Miasto | Historia | Kultura | Sport | Miejsca | Edukacja | Prasa | Okolice | Aktualności
 
Prasa
Gazeta "Tanew" 6/1995
Jak czarne owce cz. X
Mira osłupiała z zaskoczenia, nie wiedziała, co ze sobą zrobić, co odpowiedzieć. Ręce Jej zaczęły drzeć, twarz pobladła, nogi Jakby wrosły w ziemię.
- No! Mów! - ponaglała Niemka. Starsza Kubiakowa usłyszała te słowa i bez namysłu zawołała z pokoju
- Pani już przyszła? Proszę tu do mnie! Czekałam na panią - weszła do przedpokoju, podchodząc do niej blisko. Mira ani drgnęła. Kublakowa chwyciła ją szybko za rękę.
-Czekałam na panią! - powtórzyła z naciskiem - To Jest pani Klinkenowa, może też zamówi u pani Jakiś sweterek -mówiąc to pociągnęła Mirę w kierunku drzwi do swego pokoju. - Chwileczkę! -przerwała głośno Helga - Najpierw powiesz mi kim jesteś i po co tu przyszłaś! Natychmiast! Mów! Nagłe łomotanie do drzwi ganku l dobiegający stamtąd hałas, zwróciły uwagę kobiet. Oba skrzydła drzwi otwarli robotnicy tartaczni l podtrzymując zgiętego wpół Klinkena, wprowadzili do mieszkania. Helga przeraziła się.
-Boże! Co się stało?... Tu... Tu na łóżko! - starała się pomagać ułożyć męża, który przeklinając l pojękując, palożył się.
Kubiakowa tymczasem wciągnęła Już Mirę do swego pokoju. - Pani Miro, na miłość boską, niech pani szybko wraca do domu. Tej Niemce, źle patrzy z oczu!
- Ale..., ale Helmut? Co mu się stało? Muszę zobaczyć!
- Nie waż się pani! Chodźmy, wyjdziemy przez kuchnię. Niech mi pani zaufa, tak będzie najlepiej.
- Ale..., proszę się dowiedzieć co mu się stało? Tak się boję!
- Dobrze, dobrze, ale nie teraz. Teraz musi pani pomyśleć o sobie... Nie rozumie pani? Chodźmy Już!- ponaglała Kublakowa ciągnąc ją za rękę. I tak znalazły się na podwórzu.
- Tak mi słabo - cicho powiedziała Mira.
-To nic, odpocznie pani tu na ławeczce. Przyniosę pani szklankę wody.
- Pani Kublakowa! Gdzie pani jest? -wołała Helga z kuchni.
- Idę! Idę! - odezwała się Kublakowa, wracając do domu.
- Trzeba zrobić kompres mężowi. Pani ml pomoże! Mira ochłonęła. Wstała.przeszła przez podwórze i ulicę. Ścieżką szła coraz szybciej, szybciej, zaczęła biec, wszystkimi siłami pędziła przed siebie. Jakby przed czymś uciekała. Przed oczyma wszystko zaczęło się kręcić, majaczyć, aż zatrzymała się zdyszana przy drzewie obok drogi. Objęła pień aby nie upaść i powoli oparła O niego głowę.

Środa dwudziestego drugiego kwietnia była deszczowa. Padał drobny, ale dokuczliwy, gęsty deszczyk mocząc ubrania l głowy idących obok siebie ludzi. Resztki Żydów opuszczały Biłgoraj. Mira podtrzymywała pod rękę swoją kuzynkę Chaję, w drugiej ręce niosła niewielką walizkę.
Niektórzy spoglądali Jeszcze z furmanek, na niknący w deszczu obraz miasta, jakby żegnali je na zawsze.
- Nie ciociu. Ja tam jeszcze wrócę! Ja się nie dam - mówiła Mira. Tam jest reszta mego życia. Tam.., została. Muszę wrócić.
- Daj spokój Miro... Daj spokój. Nie patrz w tamtą stronę. Przed przeznaczeniem nie uciekniesz - powtarzała Chaja.

Rozdział IV

Zmiany
Kuracja Klinkena polegająca na leżeniu na wznak z podkulonymi nogami na deskach umieszczonych w łóżku, przykrytych dwoma kocami oraz smarowaniem l zastrzykami zapowiadała się na dwa trzy tygodnie. Jak przewidywał lekarz.
- Leczenie pańskiej dyskopatii wymaga czasu. Trzeba cierpliwie leżeć -powiedział na wstępie doktor.
- Niech to diabli! - klął głośno Klinken. Helga już po paru dniach zdążyła nawiązać znajomości z Gessingami i Grosmeistrami, chytrze wślizgiwała się w życie domowe Kubiaków, wspominając, że jest ze Śląska, a nie z Niemiec. Wykorzystywała każdą okazję, aby cokolwiek dowiedzieć się o Mirze Adenberg. Pilnie czuwała, by do Klinkena nie dotarły żadne wiadomość o Żydach od Strelta, Jodlera Czy gestapowców. Klinken niecierpliwił się, próbował chodzić z pomocą laski. Gdy Helga wyszła do miasta.wstal, doszedł do kuchni, gdzie zastał młodszą Kubiakowa.
- Czy pani wie co się dzieje z Mirą? Przecież tu była Jak mnie przyprowadzili. Gdzie ona jest? Nic o niej nie wiem, proszę ml powiedzieć - pytał natarczywie, patrząc w oczy Kubiakowej.
- 2ona pana zakazała nam tak rozmawiać
- odparła Jadwiga.
- Proszę mi powiedzieć; Przecież pani coś wie... .przecież ja pani też..., proszę!... - chwycił Jadwigę za rękę, ściskał ją mocno l patrzył jej w oczy.
Kubiakowa wahała się. Przed sobą miała skulonego, opartego na lasce mężczyznę, z wykrzywioną bólem twarzą i czekającymi na odpowiedź szeroko otwartymi oczyma. To nie był już ten herr leutnant - wyniosły silny, rasowy pan z pejczem w ręku. Teraz prosił, choćby o Jedno słowo, o jakąkolwiek wiadomość. W jego oczach dostrzegła błaganie.
- Mira została wysiedlona do Tarnogrodu razem z resztą Żydów z miasta, chyba już nikogo z nich nie ma. Panie KUinken, proszę zapomnieć,że ja to panu mówiłam.
- Ona..., do Tamogrodul - Klinken cofnął się zaskoczony - Przecież miało być inaczej.... Ona miała wyjechać! Ona..., ona - mówił chaotycznie, jakby usprawiedliwiając się - Co Jeszcze pani wie, proszę ml powiedzieć!
- Nie wiem o niej więcej. Żona pana o nią wypytuje...- dodała Jadwmga. urywając nagle w obawie, że powiedziała już za wiele.
- Dziękuję pani! To dla mnie bardzo ważne. Bardzo dziękuję! - ukłonił się Kubiakowej l pojękując z bólu powlókł się do łóżka. Położył się. W te) chwili poczuł się bezsilny, zaciskał pięści coraz mocniej, aż uderzył nimi z całełej siły w deski.
Helga przyjechała bryczką z miasta, z zakupami.
- Zrobiłam zakupy w naszym sklepie! U Polaków tak drogo... masło po sześćdziesiąt, słonina po czterdzieści i pięćdziesiąt... Kupiłam kurę- będzie rosół! Dlaczego nic nie mówisz? I nie pal tych papierosów, bo aż ciemno w tym pokoju! - mówiła bez przerwy, nie patrząc na męża. Otwarła okno l wyszła do kuchni.
Pokój powoli napełniało świeże powietrze, niosąc ze sobą zapach kwitnących wiśni. Klinken odwrócił się i spojrzał w okno - tak blisko było to drzewo l tak wspaniale zapachniały te opadające już kwiaty.
"Czy bez też pachniałby tak mocno, gdyby ona tu była,, - zamyślił się. Tak bardzo chciał ją teraz zobaczyć. "Ona by się cieszyła tym zapachem. Ona przecież tak umiała się cieszyć" - starał się przypomnieć sobie jej uśmiech.
- Wiesz, musimy wyrzucić tych Kubiaków z tego domu - piskliwym głosem przerwała ciszę Helga, wnosząc do pokoju jakieś naczynia - Dlaczego ten telefon jest u nich? To nam Jest bardziej potrzebny! Potrzeba nam więcej miejsca!!.. Słyszysz? przecież mam rację
- terkotała Helga.
-No...,l ogród! Pod moją ręką będzie wyglądał Inaczej. Najpierw zetnę te bzy
- są za blisko domu. Tą wlśnlę,chyba też,.. Słyszysz?
- Zamilcz! - syknął Klinken.
W połowie maja od kilku dni było ciepło, kusiło to ludzi, ale wychodzili tylko wtedy, gdy było trzeba. Późnym popołudniem obie Kubiakowe wracały do domu z wizyty u brata pani Jadwigi, który był kolejarzem. Szły ulicą Kościelną, zajęte nowymi wiadomościami o napadzie na auto starosty pod Korytkowem.
-Mówię mamie, że to prawda! Przecież wiem od Ryśka, to nie żadni bandyci, tylko nasi z organizacji -przekonywała teściową pani Jadwiga
- Boże! Popatrz! Popatrz, kto to idzie tam koło parku - przerwała starsza pani. Mamo... przecież to...,Mlral macha nam ręką i śmieje się!
- Boże! Czy ona zwariowała?- starsza pani przystanęła. Mira podbiegła do nich.
- Dzień dobry moje panie! - powiedziała z radością

cdn.

©Arkadiusz Lipiec Informacje | Strona główna Szukaj: