Miasto | Historia | Kultura | Sport | Miejsca | Edukacja | Prasa | Okolice | Aktualności
 
Prasa
Gazeta "Tanew" 4/1999
Pożegnanie księdza Kazimierza
Wczesnym rankiem w niedzielę 21 marca br. zmarł nagle ks. kanonik Kazimierz Pińciurek, proboszcz parafii pw. św. Wojciecha w Momotach Górnych. Miał 71 lat, od 27 lat był duszpasterzem w Momotach. Ksiądz Kazimierz pochodził z Biłgoraja, z ubogiej rodziny zamieszkałej na Różnówce. O swoim dzieciństwie i wieku młodzieńczym pisał na łamach "Tanwi" w latach 1993 - 1996 w cyklu wspomnień o znamiennych tytułach; "Jak bułka to nie masło", "Piasek, żaby i drewniane łyżwy", "Praca to nie wszystko", "Spełnione marzenia", "Tato, chałupa się wali", "Łaźnia maturalna", "Studenckie kawały", "Prymicje". Ksiądz Kazimierz pisywał również do innych lokalnych i ogólnopolskich pism.

Wspomnienia ks. Kazimierza przywołują obraz dawnego Biłgoraja i jego ubogiej warstwy społeczności, są ważnym dokumentem w historii naszego miasta. Dalsza część wspomnień nie zostanie już nigdy napisana a takie były zamiary zmarłego. Jednak największym dziełem ks. Kazimierza jest drewniany kościółek zbudowany przez księdza z pomocą miejscowych parafian. Ksiądz Kazimierz pracował przy
nim jako główny architekt, projektant, cieśla, robotnik, uważał to za pewną część swego powołania. Szczególnego uznania wymagają prace snycerskie i rzeźbiarskie a również i witraże wykonane ręką ks. Kazimierza. Z wielkim zaangażowaniem, uporem i walce z przeciwnościami, których było niemało ze strony władz ówczesnych, realizował i dokończył kościół - dzieło swego życia.

Był niezwykłym kapłanem. W styczniu 1971 r zapowiedział wiernym, że nie będzie przyjmował opłat w pieniądzu ani w naturze z tytułu ślubów, chrztów czy pogrzebów. Ta rewolucyjna decyzja wywołała wielkie zakłopotanie u księży dekanatu i... samych parafian. Ksiądz Kazimierz, który w swej młodości zaznał wiele biedy, poznał co to jest głód, pragnął odciążyć od tych opłat najbiedniejszych. Rodziny zamożniejsze i tak wspomagały kościół. Trudno się dziwić, że był księdzem bardzo lubianym w parafii, dowodzi tego fakt, iż na Jego 25-lecie obecności w Momotach parafianie podarowali Mu Fiata 126p. Miejscowi i przybywający do Momot turyści powiadają, że ks. Kazimierz przemienił małą, zapomnianą gdzieś na odludziu wioskę w kurort. Niewiele w tym przesady. Drugim dziełem ks.Kazimierza jest ośrodek rekreacyjny, jakby harcerska stanica, która co roku zapełnia się młodzieżą - bo jak mało kto ją rozumiał i jak mało kto był jej przyjacielem. W Momotach wszędzie jest pełno śladów bytności ks. Kazimierza, był również zamiłowanym ogrodnikiem, zielarzem, muzykiem i w dosłownym znaczeniu gospodarzem domu parafialnego.

W swojej pracy duszpasterskiej wyraził wiele mądrych myśli, powiedział też tak "Jak człowiek widzi potrzebę i ma szczere chęci, to może zrobić więcej, niż mu się wydaje. To pochodzi od Boga" - te słowa wydają się być mottem życiowym ks. Kazimierza.

Pogrzeb ks. Kazimierza odbył się z udziałem wielkiej rzeszy ludzi wielu kapłanów, z wszelkimi honorami oddano cześć temu niezwykłemu, skromnemu Człowiekowi i Kapłanowi.

Pochowany został na cmentarzu w swojej parafii, w Momotach, tuż przy głównej bramie - tak sobie życzył.

Zachęcam do odwiedzenia Momot Górnych wszystkich czytelników, szczególnie w okresie wakacji i urlopów, by można było osobiście zetknąć się dziełem serca i rąk pozostawionym na zawsze przez ś.p. ks. Kazimierza. Odwiedźcie również cmentarz i na Jego grobie połóżcie chociaż jeden kwiat, bo zasłużył sobie bardzo na ten akt pamięci.

Marek J. Szubiak.

©Arkadiusz Lipiec Informacje | Strona główna Szukaj: