Miasto | Historia | Kultura | Sport | Miejsca | Edukacja | Prasa | Okolice | Aktualności
 
Prasa
Gazeta "Tanew" 6/1998
Oaza człowieczeństwa
Upośledzenie umysłowe jest stanem wrodzonym lub nabytym we wczesnych okresach rozwojowych. Wskutek nieprawidłowego rozwoju ośrodkowego układu nerwowego lub chorób tego układu - sprawność umysłowa osoby nie może osiągnąć prawidłowego poziomu.
Niedorozwoju umysłowego nie można wyleczyć, usunąć. W niektórych przypadkach można uzyskać poprawę przez stosowanie odpowiednich metod wychowawczych i rehabilitacyjnych, zwłaszcza w stanach lekkiego i umiarkowanego upośledzenia. Nie można dopuścić do pogłębiania się upośledzenia.

Tak, w encyklopedycznym skrócie, określa się stan ludzi, których społeczeństwo uważa za innych, i niekiedy niżej sklasyfikowanych w hierarchii człowieczeństwa.

W Teodorówce jest ich miejsce na ziemi - oaza człowieczeństwa.
- Jak będziesz niegrzeczny to cię oddam do głupich dzieci, do Teodorówki i tam cię zjedzą! Straszyła mnie kiedyś babcia, tak jak setki babć - setki swoich wnuków w Biłgoraju. Taka była świadomość społeczna kiedyś.

Teodorówka dziś
To nawet nie wieś koło Biłgoraja, to tylko Dom Pomocy Społecznej dla Upośledzonych Umysłowo. Dawniej był tam folwark, dwór, wokoło trochę łąk, lasy, cisza, spokój. Obok dworu wyrosły nowe budynki, wyrównano i oczyszczono posesję, powstały boiska sportowe, trawniki, alejki - jest czysto, wszystko uporządkowane. Wewnątrz budynków również schludnie, wystój wnętrz na przyzwoitym

poziomie, jakby nietypowym dla takich placówek. Meble jak nowe, choć ich niewiele. Są wszystkie potrzebne pomieszczenia: stołówka, świetlice. Jest 16 różnych pracowni. Praca, czy przynajmniej jej namiastka, to rodzaj terapii. Uczą się tu dziewiarstwa, tkactwa, wikliniarstwa, fryzjerstwa, krawiectwa, plastyki, ceramiki, są sale dydaktyczne, terapii ruchowej, jest nawet siłownia. Sport okazuje się sprzymierzeńcem w hamowaniu upośledzeń. Co roku odbywają się zawody sportowe w Koninie - grają tam w piłkę nożną, biegają - wszyscy są nagradzani. Przywożą piękne złote puchary. W miejscowości Kaczurki będzie obóz dla głęboko upośledzonych. To wszystko jest dla nich kawałkiem świata

Pokoiki tu niewielkie, najczęściej, 2-4 osobowe. Tu mieszkają mężczyźni, kobiety i dzieci od 3 do 75 lat, czasem do śmierci.

Oni
Niektórzy przybyli tu jeszcze w 1957 roku i tu jest dom ich całego życia. Mówi się tu na nich - mieszkańcy. Jest ich 147 osób, 100 kobiet, 25 mężczyzn i dzieci. Są w różnym stanie -od lekkiego upośledzenia do bardzo głębokiego. Dziecko w takim stanie tylko leży i chyba nie wie, że żyje. Czasami jakiś nieznaczny uśmiech, jakiś grymas na twarzy - tak wyrażają odczucia, tylko takie są ich ludzkie odruchy. W jednym z pokojów siedzi na łóżku, półnagi młody chłopiec, prawie dziecko i w milczeniu rytmicznie uderza się pięścią w głowę. On nie wie co to znaczy. Skrajny przypadek. W jego wiosce mówili - Ot, takie głupie dziecko!

Momentami wydaje się, że to nie koniec XX wieku.
Inny młody, pochodził gdzieś spod Hrubieszowa, był ciężarem. Co z takim na wsi zrobić? Żył w chlewie, przywiązany za nogę od żłobu, nie widywał świata. Tak rok po roku, wśród bydła i trzody. Przyszła choroba odzwierzęca.

Pracownikowi socjalnemu z gminy udało się wyrwać go "rodzinie". Tu znalazł oazę człowieczeństwa. Tu prawie każdy przypadek jest wstrząsający. W mieście trochę inaczej, ale podobnie. Matka z dużego miasta porzuciła córkę, nie chciała jej znać, widzieć. Dziewczyna trafiła do Teodorówki, tęskniła, była zagubiona, straciła coś bardzo ważnego. Teodorówkowa "rodzina" uparła się. Zawieźli ją do matki na spotkanie, chwilę rozmowy. Zauważyli odradzającą się więź. Zawieźli ją jeszcze raz. Będą wozić dotąd, aż się uda, aż odrodzą się uczucia. To dla nich bardzo ważne. Nikt nie zastąpi im rodziny, mimo najlepszych warunków. Oni gdzieś w swoich sercach noszą tęsknotę za najbliższymi, czekają na wizyty całymi dniami. Najczęściej daremnie. Są tacy, którzy się boją, pozostał uraz, nie chcą nikogo widywać. Może czas coś zmieni. Rodziny najczęściej wstydzą się ich. Są wyrodne matki, które zapomniały swojego dziecka, a w swoim środowisku kreują się na wzór cnót. Są i tacy, którzy noszą w sobie poczucie winy. Inni myślą krótko -zapomnieć i nie rozdrapywać starych ran i dalej z tupetem pchać się przez życie. Wydaje się czasami, że w tym upośledzonym ludzkim strzępie, jest więcej człowieczeństwa i ludzkich uczuć niż u ...

Ich najbliżsi
To osoby tzw. pierwszego kontaktu, zastępują im ojca, matkę, pielęgniarkę, powiernika, kuratora. Potrafią ich zrozumieć, dobrze poznać, utrzymać kontakt choć czasami tylko na migi. Niekiedy trudno ich zrozumieć, muszą wnikać w ich osobowość, otworzyć "wnętrze". Skutki mogą być też nieprzewidziane. Można się spotkać z agresją. Jedna z opiekunek w ostatniej chwili uniknęła uderzenia potężnym drągiem - przypadek ? Najczęściej jest satysfakcja. Wyciągają do swoich najbliższych ręce, pozdrawiają, potrafią być serdeczni, uśmiechnięci.

Po wielu, wielu próbach potrafią powiedzieć do swojej najbliższej - mama, i wyrazić swoje zaufanie. Ta praca, to rodzaj posłannictwa, nie dla każdego. Są tacy, którzy w Teodorówce pracują ponad 30 lat. Większość kadry to młodzi ludzie, dobrze przygotowani i wykształceni. Pracuje 30 pielęgniarek, 26 opiekunów-pedagogów, psychologowie, lekarze, pracownicy socjalni. Kadra jest ustabilizowana, choć zarobki nie najwyższe. Tu czują się potrzebni, tu znajdują sens pracy i wykonują rozmaite czynności, niekiedy najgorsze. Nad wszystkim czuwa dyrektor "Teodorówki" Henryk Zając, dla mieszkańców po prostu "tata". Jest z zawodu inżynierem, był nauczycielem. W 1996 roku wygrał konkurs na szefa "Teodorówki"
- Od pierwszego dnia kiedy tu przyszedłem, nie czułem dystansu, nie potrzebowałem aklimatyzacji, jakbym tu pracował lata. Mam z nimi wszystkimi dobry kontakt. Prześcigają się, kto pierwszy się ze mną przywita, zamieni parę słów. Niechbym tylko odmówił poczęstowania się papierosem, byłaby wielka obraza ! Wydaje się, że ich rozumiem - to nie są gorsi ludzie od nas w swoim człowieczeństwie, im po prostu potrzeba, tak jak nam, bliskiej ludzkiej istoty. W uczuciach nie różnią się od nas, są radośni i są smutni, bywają zdenerwowani. Myślę, że to oni nas tu zatrudniają i my im mamy służyć, by ratować ich człowieczeństwo - powiedział mi pan Zając. Terapia - integracja Zespół terapeutyczne diagnostyczny opracowuje programy opieki indywidualnej dla każdego mieszkańca. Zespół, to - kierownik działu zajmującego się mieszkańcem, osoba pierwszego kontaktu, pracownik socjalny, dwóch psychologów. Realizacja programu jest najważniejsza i często bardzo trudna, szczególnie w przypadkach głębokiego upośledzenia - tych tylko leżących. W Teodorówce obowiązują pewne zasady życia. Generalna mówi, że to jest ich dom, oni - to rodzina. Mają prawo wyboru pokoju, wybierają sobie współmieszkańców, osobę pierwszego kontaktu. Muszą czuć się dobrze w tym otoczeniu. Mogą wybierać sobie zajęcia w pracowniach, czy rodzaj pracy. Wybierają zajęcia sportowe i przy pomocy opiekunów i zaleceń lekarskich zajęcia rehabilitacyjne. Integracja idzie dwoma kierunkami. Przybliżenie społeczeństwa do mieszkańców - służą temu spotkania, wizyty władz: wojewody, burmistrza, wójta. Odwiedzali Teodorówkę artyści - Stefan Szmidt, Elżbieta Igras i inni. Trzeba pozyskać dla sprawy ludzi, którzy potrafią prostować fałszywy obraz Teodorówki

- Większość społeczeństwa biłgorajskiego nie wie co tu jest, słyszeli może coś o Teodorówce, ale co tu się dzieje - nie wiedzą. Dlatego chcę wyjść z tym do społeczeństwa - powtarza dyrektor Zając.
Ogromną pracę wykonują biłgorajscy duszpasterze. W Teodorówce jest kaplica, systematycznie odbywają się nabożeństwa, uroczyście obchodzi się święta. Ks. dziekan Bogusław Wojtasiuk traktuje swoją tu obecność jako szczególny obowiązek. Tu utworzony został specyficzny mały Kościół.

Drugi rodzaj terapii to przybliżanie ich do społeczeństwa. Trzeba, żeby byli wśród nas, żeby społeczeństwo przestało się ich wstydzić. Przyjeżdżają do Biłgoraja po zakupy, spacerują po mieście, siadają na ławkach w parkach, przychodzą do kościołów, do kawiarni, chcą uczestniczyć w świętach. Chcą żyć jak ludzie wśród ludzi. Po każdym wyjeździe wracają z Biłgoraja pełni wrażeń, są zadowoleni. To był dla nich ten kawałek pięknego świata wśród ludzi. Czy ten piękny świat -społeczeństwo, potrafi spojrzeć na nich inaczej ?

Kiedy wyjeżdżałem z Teodorówki, przez szyby zamkniętych okien żegnały mnie szeroko otwarte dziesiątki smutnych oczu i czułem w tym spojrzeniu ciekawość i tęsknotę. Tych oczu tak szybko się nie zapomina.

Marek J. Szubiak

©Arkadiusz Lipiec Informacje | Strona główna Szukaj: