Miasto | Historia | Kultura | Sport | Miejsca | Edukacja | Prasa | Okolice | Aktualności
 
Prasa
Gazeta "Tanew" 3/1997
Stanisław Pojasek

Jakże złudne i mylące może być poczucie czasu. Wydaje się, że jeszcze nie tak dawno przebywał między nami, tętnił życiem i rozpierała go energia działania, a tymczasem to już 30 lat przeminęło od tego pochmurnego, styczniowego dnia 1967 roku. Kiedy to liczna rzesza żegnających, w żałobnym kondukcie, towarzyszyła ostatniej drodze doktora Stanisława Pojaska - na biłgorajski cmentarz.

Spoglądam na pożółkłe wycinki sprzed paru czy kilkunastu lat, z których wyziera fotografia doktora, przerzucam notatki z przeprowadzonych rozmów, przypominam wspomnienia nieżyjących już ludzi i zastanawiam się jak z tych luźnych fragmentów odtworzyć, chociaż w bardzo drobnej części, obraz postaci znenego i jakże bardzo przyjaznego nam człowieka, który prawie całe swoje dojrzałe życie poświęcił temu miastu, tym ludziom i tej - biłgorajskiej ziemi - w której na zawsze już pozostał.

Gdyby doktor miał kronikarza podążającego krok w krok jego śladem przez życie, to i tak nie mielibyśmy pełnego obrazu tego człowieka. Toteż nie ośmielam się i ja na podobny wyczyn, chciałbym jednak, w miarę możliwości, choćby w bardzo ogólnym zarysie przypomieć sylwetkę tego niespożytego tytana pracy i chodzącej dobroci, który swoje życie i serce bez reszty poświęcił bliźniemu.

Stanisław Pajasek urodził się 28 sierpnia 1898 roku w ubogiej rodzinie wieśniaczej, we wsi Święty Stanisław, na ziemi halickiej. Przyszedł na świat jako dziewiąte dziecko - najmłodsze z potomstwa. Dla upamiętnienia miejsca urodzenia dano mu na imię Stanisław. Po ukończeniu szkoły powszechnej mógł nadal uczyć się tylko dzięki szczęśliwemu przypadkowi i życzliwości ludzkiej. Otóż w tamtym czasie znaleźli się ludzie, którzy wędrując od miasteczka do miasteczka, od wioski do wioski, tamtejszego regionu starali się nieść pomoc najuboższym rodzinom, a zwłaszcza ich dzieciom, umożliwiając im kontynuowanie nauki w szkołach ponadpodstawowych. Dzięki pomocy takich właśnie protektorów- państwa Lachowskich, prawdopodobnie właścicieli prywatnego gimnazjum we Lwowie - młody Stanisław znalazł się w gimnazjum w Stanisławowie, gdzie zapewniono mu także lokum w internacie. Naukę w gimnazjum przerwała I wojna światowa, w której bierze czynny udział i jako kilkunastoletni chłopak w żołnierskim mundurze dostaje się do niewoli rosyjskiej. Po wielu perypetiach i tułaczce odnajduje się w Rostowie nad Donem. Tam z dala od rodziny i bliskich, ciężko musi pracować, by przeżyć, a jednocześnie korzystając z nadarzających się sposobności podejmuje dalszą naukę w miejscowym gimnazjum i zdaje egzamin maturalny. Po zakończeniu wojny powraca do Polski, gdzie po raz drugi - aby mieć polską maturę - składa egzamin dojrzałości w gimnazjum we Lwowie. W czasie studiów medycznych na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie również musi ucząc się zarabiać na swoje utrzymanie jak i na niezbędne podręczniki. Chwyta się każdej pracy, niedojadając, niedosypiając, pracuje na kolei, w banku jako goniec, a nawet jako statysta w Operze Lwowskiej. Po ukończeniu studiów, z dyplomem doktora medycyny w kieszeni, na jednym ze spotkań z kolegami studentami, z których większość jak on było czynnymi uczestnikami I wojny światowej- żołnierzami - składa ślubowanie, że pójdą na takie placówki, gdzie będzie najtrudniej, w małych miejscowościach, gdzie brakuje lekarzy. I temu przyrzeczeniu pozostał wierny do końca. Przez krótki czas stażu pracował jako laborant w Krynicy pogłębiając swą wiedzę medyczną, a następnie w Szpitalu Powszechnym w Przemyślu uzyskując specjalizację w chirurgii. Do Biłgoraja przybył późną jesienią 1934 jako lekarz, powierzono mu również stanowisko dyrektora szpitala, po zmarłym poprzedniku - doktorze Witoldzie Urbanowiczu.

Biłgoraj, był wtedy wielonarodowościowym miasteczkiem, małym i nieciekawym. Szpital zaś znajdował się na peryferiach, dalej były już tylko piachy i Puszcza Solska. Zabudowania szpitalne parterowe, ciasnota, niewielka ilość łóżek, bez żadnego komfortu tak dla chorych jak i personelu leczącego, a jednak jak widać, ten niewielkich rozmiarów skromny szpitalik i okolice przypadły doktorowi do serca, zaś trudne warunki szpitalne postanowił zmieniać na lepsze własną energią i przy pomocy współpracujących z nim ludzi. Jego życzliwość, uśmiech i humor na co dzień zjednują mu powszechną sympatię, a wiedza medyczna i licznie wykonywane z pozytywnym skutkiem, często bardzo skomplikowane, zabiegi operacyjne wzbudzają zaufanie pacjentów, mieszkańców miasta i jego władz.

Do dyspozycji chorych jest przez okrągłą dobę, na każde wezwanie, nie zważając na zmęczenie, śpieszy do każdego kto potrzebuje jego pomocy.

Wraz z żoną Jadwigą, zamieszkali w niewielkim, parterowym, do dzisiaj stojącym domku na terenie szpitala, który dzielili pospołu z siedmioma siostrami zakonnymi - Serafitkami - pracującymi jako pielęgniarki. Pracował więc i mieszkał na terenie szpitala. Minęło zaledwie kilka lat a efekty jego pracy jako lekarza i gospodarza szpitala stawały się coraz bardziej widoczne. Tymczasem kraj ogarnęła pożoga wojenna - Wrzesień 1939 roku. Zmobilizowany, po raz wtóry przywdziewa żołnierski mundur i jako dowódca kompanii sanitarnej bierze udział w walce z najeźdźcą. Po zakończeniu kampanii wrześniowej, 4 listopada 1939 roku powraca do Biłgoraja. To jednak już nie to samo miasteczko jakie opuścił kilka miesięcy temu odchodząc na front - gruzy i zgliszcza, a na ulicach obcy żołnierze w mundurach feldgrau. Nie ma jednak czasu na żale i roztkliwiania, jego obecność jest teraz bardziej potrzebna chorym -okaleczonym, rannym, potrzebującym pomocy Polakom, Żydom, Ukraińcom, a nawet i Niemcom, bo to też ludzie. Okupacja to trudny i złowrogi czas, kiedy trzeba mieć bezgraniczną wiarę, odwagę i oddanie sprawie, by nie poddać się, nie ulec, gdy za ratowanie życia drugiemu człowiekowi groziła śmierć lub więzienie, zarówno dla ratowanego jak i ratującego. Nie zabrakło żadnej z tych cech dyrektorowi Pojaskowi. Jeszcze w 1939 roku przy pomocy i poświęceniu całego personelu, ukrywa w szpitalu kilkadziesiąt osób poszukiwanych przez gestapo. Ratuje życie rannym żołnierzom, polskim uchodźcom, sowieckim jeńcom i Żydom, a później partyzantom. Od początku okupacji doktor znajduje się w szeregach SPZ-ZWZ (Służba Zwycięstwu Polski - Związek Walki Zbrojnej) późniejszej Armii Krajowej. Doktor Pojasek i Jego szpital był punktem oparcia dla wszystkich potrzebujących pomocy lekarskiej, moralnej, a często i materialnej. Przy pomocy różnych wybiegów i pomysłów chroni i ratuje nie tylko ludzkie zdrowie, ale również wolność, a niejednokrotnie i życie. Pod przykrywką choroby na tyfus plamisty, choroby wówczas pospolitej, której Niemcy panicznie się lękali, ratował życie wielu ludzi walczącego podziemia, lecząc ich nawet na sali opatrzonej napisem "Nur fur Deutsche". Brał czynny udział, jako "Doktor Adam", w organizowaniu z doktorami Kopciem ("Radwan") i Krynickim ("Korab") szpitala leśnego "665", a także filii szpitala w Tarnogrodzie i Frampolu. Był to bardzo trudny, ale jakże barwny i ubogacony czas życia doktora. Później były bitwy, w Lasach Janowskich i pod Osuchami, znalazło wówczas w szpitalu schronienie kilkaset osób, którym doktor wspólnie z ofiarnym i oddanym personelem przywrócił nie tylko zdrowie, ale i ocalił od śmierci. Między innymi w tym szpitalu był leczony Konrad Bartoszewski - "Wir." Pośród innych pomagał oficjalnie w tych działaniach, znany w środowisku lubelskim lekarz, dr Joachim Junke.

Jednym z przykładów etyki lekarskiej może być następująca historia: leżąca w szpitalu, poważnie chora Izabela W. -kochanka jednego z miejscowych gestapowców - wymagała natychmiastowej pomocy chirurgicznej, w przeciwnym razie zagrażała jej śmierć. Wiele osób sugerowało doktorowi, by zaniechał ratowania, z racji jej zachowania, doktor jednakże operował, ratując ją od pewnej śmierci. Po okresie rekonwalescencji, pani ta wymogła na kochanku, by urządził przyjęcie i zaprosił na nie doktora jako wyraz wdzięczności za wyleczenie - tak też się stało, i niebawem zjawił się w mieszkaniu państwa Pojasków posłaniec z zaproszeniem na przyjęcie.

Ryszard Złamański

©Arkadiusz Lipiec Informacje | Strona główna Szukaj: