na remont i adaptację nowego, przydzielonego przez miasto, lokalu w budynku przedszkola nr 3 przy ul.Sienkiewicza, załatwiono pozytywnie. Budowlani uporali się z robotami do lutego 1994. Parter budynku oddano do użytku 1 marca. Pierwszy wielki krok został zrobiony. Tu była też perspektywa rozwoju ośrodka.

Kadra
Ćwiczenia nóg w gabinecie rehabilitacyjnymOkazała się za mała w stosunku do ilości dzieci, a więc dalsze starania. Dziś w ośrodku na trzynastu etatach pracuje czterech rehabilitantów, lekarz ortopeda, pediatra, dwóch pedagogów, czterech terapeutów-opiekunów, pięć pielęgniarek, dwóch logopedów i psycholog. Szefuje tu kierownik ośrodka l półetatowa pomoc. Brak jeszcze specjalisty - lekarza rehabilitacji.

Dzieci
Z małymi pacjentami nie było większych trudności. W zebraniu informacji o dzieciach niepełnosprawnych wykorzystano spis prowadzony w Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej, oraz informacje z ośrodków zdrowia podlegających ZOZ w Biłgoraju. Okazało się, że najwięcej dzieci potrzebujących pomocy ośrodka jest w Biłgoraju i na terenie gminy Biłgoraj. Lista dzieci niepełnosprawnych stała się zarazem skalą potrzeb w stosunku do ośrodka. Na pierwsze zebranie rodziców przyszło osiemdziesiąt osób. Były i rozczarowania. Nie wszystkie dzieci i młodzież mogły być przyjęte, szczególnie te z chorobą psychiczną czy dużym upośledzeniem i te, które stawały się dorosłymi -siedemnaste- i osiemnastolatki. O przyjęciu dziecka decydowała lekarska komisja kwalifikacyjna. Dziś w ośrodku, na stałym pobycie dziennym jest dwadzieściaośmioro dzieci. Ze względów technicznych nie może być więcej. W zajęciach popołudniowych w systemie tzw. ambulatoryjnym, w którym zajęcia odbywają się dwa-trzy razy tygodniowo, uczestniczy około sześć dziesięcioro dzieci w wieku do prawie osiemnastu lat. Schorzenia dzieci są kryterium podziału na grupy. Są więc grupy dzieci z porażeniem mózgowym, różnymi schorzeniami neurologicznymi, z dysfunkcjami wrodzonymi kończyn, skrzywieniami i wadami postawy.
Do ośrodka trafił Andrzej lat 10, nie umiał wziąć do ręki łyżki, nawet nie wiedział do czego ona służy. Jadł palcami. Dziś normalnie je posiłki. Edytka, 6 lat, przychodząc do ośrodka nie mogła się samodzielnie poruszać. Posuwała się tzw. zajęczym skokiem. Dziś potrafi chodzić przy pomocy oprzyrządowania.

Terapia i rehabilitacja
Prowadzą do takich wyników. Zaczyna się opracowaniem programu rehabilitacji dla każdego dziecka, podzielonego na część indywidualną i grupową. Sporządzany jest przez zespół specjalistów z udziałem lekarza. Stanowi zalecenia dla rehabilitantów do pracy nad dzieckiem. Główne działania idą nie tylko w kierunku terapii usprawniającej ale też w kierunku edukacji. Dziecko przecież rośnie, dlatego też do programu włącza się plany pedagogiczne opracowane przez pedagoga przy konsultacji z rehabilitantami. Zajęcia odbywają się według konkretnego planu w grupach. Czuwa nad tym zespół terapeutyczny - rehabilitant, pedagog l pielęgniarka. Włącza się do zajęć elementy programu przedszkolnego w grupach trzy-czterolatków. Inny program realizuje się dla kalsy O. Zajęcia odbywają się w zespole klasowym prowadzone przez nauczycieli l uzupełniane terapią zajęciową czy ćwiczeniami rehabilitacyjnymi lub wyrównawczymi. Zajęcia zespołowe mają swoistą zaletę - tu właśnie dzieci się poznają, interesują się sobą, stają się bardziej otwarte, razem ćwiczą uczą się, spożywają posiłki.
Chcielibyśmy pomóc wszystkim dzieciom, ale nie mamy takich możliwości. Praca z dzieckiem o głębokim upośledzeniu - to codzienny, indywidualny i żmudny wysiłek. W grupie dziecko byłoby obecne tylko fizycznie. Koniecznym warunkiem jest, żeby dziecko było komunikatywne, a z naszej strony terapeuci powinni być do dyspozycji przez całą dobę. Jest tu potrzebna stymulacja bodźców słuchowych, wzrokowych, itp. Do tego potrzebne też wyposażenie, powierzchnia lokalowa, tu nie mamy takich warunków. To co w tej chwili robimy jest już dużą pomocą, szczególnie dla tych dzieci, które byty pozostawione same i niewiele by zyskały. Staramy się w jak największym stopniu wyprowadzić dzieci z tej niepelnosprawności drogą rehabilitacji medycznej. Niektórych ułomności nie da się, niestety, usunąć, choćby pracowało się z dzieckiem cale życie. Niepełnosprawność może pozostać, choć ćwiczenia i terapia przynoszą czasami efekty. Staramy się przygotować dziecko tak aby ono mogło sobie poradzić ze swoim schorzeniem w późniejszym życiu, aby to nie był jego główny problem. Trzeba też przełamać barierę psychologiczną, aby to dziecko, a później dorosły człowiek nie był istotą gorszej kategorii, żeby mógł i umiał żyć w społeczeństwie -mówi Zenon Adaszek. Brutalna prawda Ukazuje się wtedy, gdy matka spostrzega pierwsze objawy ułomności swego dziecka. Przebiega to bardzo dramatycznie, jest dla niej wstrząsem i ciężkim przeżyciem. Niewiele matek potrafi szybko uporać się z tym nieszczęściem i ratować dziecko każdym możliwym sposobem, by nie było za późno. Skierowanie dziecka do ośrodka budzi określone nadzieje, często daleko idące. A przecież nie zawsze ośrodek sprawi, że dziecko nie chodzące zacznie chodzić, czy dziecko nie mówiące zacznie mówić. Do satysfakcji personelu ośrodka należy, kiedy niektóre dzieci nauczy się siedzieć, trzymać łyżkę, rozumieć polecenia. Wydaje się niepojęte, że sukcesem bywa to, że dziecko, które nie potrafiło nic powiedzieć, po pewnym czasie otwiera buzię, wydaje różne dźwięki, potrafi zdmuchnąć świeczkę - wykonuje więc czynność niegdyś niezrozumiałą. To świadczy Jak daleko może być posunięta ułomność. Brutalna prawda ukazuje się też wtedy, gdy mimo wysiłków - efektów nie ma, nie pozwala na to stopień upośledzenia. Przychodzi pewność, że choroby nie da się odwrócić. Nie wszystkie więc dzieci wyjdą z ośrodka, pójdą do szkoły, nie wszystkie poradzą sobie ze swoją chorobą. U wielu z nich ślady choroby pozostaną, czy to fizyczne i widoczne dla otoczenia, czy ukryte wewnętrzne - psychiczne, opóźnienia rozwoju, niesprawność intelektualna. Z tym piętnem pozostaną na całe życie. Podstawową zasadą dla przełamania tej brutalnej prawdy, choćby w części jest:

Nie można dziecka niepełnosprawnego pozostawić samego w domu i odciąć go od świata i ludzi ! W przeciwnym wypadku pozostawia się je od początku na straconej pozycji, na egzystencji zamykającej się problemem choroby nie do wyleczenia.

Przyszłość
Nauka idzie pilnie, trzeba też spojrzeć w przyszłośćDla jednych stanie się normalna. Pierwsza grupa dzieci pójdzie do szkoły już we wrześniu. Kontakt z ośrodkiem nie zostanie jeszcze przerwany, będą przychodzić nadal na zajęcia rehabilitacyjne, dopóty dopóki będzie taka potrzeba. Grupa młodzieży kończąca już siedemnaście lat powinna odejść z ośrodka. Nie wszyscy pójdą do szkół. O podjęciu pracy trudno nawet mówić. Żaden zakład pracy chronionej czy spółdzielczość inwalidzka nie interesuje się taką młodzieżą, z którą można mleć kłopoty, a którą trzeba by rzeczywiście się zaopiekować i ponieść nieco trudu w przysposobieniu do pracy, choć bywa to statutowym obowiązkiem tych jednostek. Jakie perspektywy są dla tej młodzieży ? Życie wskazuje dwa wyjścia; powrót do domu lub udział w warsztatach terapii zajęciowej. Trzeba zrobić wszystko co jest możliwe, aby proces rehabilitacji nie został przerwany l parę lat pracy zostało po prostu zmarnowane. Młody człowiek sam pozostawiony w domu stanie się tylko przedmiotem opieki rodziców do końca życia, a nie podmiotem w rodzinie. Warsztaty terapii zajęciowej są więc w ośrodku niezbędne. Przewiduje się, że około 40% dzieci kwalifikuje się do dalszej rehabilitacji w tej formie. Stowarzyszenie Pomocy Dzieciom Niepełnosprawnym już rozpoczęło starania o utworzenie warsztatów. Projekt już został przygotowany, przewiduje zorganizowanie czterech warsztatów; krawiecko - dziewiarskich, obsługi komputera, gospodarstwa domowego l tkactwa. Warsztaty nie są nowością. W innych ośrodkach z powodzeniem zdają egzamin. W Biłgoraju wzrasta zainteresowanie tą nowością.
Akces skierowania do warsztatów swoich podopiecznych zadeklarował Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej.
Warsztaty to nasz poważny i realny zamiar pod warunkiem, że otrzymamy do dyspozycji cały budynek, w którym dotychczas zajmujemy tylko parter. Stworzy to motywację do ubiegania się o dotację na utrzymanie warsztatów z PFRON. Początkowo do warsztatów przyjęlibyśmy około 25 dzieci i młodzieży. Liczymy na pomoc samorządu miasta w przeniesieniu żłobka - to otworzy drogę do warsztatów - mówi Anna Grabias. Operacja ta wydaje się być korzystna dla samorządu, a z lokalem dla żłobka nie powinno być problemów.
Przyszłość ośrodka to dalszy rozwój metod rehabilitacji. Jedną z nich jest hippoterapia, uznawana powszechnie za metodę niemal uniwersalną o szerokim zastosowaniu i bardzo małych przeciwwskazaniach. Dalej widzi się dobudowę sali gimnastycznej do ćwiczeń dla dorosłych niepełnosprawnych i uprawiania sportu dla tzw. wózkowiczów. Tego w Biłgoraju nie ma. W bliższej przyszłości jest potrzeba zorganizowania w okresie wakacji turnusu rehabilltacyjno-integracyjnego dzieci ze środowiskiem rówieśników.

Rodzice
Ćwiczenia sprawności rąkSą jak zawsze najbliżej swojego dziecka. Jednak z akceptacją jego ułomności jest różnie. Matka czasami bardzo długo nie może się pogodzić ze stanem dziecka. Mobilizuje ją pomoc z zewnątrz, zainteresowanie jej dzieckiem. Wraz z akceptacją dziecka rodzi się aktywność w przyjściu mu z pomocą, stworzenia szansy na poprawę jego stanu. Ośrodek udziela matkom tych dzieci, które nie znalazły się w ośrodku, Instruktażu przygotowania dziecka do ośrodka. Otwarty jest też kontakt z pedagogiem, psychologiem i Innymi specjalistami. Bardzo pomocna dla każdej matki okazuje się rozmowa wspierająca w zwalczaniu kłopotów, które ją spotkały. Poświęcenie rodziców należy podziwiać.

Są rodzice, którzy codziennie, nie bacząc na warunki, przywożą i odwożą dzieci do ośrodka nawet zza Tarnogrodu - mówi Zenon Adaszek. Ośrodek nie jest w stanie wynajętym samochodem dowozić wszystkich dzieci. Dla tych rodziców, którzy nie mają takich możliwości, dowożenie dziecka staje się barierą nie do pokonania - wtedy z żalem rezygnują z pomocy ośrodka.

Co sądzą o ośrodku ?
Stanisław S - Ośrodek: jest bardzo potrzebny. Dobrze że funkcjonuje w Biłgoraju. Dziecko ma kontakt z innymi dziećmi, jest pod opieką. Ma szansę na opanowanie w pewnym stopniu swojej choroby. Nie jest pozostawione w samotności w domu ze swym kłopotem. To jest bardzo ważne dla dziecka i rodziców.
Broniosław D - To bardzo dobre rozwiązanie. Ośrodek jest bardzo potrzebny, dziecko ma tu możliwość rozwoju. Pracujący rodzice mają pewność, że ktoś się nim zajmuje. Nasza córka jest bardzo zadowolona z pobytu w ośrodku, a my nie musimy zostawiać dziecka samego w domu. Córka jest dowożona do ośrodka i czuje się tam bardzo dobrze, wśród innych dzieci. Obawiam się, że problem pojawi się gdy skończy 16 lat i nie będzie mogła przebywać w ośrodku. Warsztaty terapii zajęciowej są konieczne dla tych dzieci, żeby przedłużyć im zajęcia - pracą. To przecież mą poważny wpływ na dziecko i jego przyszłość. Z ośrodka jesteśmy bardzo zadowoleni.
Maria B - Ośrodek jest bardzo potrzebny i powinien być rozbudowany, bo potrzeby są o wiele większe. Jestem bardzo zadowolona z tego, że moja córka. Już siedemnastoletnia tam uczęszcza od początku. Rozwinęła się bardzo widocznie - intektualnie. Nastąpiła poprawa sporawności fizycznej. Nie wyobrażam sobie co by było, gdyby nie ten ośrodek. Ona jest zadowolona, czuje się potrzebna, ma obowiązki , które sama chce wykonywać. Jest tylko problem co dalej, bo będzie musiała odejść z ośrodka. Jedyną nadzieją i rozwiązaniem problemu jest kontynuacja tego procesu w warsztatach terapeutycznych. Bo jak ten proces zostanie przerwany to będzie bardzo trudne dla mnie i dla córki. Bo co ona ze sobą zrobi? Jestem bardzo wdzięczna pracownikom ośrodka za to co zrobili dla mojego dziecka, na pewno tak samo inni rodzice. Niech pan napisze, że warsztaty to bardzo ważna sprawa i my jako rodzice pójdziemy wszędzie, gdzie będzie trzeba, czy do burmistrza, czy do wojewody, żeby ten ośrodek się utrzymał l powstały warsztaty.

Epilog
Zwykle do takich reportaży dopisuje go samo życie. Jednak zależy to wciąż od woli ludzi. Wciąż od jednych zależy być albo nie być dla innych, szczególnie tych napiętnowanych przez los.
Kiedy odchodziłem z ośrodka patrzył na mnie mały chłopczyk, chwiejąc się lekko na nóżkach. Może nie potrafił dalej zrobić kroku. Miał duże szklące się oczy i uśmiechał się jakoś dziwnie, jakby chciał zapytać - czy jest dla mnie jakaś nadzieja ?

M. J. Szubiak

©Arkadiusz Lipiec Informacje | Strona główna Szukaj: