Miasto | Historia | Kultura | Sport | Miejsca | Edukacja | Prasa | Okolice | Aktualności
 
Prasa
Gazeta "Tanew" 7/1996
Nasz ostatni obóz harcerski
Jak dobrze nam głęboką nocą
wędrować jasną wstęgą szos
Patrzeć jak gwiazdy niebo złocą
i czekać co przyniesie los
Mieć w uszach szum,
mieć w uszach szum
strumieni śpiew
a w żyłach roztętnioną krew.

Tak śpiewałyśmy idąc w słoneczny dzień, jasną wstęgą szosy z Markowicz do wiejskiego kościółka w Księżpolu na Msz. św. Był lipiec 1939 rok. Rozbiłyśmy obóz nad Tanwią niedaleko mostu. Pięć namiotów stanęło na łące nad rzeką. Na wolnej przestrzeni stoły i ławy do posiłków. Pod drzewami polowa kuchnia. Na maszcie biało-czerwona flaga, drużynową była pani Katarzyna Krzyśkowowa, nauczycielka szkoły podstawowej w Biłgoraju. Zastępowe to panie Buiłkówna i Borkówna. One to przygotowywały nam posiłki. Dla nas harcerek zostały ustalone zajęcia. Rano apel, poranna modlitwa, gimnastyka, śniadanie. Przed południem częste wycieczki po okolicy. Niektóre harcerki pełniły dyżury pomagając przy sporządzaniu posiłków zmywaniu naczyń, pilnowaniu namiotów. Przed obiadem kąpiel w rzece. Woda była ciepła, bo lato było gorące a Tanew to najcieplejsza rzeka w Polsce a podobno nawet w Środkowej Europie. Po obiedzie obowiązkowy wypoczynek w ciszy. Chodziłyśmy też do pobliskiego lasu na czarne jagody. Po kolacji często ognisko a przy ognisku śpiewy harcerskich piosenek i gawędy, ale nim zapadała noc znów apel i wspólna wieczorna modlitwa. Nocami trzymałyśmy przed namiotami warty zmieniając się co dwie godziny. Z wielkim przejęciem czuwałyśmy na baczność prawie. Księżyc swym blaskiem oświetlał nasz obóz, drzewa rosnące nad brzegiem rzeki rzucały długie cienie na namioty. W południowej stronie cicho płynęły wody Tanwi w stronę mostu i tylko od czasu do czasu słychać było w gęstwinie drzew głos puszczyka. Zresztą cisza. Tylko po obozie chodził cicho pomrukując wilczur naszej drużynowej. Dzień budził nas różową zorzą i wschodzącym słońcem.

Atmosfera na obozie wspaniała, nikt nie zakłócał nam spokoju, pogoda piękna, nie pamiętam nawet czy padały deszcze. Każdej niedzieli odwiedzały na rodziny. Na ostatni wieczór naszego pobytu na obozie zaprosiłyśmy mieszkańców Markowicz. Przyszło liczne grono także dzieci. Dzieciom rozdałyśmy słodycze. Przygotowałyśmy nawet małe widowisko. Były śpiewy i gawędy do późnej nocy.

Na zakończenie zaśpiewałyśmy harcerską pieśń.
O Panie Boże Ojcze nasz w opiece swej nas miej.
Harcerskich praw Ty drgnienia znasz
nam pomóc zawsze chciej
Wszak Ciebie i Ojczyznę miłując chcemy żyć
Harcerskim prawom w życiu dnia wiernymi zawsze być

Z żalem następnego dnia zwijałyśmy obóz, ale z nadzieją, że w następny rok przyjedziemy tu znów. Niestety, to był nasz ostatni harcerski obóz. Już we wrześniu nad Tanwią toczył się bój a do naszego miasta zbliżał się okupant.

M. Brodowska

©Arkadiusz Lipiec Informacje | Strona główna Szukaj: