Miasto | Historia | Kultura | Sport | Miejsca | Edukacja | Prasa | Okolice | Aktualności
 
Prasa
Gazeta "Tanew" 4/1997
Stanisław Pojasek cz. II
Doktor odmówił wymawiając się chorobą, w kilkadziesiąt minut później posłaniec zjawił się z ponownym zaproszeniem, i tym razem doktor wymówił się podając jakieś usprawiedliwienie. Wzburzony afrontem gestapowiec po raz trzeci wysyła gońca do doktora jednak i tym razem odpowiedź jest odmowna - tłumaczy rodzinie i przyjaciołom, że nie może pojechać, bawić się i ucztować tam, gdzie jęczą maltretowani Polacy. Widząc, że może się to skończyć źle dla doktora, obecny wówczas przy tym, jego serdeczny przyjaciel - dr Szczepankiewicz - postanawia wbrew woli zaproszonego, pojechać z posłańcem na gestapo i jakoś starać się wytłumaczyć, nieobecność doktora.Gestapowiec, miał powiedzieć ze wzburzeniem "doktor Pojasek to twardy Polak".

Był również i taki czas, gdy miał nakazane każdego dnia meldować się w gestapo. Każdego dnia wychodząc z domu brał podręczną walizeczkę z niezbędnymi rzeczami i żegnał się z żoną, rodziną, przygotowując się na najgorsze. To było bardzo przykre i wyczerpujące, ten ciągły lęk, napięcie i nieodparta chęć czynienia dobra pomimo ciągłych zagrożeń.

W 1944 roku za swój czynny udział w konspiracji otrzymał Złoty Krzyż Zasługi z Mieczami. Rozkaz o nadaniu odznaczenia podpisał komendant Inspektoratu Zamojskiego AK mjr Edward Markiewicz "Kalina", który wraz z gratulacjami komendanta rejonu Biłgorajskiego "Orszy", przesłał doktorowi w łusce pocisku z pola bitwy pod Osuchami. Kiedy skończyła się okupacja, a później i wojna, niewiele w życiu doktora zmieniło się na lepsze. Ci, którzy poprzednio byli poszukiwani przez Niemców, teraz musieli kryć się przed funkcjonariuszami UB, a przecież chorych i rannych nie można było pozostawić bez pomocy. I znowu zaczęły się nachodzenia, szukania "bandytów", groźby i złorzeczenia. Przeminął wreszcie i ten czas. Teraz ze zdwojoną energią poświęca się doktor Pojasek rozbudowie szpitala. Nad parterem dobudowuje piętro, ilość miejsc z kilkudziesięciu wzrasta do kilkuset, zwiększa się również ilość lekarzy z kilku do kilkudziesięciu, których przyciąga rozgłos doktora. Jest dla nich wzorem i opiekunem, a swoim przykładem i osobowością inspiruje ich do zdobywania najwyższych kwalifikacji. Nie ukrywa w swym cieniu początkujących, daje im wolna rękę, wspiera poradą i dobrym słowem, uczy samo-dzielności, daje przykład jak uszanować człowieka, jego godność i służyć mu. Bardzo kocha dzieci, swoje i obce, kocha rodzinę, lecz nie zawsze ma zbyt wiele czasu dla niej. Bardzo lubił spacery po okolicy, a jeśli latem trafiła się jakaś wolna niedziela, wówczas z rodziną wybierał się gdzieś w plener, na kilkugodzinny piknik, ale nie za często trafiały się takie chwile, szpital odbierał go rodzinie, pochłaniał.

Był człowiekiem ogromnej wiary. Każdą wolną chwilą swojego życia zamieniał w czyn słowa zawarte w dziesięciorgu przykazaniach - "miłuj bliźniego swego...". Był lekarzem z powołania, a przede wszystkim, człowiekiem -Polakiem, Patriotą. Można by tu używać różnych przymiotników, jak: wielki, wspaniały itp., ale żaden z nich nie będzie właściwą miarą dla doktora Stanisława Pojaska, on przerasta te wszystkie najwznioślejsze określenia.

Ze wspomnień byłych pracowników szpitala:
- troszczył się nie tylko o chorych, ale i o ich rodziny, o personel szpitalny, pod wieloma względami był wymagający. W czasie wizyt musiał być porządek,sala wysprzątana, chory umyty i uczesany, wygolony, nakarmiony, pielęgniarki schludnie i skromnie ubrane, bez ozdób, pierścionków, gładko uczesane. Tak samo interesował go lekarz jak i salowa, o którą dopytywał się czy ma w zimie węgiel na opat, czy dzieci mają co jeść. Pomagał wielu ludziom zatrudniając ich w szpitalu lub wspierając finansowo. Kiedy w czasie prywatnej praktyki lekarskiej przyjmował pacjentów w swoim gabinecie, od wielu z nich nie brał należności za poradę, a niejednokrotnie wypisując receptę, pytał czy ma pieniądze na leki i sam z własnej kieszeni dawat na nie, gdy widział potrzebę.

Czas pracy miał nienormowany, był zawsze i wszędzie, w dzień, w nocy i o północy, zaczynał od obchodu wszystkich oddziałów, później penetrował zakamarki szpitala, dowiedział się o każdym chorym, a potem odbywała się narada z lekarzami i administratorem. Dopiero o godzinie 11 rozpoczynały się operacje, a było wówczas tylko kilku lekarzy i kilka sióstr zakonnych - pielęgniarek. Proponowano mu pracę w Lublinie, ale odmówił, pozostał w Biłgoraju.

W 1963 roku ciężka choroba uniemożliwiła mu dalszą pracę, ale mimo to starał się być aktywny, służyć radą i doświadczeniem. Jako ciekawostkę można podać, że doktor miał około czterdzieściorga chrześniaków, sama pani Drżewska trzykrotnie trzymała do chrztu z doktorem noworodki powite w szpitalu. Później, kiedy doktor sam, już jako pacjent, przez parę miesięcy przebywał w szpitalu, przy swoim łóżku zawsze trzymał jakieś praktyczne przedmioty - upominki. Odwiedzali go w czasie choroby jego wyrośli już liczni chrześniacy, a żaden z nich nie wychodził od niego z pustymi rękami, bez prezentu. W roku 1966 przeszedł na emeryturę a 26 stycznia 1967 r. umarł. W dziesięć lat po jego śmierci, ulicy Szpitalnej nadano nazwę Doktora Stanisława Pojaska, a w 15 rocznicę jego odejścia wmurowano na frontonie budynku szpitalnego tablicę pamiątkową, ufundowaną z dobrowolnych składek, przez pracowników służby zdrowia, poświęconą Jego pamięci - patrona tegoż szpitala. Od tamtej pory w styczniu br. minęła 30 rocznica śmierci, nie pozwólmy, by czas zatarł pamięć o tym zawsze życzliwym i śpieszącym z pomocą człowieku, by nie zostały po nim tylko nazwa ulicy i kamienna tablica, lecz życzliwe wspomnienie w naszych sercach.

Ryszard Złamański

Za pomoc w opracowaniu tego wspomnieniowego artykułu dziękuję wszystkim życzliwym rozmówcom - byłym współpracownikom dr Pojaska, a szczególnie doktorowi Wiesławowi Pękalskiemu, byłemu asystentowi, bliskiemu współpracownikowi dr Pojaska, głównemu inspiratorowi tej pracy

©Arkadiusz Lipiec Informacje | Strona główna Szukaj: