Miasto | Historia | Kultura | Sport | Miejsca | Edukacja | Prasa | Okolice | Aktualności
 
Prasa
Gazeta "Tanew" 7/2000
Za sprawiedliwą bili się rzecz

Przy Grobie Nieznanego Żołnierza w stolicy na tablicach rejestrujących wysiłek zbrojny narodu polskiego tuż za Monte Cassino (11-25.V.1944r.) wyryto: Lasy Janowskie - Puszcza Solska (9-25.VI.1944r.) i Osuchy (2526.VI.1944r.). Dowództwo niemieckie operacji tej nadało kryptonim "Sturmwind" - Huragan. Huragan w Lasach Janowskich, Biłgorajskich i Puszczy Solskiej.

Przez historyków operacja ta uważana jest za największą bitwę partyzancką, jaka miała miejsce na ziemiach polskich, nie tylko z powodu ilości zaangażowanych w niej sił z obu walczących stron. Czas, miejsce, obszar i wynik walki wyznaczały jej znaczenie. Chodziło bowiem o przyśpieszenie tempa wyzwolenia ziem polskich na głównym kierunku frontu wschodniego.

Do bitwy tej doszło 14 czerwca 1944 roku, 8 dni po lądowaniu wojsk alianckich na wybrzeżu Normandii we Francji, w operacji "Overlord", która rozpoczęła drugi front wyzwoleńczy w Europie.

W tym czasie na froncie wschodnim była już zaplanowana wielka operacja ofensywna Armii Radzieckiej "Bagration", która miała wyzwolić Białoruś, rozwinąć się szerokim frontem w stronę Wisły, rozpoczynając wyzwolenie ziem polskich. Stratedzy niemieccy zatrwożyli się perspektywą przeniesienia się działań wojennych na ziemie niemieckie z zachodu i ze wschodu. Front wschodni budził szczególny strach Niemców. Przecież to na Wschodzie Europy hitlerowcy popełnili największe zbrodnie ludobójstwa - pozostawiając za sobą spaloną ziemię i dziesiątki milionów zabitych i okrutnie zagazowanych ludzi. Obawiali się bezlitosnej zemsty. Wzrosła wiec desperacja i bezwzględność walki. Ziemie polskie stały się dla nich przedpolem obrony Berlina, zagrożonego z kierunku wschodniego. Rosła zaciętość walki po obu stronach, choć źródła jej były inne: jedni mieli przed sobą pewność Victorii, drudzy strach przed karą za zbrodnie.

Kompleks Lasów Lipskich, Janowskich, Biłgorajskich i Puszczy Solskiej, rozciągający się od Wisły do Tomaszowa Lub. na długości ponad 100 km, opanowany przez partyzantów, przecinały rokadowe linie komunikacyjne północ - południe, na bezpośrednim zapleczu wojsk niemieckich. Możliwość szybkiego przerzucania wojska i zaopatrzenia dla frontu była bardzo ważna. Tymczasem od połowy kwietnia 1944 roku, w tym newralgicznym dla frontu obszarze Lubelszczyzny, oddziały partyzanckie nasiliły uderzenia w kolejowy transport dostaw wojskowych na front, na mosty i stacje kolejowe, na kolumny samochodowe, posterunki policji i patrole żandarmerii. Setki takich akcji wykonano również w maju. Siłami kilku batalionów policyjnych i wojskowych dystryktu lubelskiego okupant przeprowadził akcje przeciwpartyzancką "Maigewitter", która załamała się w bitwie ze zgrupowaniem oddziałów partyzanckich AL. i radzieckich pod Rąblowem 14 maja.

Niemieckie władze kolejowe meldowały, że kolej wschodnia GG jest zagrożona unieruchomieniem przez partyzantów. Generalny gubernator okupowanej Polski Hans Frank w maju na poufnej naradzie stwierdził, że "dystrykt lubelski w 1/3 części nie znajduje się już w rękach niemieckiej administracji ".

Władze okupacyjne wiedziały, że w krytycznej chwili wycofywania się wojsk niemieckich na Zachód, do działań partyzanckich mogą również włączyć całą swą siłę oddziały Armii Krajowej, w myśl wskazań planu "Burza". Te okoliczności wyznaczały znaczenie operacji przeciwpartyzanckiej w Lasach Janowskich i Biłgorajskich, która trwała nieprzerwanie od 9 do 26 czerwca 1944 r.

Niemcy rzucili do walk z partyzantami 3 dywizje wojsk z odwodu armii frontowej, co wraz z oddziałami pomocniczymi oznaczało ponad 30 tysięcy żołnierzy wyposażonych w artylerię i czołgi. Użyto także lotnictwo - grupę samolotów z 4 Floty Powietrznej . W rozkazie dowództwa zapisano dosłownie: "W walce z bandytami nie krępować wojska żadnymi ograniczeniami. Jeżeli tego wymagać będzie wykonanie zadania, to odpadają wszelkie względy wobec kobiet i dzieci ". Polecenie zastosowania wszelkich środków gwałtu wobec ludności cywilnej na obszarze objętym operacją, świadczyło o grozie sytuacji.

Kulminacją operacji była bitwa nad Branwią pod Flisami, 14 czerwca. W kotle okrążenia znalazły się oddziały partyzanckie AL, BCh, AK, około 1500 ludzi i oddziały partyzantki radzieckiej, ponad 1700 ludzi, razem około 3200, gotowych na wszystko partyzantów. Połączone śmiertelnym zagrożeniem, wyłoniły wspólne dowództwo i w osiemnastogodzinnym ciągłym boju wykazały swą siłę i męstwo. Nie do opisania są wszystkie epizody bohaterstwa, przejawianego w dziesiątkach szturmów, kontrataków, walki wręcz. Nad polem bitwy unosiły się dymy lasu podpalonego przez atakującego przeciwnika. Waliły się drzewa łamane przez wybuchy pocisków artyleryjskich i bomb zrzucanych bezustannie przez samoloty na okopy partyzanckie. Rozpalone od ciągłego ognia lufy karabinów maszynowych, gdy zabrakło wody partyzanci chłodzili własnym moczem. W brawurowym ataku zdobyto baterię artylerii niemieckiej i natychmiast skierowano lufy armat do ostrzeliwania przeciwnika.

Straty niemieckie poniesione w Lasach Janowskich wynosiły, według meldunków sztabów dywizji 495 zabitych, zaginionych i rannych. Nie obejmują one strat oddziałów policji i żandarmerii oraz legionu Kałmuków, które były także dość znaczne. Dyrektor szpitala polskiego w Janowie Lubelskim, pełniącego na ten czas funkcję szpitala polowego Niemców, świadek krwawych żniw bitwy, wspomina, że 14 czerwca - "do szpitala zwożono cały dzień i całą noc setki rannych Niemców. Opatrywano i operowano w kilku salach. Przez szpital przeszło wtedy 1250 rannych. Transportery gąsienicowe przywoziły setki zabitych".

Partyzanci w tej fazie bitwy stracili 105 zabitych i zaginionych oraz 104 rannych. Partyzant ginął na linii obrony w lesie, walcząc do ostatniego naboju. W stosunku strat zawarta jest trudna do opisania zaciekłość walki.

Dowódca wojsk niemieckich gen. Haenicke, zaskoczony niespodziewaną siłą oporu partyzantów, zmuszony został zameldować swemu zwierzchnictwu fiasko operacji "Sturmwind" w tej fazie operacji.

Partyzanci w nocy po bitwie, wyrwali się z kotła i forsownym marszem, przerzucili się 40 km. na wschód do Lasów Biłgorajskich i Puszczy Solskiej, gdzie uczestniczyli w drugiej fazie operacji "Sturmwind". Wzięły w niej udział stacjonujące tam oddziały AK i BCh (liczące ponad 1200 ludzi) oraz oddziały radzieckie. W sumie w okrążeniu podczas drugiej fazy operacji znalazło się około 5 tysięcy partyzantów.

Doświadczeni porażką pod Flisami nad Branwią, Niemcy rozpoczęli systematyczne zaciskanie pętli okrążenia, posuwając się codziennie i ostrożnie po kilka kilometrów z różnych stron. Siły partyzanckie spychane do coraz bardziej malejącego kotła, próbowały przedrzeć się przez pierścień okrążenia oddzielnie, pojedynczymi oddziałami lub grupami, przeważnie jednak bez sukcesu, ponosząc straty.

Z inicjatywy dowódców oddziałów, które wyrwały się z okrążenia pod Flisami, zaproponowano dowództwu zgrupowania AK przełamanie pierścienia okrążenia, podobnie jak pod Flisami, skoncentrowanymi siłami wszystkich oddziałów. Do tego jednak nie doszło, gdyż dowódca sił AK miał inne plany.

Wówczas niektóre oddziały AL postanowiły przebijać się pojedynczo na północ. Inne zaś, w tym także wspólnie z większością oddziałów radzieckich, 25 czerwca szturmem przebiły się z okrążenia na południe i udały się w stronę Bieszczad. Natomiast większość oddziałów AK rozkazem swego dowódcy została zatrzymana w kotle licząc na ukrycie i przeczekanie akcji wroga w bagnistej gęstwinie puszczy. Wróg nie wdał się jednak w pościg za oddziałami, które przedarły się przez pierścień okrążenia, lecz postanowił przeczesać puszczę w jej bagnistej części.

Wyczerpani z sił partyzanci AK, 26 czerwca, w rozpaczliwej obronie ponieśli ogromne straty, do dziś jeszcze nie policzone, szacowane na około 600 ludzi. Wielu padło w trzęsawiskach mokradeł, ranni tonęli w bagnach, ciała kilkuset poległych spoczywają na cmentarzu pod Osuchami. Jeszcze po paru miesiącach po wyzwoleniu, służba leśna i ludzie zbierający grzyby przypadkowo odnajdywali ciała partyzantów. Były wypadki wstrząsające, kiedy na wysokich drzewach, wśród gałęzi, wypatrzono martwych partyzantów, którzy przywiązywali się doń pasami, aby ukryć się przed wrogiem. Trudna do wyobrażenia była tragedia tych żołnierzy. Oddziały AL tym razem straciły około 100 partyzantów, radzieckie około 40. Walka ta należy do chlubnych tradycji zarówno AL, AK i BCh, jak i partyzantów radzieckich. Obok dominującego udziału Polaków, w bitwie tej mężnie walczyli Rosjanie, Ukraińcy, Gruzini, Ormianie, Azerowie, Żydzi, Tatarzy i inni.

Chylmy czoła przed bohaterstwem uczestników tej wielkiej bitwy partyzanckiej ! Nie daremnie została przelana ich krew. Powtórzmy słowa wypisane na drewnianym krzyżu obok Pomnika nad Branwią "Za sprawiedliwą bili się rzecz". W obchodach rocznic wielu bitew nie najważniejsza jest oprawa sceniczna, lecz głównie chodzi o ich pożytek edukacyjny, pobudzenie pożądanych emocji patriotycznych.

Pomni jesteśmy praktyk stosowanych w przeszłości, kiedy to przy podobnych okazjach manipulacje ideologiczne prowadziły do zniekształceń prawdy, przemilczania i ukrywania niewygodnych faktów historycznych. Są, niestety obawy, że praktyki te mogą mieć miejsce i dziś w środkach masowego przekazu a może nawet w niektórych wystąpieniach na uroczystościach.

A przecież chodzi o wydobycie autentycznej prawdy o czasie wojny! Jestem jednym z uczestników walk w operacji "Sturmwind". Głos zabieram z pozycji owej wspólnoty bojowej, która powstała na polu bitewnym w okrążeniu wroga nad Branwią w czerwcu 1944 roku. Byliśmy koalicją sił walczących o Polskę wolną, sprawiedliwa, niepodległą. Wtedy, niezależnie od barw organizacyjnych - Alowcy, Akowcy, Bechowcy - wraz z sojusznikami ze Wschodu zwyciężyliśmy.

Pamięć tamtego zwycięstwa chcemy uczcić wyciągnięciem nauk z przeszłości na dziś. Cóż na ten temat można powiedzieć? Wydaje się, że potrzebny jest wysiłek zrozumienia przeżytej przeszłości i trud porozumienia się, ponad podziałami, w kwestiach najważniejszych dla losu Ojczyzny. Czy to jest możliwe? Kombatancka lekcja życiowa podpowiada - tak! Zacznijmy więc od własnego sumienia.

Stanisław Wroński

©Arkadiusz Lipiec Informacje | Strona główna Szukaj: