Miasto | Historia | Kultura | Sport | Miejsca | Edukacja | Prasa | Okolice | Aktualności
 
Prasa
Gazeta "Tanew" 4/1996
Wspomnienia wielkanocne Stefanii Kwiecińskiej
Stefania Kwiecińska od wielu lat z pasją zajmuje się opisywaniem dziejów i obrzędowości rodzinnego Biłgoraja. Piętrzą się rękopisy wspomnień Autorki, ukazanych na tle historii Łabędziego grodu. Interesujące są jej eseje i opowieści. Z tych prac korzystali znani pisarze i publicyści.
"Dziś w jesieni życia Wielkanoc kojarzy mi się z radosnym przeżywaniem tego świata, ale nie zabrakło również lat pełnych dramatów i rozczarowań" - wspomina pani Stefania.

Nie zapamiętała atmosfery Świąt Wielkanocnych sprzed I wojny światowej, ale z opowieści rodziców dowiedziała się jak jeszcze w okresie zaborów obchodzono święta w Biłgoraju.
Po upadku powstania styczniowego, od 1863 r. był tu skoszarowany XIII Pułk Kozaków Dońskich. Oficerowie carscy, którzy przebywali w Biłgoraju wywodzili się najczęściej z zamożnych rodzin. Byli podobno wykształceni i pełni ogłady, w dodatku niezwykle przystojni. Nie uszło to uwadze biłgo rajskich panien i nawet skojarzyły się małżeństwa. W takich rodzinach Wielkanoc obchodzono podwójnie. Najpierw z obrzędowością katolicką, a w dwa tygodnie później były święta prawosławne. W tamtych latach orkiestra Kozaków Dońskich grywała koncerty świąteczne na "świeżym powietrzu". Mimo tych sympatycznych akcentów, z utęsknieniem wyczekiwano wolności Ojczyzny i uwolnienia miasta od kozackiego nadzoru.

Przyszedł czas I wojny światowej i wreszcie upragniona niepodległość. Te pierwsze święta szczególnie radośnie obchodzono. Przez kolejne dwadzieścia lat okresu międzywojennego -Wielkanoce w sitarskim grodzie były podobne. Wraz ze świętami udzielała się atmosfera wiosny, kiedy zakwitały bazie, zieleniły się trawy i drzewa wypuszczały pierwsze pąki. Po Wielkim Poście przygotowywano pachnące wędzonki, wspaniałe drożdżowe baby i wiele innych smakołyków. Dzieci z zaciekawieniem przejmowały od nestorek rodów zwyczaje tradycyjnego malowania pisanek - woskiem albo farbami. Przekomarzano się czyje pisanki są ładniejsze i czyje będą ozdobą stołu, lub trafią do koszyczka ze święconką. W Wielką Sobotę dzieci i młodzież zanosili do kościoła wiklinowe koszyczki wypełnione wielkanocnymi specjałami. Spod haftowanych serwetek zdobionych barwnikiem wystawały pęta swojskiej kiełbasy, suszony serek, pisanki, chrzan, szynka, ciasto l pieczywo.
Księża uroczyście święcili te Boże dary. W Wielką Niedzielę, rankiem, całymi rodzinami udawano się na nabożeństwo. Po rezurekcji spożywano tradycyjne śniadanie wielkanocne:
barszcz ze święconką.
Charakterystyczne były spotkania rodzinne, odwiedziny i spacery.
Ubierano się w świąteczne dnie niezwykle starannie. Dziewczęta oczekiwały na nowe sukienki uszyte z okazji świąt. Wielkim krzykiem mody były wówczas ażurowe buciki. W ładną pogodę panny udawały się w okolice starego cmentarza, aby zbierać tam fiołki, kaczeńce i inne wiosenne kwiaty. Całe przeprawy były ze śmigusem-dyngusem. Chłopcy uporczywie czatowali z naczyniami z wodą na nadchodzące dziewczęta, które oblewali bezlitośnie. Śmiechu było z tym co niemiara. Drugi dzień świąt to także czas wesel. Z zaciekawieniem, nie tylko goście weselni, ale i postronni, oglądali młode pary podczas uroczystych zaślubin.

Po południu, w drugi dzień świąt, roiło się na rynku od spacerujących mieszczan. A bligo rajski rynek był wtedy piaszczysty z kępkami zieleni. Na środku rosły 4 dorodne dęby, a wokół były żydowskie kramy. Rodacy także w tamtych latach zajmowali się kuplectwem i rzemiosłem. Znakomitą opinią cieszyły się wyroby biłgorajskich masarzy-Polaków, u których wiele rodzin zaopatrywało się na święta.

Pani Kwiecińska w okresie międzywojennym uczyła się w sześcioletnim Seminarium Nauczycielskim w Zamościu, później studiowała psychologię. W Biłgoraju pojawiała się w czasie świąt. Tym większa była jej radość ze świątecznego nastroju w rodzinnym domu. W 1937 r. wyszła za mąż i od tej pory już wspólnie z małżonkiem Wacławem i bliską rodziną spędzała kolejne Wielkanoce. Niedługo tę stabilizację zakłóciła II wojna światowa.

"Jakże te pierwsze Święta Wielkanocne w 1940 r. były inne od poprzednich - wspomina pani Kwiecińska. "Osiem pierwszych miesięcy wojny przyniosły żałobę w wielu, rodzinach. Zabrakło przy stole świątecznym bliskich, którzy albo utracili życie w walce, albo byli na froncie lub w konspiracji. Niektórzy zaginęli bez wieści. Święta w latach wojny byty pelne leź i rozpaczy i byty ubogie. Brakowało w wielu rodzinach świątecznych potraw. Zachowano jednak obrzędy i symbolikę tych świąt. Okoliczni chłopi pomagali przetrwać ten trudny czas. U nich zdobywało się żywność. Bestialsko rozprawiono się z Żydami z naszego miasta. Biłgoraj w dużej części Niemcy spalili. Pod koniec wojny stały kikuty domów. Ludzie wspomagali się wzajemnie. Prawie każda rodzina utraciła kogoś z bliskich. Ja także ukochanego brata Tadeusza. Miał ledwie 24 lata, kiedy gestapowcy go zamordowali. Był żołnierzem AK. Niezwykle odważnie dostarczał broń oddziałom partyzanckim. Brał udział w bitwie pod Osuchami. I w ostatnim roku wojny utraciliśmy go na zawsze. Tamte święta dla naszej rodziny upłynęły w atmosferze dramatu. Tradycyjne obrzędy i modlitwa towarzyszyły nam jak zawsze i w czasach radości i w wielkim bólu".

Potem przyszło oczekiwane zwycięstwo. Cieszyli się ludzie, mimo mieszanych uczuć. Była jednak ogromna nadzieja i zapał. Biłgoraj zaczął się odbudowywać. Świąteczne dyskusje prowadzono wokół tego, jak gród nad Ladą powraca do życia. W takich realiach jakie były - miejscowi Intelektualiści i działacze gospodarczy służyli temu miastu, jego rozwojowi.

"W trudnym powojennym czasie -mówi pani Stefania Kwiecińska - przez fosuemnaście lat byłam Kierownikiem Wydziału Zdrowia w Powiatowej Radzie Narodowej w Biłgoraju. Działałam w różnych organizacjach społecznych, m.in. w PCK, później w Klubie Seniora. Czas upływał nieublagalnie. Przed trzynastoma laty straciłam męża. Czas samotności wypełniam pisaniem wspomnień z dziejów tego miasta. Pasjami rozwiązuję krzyżówki, wiele czytam i cenię sobie rozmowy z interesującymi ludźmi Zamieszkałam w domu brata. Z jego rodziną spędzam teraz Wielkanoc. W moim pokoju zawiesiłam fotografie bliskich, których już nie ma. Oglądam albumy, analizuję życie i bieżące wydarzenia. I cieszy mnie, że doczekałam Polski prawdziwie wolnej, gdzie żyć jest trudno wielu ludziom, ale mimo tego - ta wolność jest wielką wartością".

I w tym roku - tradycyjnie jak zawsze na Wielkanoc, niezwykle urokliwa pani Stefania przystroiła swój pokój barwnymi palmami i koszyczkiem pełnym pisanek o typowo biłgorajskich motywach.

Opracowała Halina Olszewska

©Arkadiusz Lipiec Informacje | Strona główna Szukaj: