Miasto | Historia | Kultura | Sport | Miejsca | Edukacja | Prasa | Okolice | Aktualności
 
Prasa
Gazeta "Tanew" 7/1997
Czas przyniesie zmiany
czyli o przyszłości kapel podwórkowych, festiwalu i folklorze z Janem Nowakowskim - prezesem Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Ratowania Folkloru Miejskiego, rozmawia Marek J.Szubiak.

Panie prezesie jest Pan stałym bywalcem w Biłgoraju, kiedyś na przeglądach kapel podwórkowych, dziś już na festiwalach - jakie wrażenia towarzyszą Panu na tym festiwalu ?
Muszę powiedzieć o sukcesie artystycznym i organizacyjnym. W poprzednim roku, kiedy tworzono festiwal, organizatorzy byli pełni niepokoju - czy to się uda i jak to będzie w przyszłości. W tym roku festiwal nabrał rozmachu, jest imprezą o wysokiej randze. Mówię oczywiście o wartościach muzycznych graniczących z profesjonalizmem.

W tworzeniu festiwalu liczący się glos ma Stowarzyszenie. Dlaczego wybraliście Biłgoraj, czy to zasługa tutejszych działaczy?
Kiedy kilka lat temu powstawało nasze stowarzyszenie, podmiotową rolą jaką przyjęło, było ratowanie folkloru miejskiego, w Biłgoraju to dostrzeżono. Właśnie ludzie z Biłgoraja - Czesław Nizio, Jan Szymaniak, wyszli z inicjatywą zorganizowania tu festiwalu, obiecałem wtedy, że w miarę swoich możliwości postaram się pomóc. Wdzięczny jestem panu ministrowi kultury Z. Podkańskiemu, który jest tu jakby bohaterem tych wszystkich muzycznych zjawisk na terenie Rzeczpospolitej, bez jego pomocy, prawdopodobnie folklor miejski nie odrodziłby się w takim stanie i nie byłoby takich możliwości, jakie mamy dzisiaj. Oprócz Biłgoraja robimy festiwale w całej Rzeczpospolitej, jest ich w tym roku dziewięć i wszystkie są finansowane przez pana ministra Podkańskiego poprzez nasze stowarzyszenie.

Jaką rangę ma festiwal w Biłgoraju?
Festiwal ten weryfikują uczestnicy i jurorzy. W tym roku został oceniony bardzo, bardzo wysoko. Jest imprezą o znaczeniu szczególnym. Mamy tu aplauz, wspaniałą publiczność, sympatycznych ludzi i wierzę, że z czasem powstanie tu tradycja, jak np. w Przemyślu, gdzie sami ludzie spoglądając w kalendarz, czekają , kiedy się zacznie...

Czy chce Pan nas zbudować tym, że w Biłgoraju już ten festiwal się przyjął i będzie trwać?
Tak! Oczywiście! Ja zrobię w tym celu wszystko na miarę moich możliwości, ale wiem, że boha-terowie tego dzieła już stoją na piedestale jako organizatorzy znakomici.

Ratowanie folkloru miejskiego jest celem stowarzyszenia, tymczasem na festiwal przyjechały różne kapele, ale mimo to niewiele zaprezentowały z klasyki , twórczości dawnych warszawskich, krakowskich, lwowskich kapel podwórkowych z wyjątkiem tylko Pana Kapeli "Fidelis", czy Kapeli "Centusie" z Krakowa. Tego dawnego folkloru jest na festiwalu za mało. Dobrym byłby zwyczaj, by każda kapela nawet w ramach regulaminu wyko-nała przynajmniej jedną taką klasyczną piosenkę podwórkową.
Ja myślę, że to wszystko zrobi czas. Trzeba na to czasu. Mamy w Polsce kapele z wielkimi tradycjami, szczególnie w wielkich aglome-racjach. One tworzyły pewien wizerunek miasta i regionu. W okresie międzywojennym domi-nował Lwów. Tam każda ulica miała swoją kapelę, znani byli lwowscy batiarzy. Warszawa również - znani warszawscy cwaniaki, czy Kraków -krakowskie andrusy. Mocnym ośrodkiem folkloru była Łódź, choć mato się o tym mówi. W innych miastach powstawały kapele na zasadzie tych tradycji. Trudno mówić o folklorze miejskim na Śląsku, tam nie było takich tradycji. Dziś powstają takie kapele w środowiskach, które kiedyś nazywano klasą robotniczą i jest to konglomerat ludzi z całej Polski. Oni tworzą zbiór różnych kultur, ale to jest folklor, to jest innowacja. Może mało się śpiewa klasyki, jak pan mówi, o tym trzeba pomyśleć. Była propozycja stworzenia podziału na kapele folkloru miejskiego typu "A" i "B" - czyli te, które rozpoczynają swoją pracę nad folklorem. Okazuje się, że i tu też jest potrzebny czas uzdrawiający. Trzeba jednak wszystkim dać możliwości a podział byłby dla niektórych krępujący. Tu nie o to chodzi.

Wszystkie kapele potrafią z lepszym czy gorszym skutkiem zdobyć publiczność, ale patrząc na scenę widzi się, że robią to raczej starsi panowie, z wyjątkiem oczywiście nielicznych uroczych pań, natomiast młodzieży w kapelach jest mało - dlaczego?
Rzeczywiście ma pan rację. Ja nie rozumiem tego zjawiska. Myślę, że duża tu jest wina mediów, które zaraziły młodzież tą modną dziś krzykliwą i chyba agresywną muzyką. Muzyka folkloru miejskiego jest dla delikatnego ucha do słuchania i do bawienia. Wiele kapel oscyluje w kierunku kabaretowym i tak to wyglądało przed wojną. Wiele kapel łączyło się ze sztuką cyrkową, kiedy wspólnie starano się coś pozyskać do kapelusza. Znowu powtórzę, że czas przyniesie zmiany i to uzdrowi, bo nie znam działań ze strony kapel w celu pozyskania młodzieży. Jest to trochę niepokojący problem, ale my się czujemy dobrze, kompleksów nie mamy a publiczność jest, jak na festiwalu po brzegi wypełnia salę.

Co sądzi Pan o Biłgoraju?
Ciekawe miasto, sympatyczni ludzie. Tu czuje się dobry klimat i tu wszyscy chętnie przyjeżdżamy. A festiwal jest wspaniale zorga-nizowany, choć w ubiegłym roku nie znalazł zrozumienia. Władze wojewódzkie odmówiły wtedy pomocy wysuwając telefonicznie pretensje. Miałem taki telefon z wydziału kultury Urzędu Wojewódzkiego w Zamościu o tym dlaczego to festiwal ma być w Biłgoraju a nie w Zamościu, odpowiednio to oczywiście potraktowałem. Powiedziałem wtedy, że Zamość może się uczyć organizacji festiwali od biłgorajskich działaczy. Powtarzam, w tym roku zorganizowali to fantastycznie.

Czy za rok Kapela "Fidelis" przyjedzie do Biłgoraja na festiwal?
Tak! Przyjedziemy, a wyjeżdżamy z dobrym samopoczuciem.

Dziękuję za rozmowę.

©Arkadiusz Lipiec Informacje | Strona główna Szukaj: