Miasto | Historia | Kultura | Sport | Miejsca | Edukacja | Prasa | Okolice | Aktualności
 
Prasa
Gazeta "Tanew" 4/1998
Marian Wróblewski
Do galerii osób powszechnie znanych w Biłgoraju dołączyć trzeba niekiedy postać mniej znaną, która dla innych może pozostać przykładem. Pojawia się problem jak przywrócić pamięci kogoś, kogo dawno już nie ma? Kiedy będzie to pogmatwany los człowieka i jego rodziny na tle wojennej tragedii. W historii Biłgoraja było wielu mieszkańców zasłużonych, powszechnie szanowanych autorytetów, o których wspominano w publikacjach, stawiano pomniki, efektowne grobowce .nazywano ulice ich imieniem. W tym przypadku nic takiego się nie stało. Na początku 1932r przybył do Biłgoraja młody, pełen życia i fantazji człowiek- Marian Stefan Wróblewski. Przyjechał tu do pracy w Starostwie Powiatowym. Z powodu wielu niepospolitych zalet bardzo szybko wzbudzał sympatię i zaufanie u przełożonych i kolegów ujmując ich uczciwością, pracowitością, odpowiedzialnością i wieloma jeszcze zaletami. Pracę, którą powierzono mu w starostwie, w RKU wykonywał ze szczególną odpowiedzialnością i zamiłowaniem, poświęcając jej wiele wolnego czasu. Nie umniejszało to jego zainteresowań towarzyskich, był przecież młodym kawalerem. Zapraszano go do znaczących biłgorajskich domów państwa Brodowskich, Gerbhardów (w późniejszym okresie kpt. Gerbhard został ojcem chrzestnym pierworodnego syna M. Wróblewskiego), inż. Michalewskiego. Tyzenhauzów. ks.Jana Samoleja i wielu innych. Z racji swej pracy związanej z wojskowością, był również członkiem Straży Pożarnej. Stopniowo poznawany byt jako gorliwy patriota, wykorzystywał każdą okazję na krzewienie miłości do Ojczyzny, patriotyzmu wśród młodzieży i znajomych. Bliska mu była znajomość ze znanym z patriotyzmu ks. J.Samolejem, wówczas prefektem kościoła rektoralnego p.w. św. Jerzego.

Marian Wróblewski miewał niezwykłe pomysły, pewnego lata wraz z dwoma kolegami postanowił zorganizować spływ kajakowy Ładą do Bałtyku. W okolicy istniejącego mostu na ul. Lubelskiej, w otoczeniu przyjaciół i znajomych, zamocowali na rzece przygotowany do spływu kajak, który ks. J. Samolej poświęcił i pobłogosławił uczestników wyprawy. Śmiałkowie szczęśliwie odbyli całą podróż. Stan kawalerski zakończył nasz bohater małżeństwem z panną ze Zwierzyńca, Zofią Mikulską.

Akt małżeństwa odbył się na Jasnej Górze w Częstochowie, 4 czerwca 1933 roku, a ślubu udzielał ks. J. Samolej. Przyszły na świat dzieci Ryszard i Maria. Życie rodzinne przebiegało zwyczajnie do wybuchu wojny. Niemcy wkroczyli do Biłgoraja, zaczęła się okupacja, wraz z nią terror, prześladowania, więzienia, obozy. Ta nowa sytuacja wzbudziła w Wróblewskim obowiązek patrioty. Został członkiem SPZ i ZWZ, włączając się czynnie do walki z okupantem jak inni znajomi; Antoni Radzik, Zygmunt Szalak, Aleksander Szozda, Edward Bielecki, Józefa Gebhard, Bogdan Hussar, Tadeusz Iwanowski, Stanisław Pojasek, Zofia Spalona, Jerzy Tyzenhauz i wielu innych. Z jego inicjatywy, na początku okupacji przybyli bliscy członkowie rodziny Różewscy Aleksander i Zbigniew (pochowani na cmentarzu w Górecku) Mirosława, późniejsza żona Tadeusza Błachuty, podejmując również walkę z okupantem. Pomimo, że zdawał sobie sprawę na co się naraża osobiście jak też i swoich najbliższych, ani na chwilę nie odstąpił od działalności konspiracyjnej i nigdy nie wątpił w słuszność tej walki. Aresztowany został 21 marca 1941r w drugim etapie próby rozbicia przez gestapo biłgorajskiego ruchu niepodległościowego. Aresztowano wtedy Wacława Spalonego i Romana Wahla. Wywieziony Został do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Tam już 7 czerwca 1941 r. został zamordowany, a rodzinę powiadomiono, że zmarł na skutek choroby serca. Nie ma jego mogiły, nie można złożyć kwiatów czy zapalić znicza. Tak minęło to życie, krótkie ale oddane Ojczyźnie.

Historia ta wymaga pewnego uzupełnienia. Wkrótce po jego aresztowaniu, żona Zofia zmuszona zaistniałą sytuacją wyruszyła na Wschód Polski już zajęty przez Sowietów, w nadziei zdobycia środków utrzymania dla dzieci. Sowieci aresztowali ją i wywieźli w głąb Rosji skąd dopiero po zakończeniu wojny powróciła do Biłgoraja. W tym okresie osierocone dzieci wychowywała babcia, matka Mariana Wróblewskiego. Dzięki pomocy dr Stanisława Pojaska, który zatrudnił ją w szpitalu opłacając pensję, mogła zabezpieczyć niezbędne potrzeby.

Nie jest moją intencją kreowanie nowego bohatera, ale przypomnienie mieszkańcom Biłgoraja o tym, że tutaj był człowiek przybyły z Łodzi, tu żył i został zapomniany. Niech więc pamięć o nim powróci choć w tym krótkim wspomnieniu.

Ryszard Złamański

©Arkadiusz Lipiec Informacje | Strona główna Szukaj: