Miasto | Historia | Kultura | Sport | Miejsca | Edukacja | Prasa | Okolice | Aktualności
 
Prasa
Gazeta "Tanew" 7/1998
Zapomniana rocznica
Wśród wielu ważnych narodowych rocznic, obchodzonych również w Biłgoraju bardzo uroczyście, jest jedna, istotna dla Ziemi Biłgorajskiej i chyba zapomniana przez nasze władze lokalne, bo dotąd nie eksponowana, a tym samym nie znana młodemu pokoleniu.

Szkoda! Przecież żyją jeszcze ludzie starszej generacji -świadkowie tamtych wydarzeń.

Ta rocznica, 54 w tym roku, dwuetapowa: radosna-upamiętniająca wkroczenie Armii Krajowej do Biłgoraja w ostatnich dniach lipca 1944 roku i smutna - przypadająca na 9 sierpnia, kiedy to NKWD w sposób podstępny rozbroiło, aresztowało i wywiozło w głąb sowieckiego imperium do łagrów wszystkich członków Delegatury Rządu Polskiego w Biłgoraju, Korpusu Bezpieczeństwa AK i wielu innych członków Armii Krajowej. Od tego dnia bilgorajska agentura NKWD wszczęła istne polowanie na żołnierzy Armii Krajowej. Rezultat był taki, że z wywiezionych tylko niewielu powróciło po latach.

Rocznicę tę, jako świadek wydarzeń tamtych dni, pragnę nieco szerzej przedstawić naszemu społeczeństwu, tym bardziej, że do dnia dzisiejszego brak jest profesjonalnego opracowania historycznego.

Jest druga połowa roku 1944, zarysowuje się koniec II wojny światowej w Europie. Wojska sowieckie w swoim marszu na Zachód zajmują Biłgoraj 24 lipca 1944 roku. Władzę w mieście przejmuje "Wojenny Komandir" i agentura NKWD.

Następnego dnia przybył z lasów janowskich, popierany przez władze sowieckie, kilkudziesięcioosobowy oddział AL, pod dowództwem por. Andrzeja Pajdy, który miał być zalążkiem władzy polskiej na wzór wschodni.

Ze względu na zaistniałą sytuację komendant Obwodu AK Biłgoraj, kpt. Józef Gniewkowski ps. Orsza, w myśl wytycznych KG AK zawartych w planie "Burza" -wydał podległym sobie, scalonym oddziałom AK-BCH rozkaz marszu na Biłgoraj, by wobec władz sowieckich wystąpić jako prawowity gospodarz zajętego terenu.
Przebieg wydarzeń zaczerpnąłem z książki "Wspomnienia z tamtych lat", mojego autorstwa:

(...) Wieść o mającym nastąpić wkroczeniu oddziałów AK lotem błyskawicy rozeszła się po mieście. Na powitanie oddziałów wyszedł kto tylko mógł. Zgromadzony tłum czekał na rynku u wylotu ul. Radzieckiej, a wśród nich i ja.
Było późne popołudnie, gdy od strony Bojar pojawili się Oni. Szli powoli, zwartą kolumną zmęczeni, zakurzeni, z karabinami na ramionach i automatami na piersiach. Towarzyszył im rytm kroków wybijanych na "kocich łbach" ulicy. Co chwila w promieniach zachodzącego słońca, niczym rzucane skry, połyskiwała broń. Na czele tej niemałej, bo liczącej około 200 osób, kolumny kroczył jej dowódca - Józef Sokołowski ps. Sęp.
W pewnej chwili zerwały się okrzyki, leciały pod niebo wiwaty:
- Niech żyje Armia Krajowa i Bataliony Chłopskie - jedyna siła walczącego narodu !
- Niech żyje niezwyciężone Wojsko Polskie !
- Niech żyją nasi obrońcy !
- Niech żyją !
- Mój Boże... To nasi ! ... Nasze wojsko - płakała jakaś starsza kobieta - Przepuście mnie niech ich zobaczę z bliska. Niech nasycę swój wzrok widokiem tych, na których tak długo czekałam.

Sypały się kwiaty na idących -wczoraj leśnych tułaczy - dzisiaj żołnierzy witanych kwiatami, glorią wiwatów i łzami radości. Ktoś z tłumu, dla wiwatu, rzucił w wertepy po zniszczonych budynkach granat zaczepny. Jego wybuch miał być salwą powitalną dla przybyłych z lasu żołnierzy.

Kolumna doszła do rynku i zatrzymała się. Nastąpiło oficjalne powitanie przez przedstawicieli reprezentujących społeczność miasta. I znów kwiaty, przemówienia, uściski, pocałunki i łzy. Okazało się, że wśród przybyłych jest delegat emigracyjnego Rządu Polskiego -Bronisław Mazurek ps. Przemysław. Przybył on, by z upoważnienia Rządu tworzyć organa władzycywilnej, samorządowej i jednostki policji bezpieczeństwa, by z mocy prawa zapewnić spokój, ład i porządek w powiecie.
Po ceremonii powitania, która przedłużyła się, znów sformowana kolumna ruszyła dalej do miasta. Wielu tych, którzy przyszli na powitanie przybyłych , dołączyło teraz do
W oddziale AK wkraczającym do Biłgoraja 30 lipca 1944. Prawdopodobnie trzeci z lewej Stanisław Grodzki, czwarty z lewej Michał Kochmański.
maszerującej grupy. Wśród tych, co dołączyli, nie mogło zabraknąć
mnie.

Szliśmy ul. Kościuszki (Główną), mijając spalone budynki gestapo, szkołę, magistrat. Spotykane po trasie patrole z milicji por. Pajdy przyglądały się nam, niektórzy żołnierze z tych patroli salutowali.

Był to niewątpliwie wyjątkowy pochód, urozmaicony wiwatami. Ci mieszkańcy, którzy nie mogli być na rynku, teraz witali nas na ulicy. I znów powtarzające się okrzyki:
- Niech żyją nasi dzielni żołnierze !
- Niech żyje BCh !
- Pamiętajcie - w waszych czynach nasza przyszłość ! To było coś więcej niż tylko pochód wkraczających oddziałów leśnych. To była defilada mająca w sobie niezatarte wrażenia i wspomnienia na przyszłość. Dla wielu, tych witanych i tych witających, było to coś z gatunku zwycięstwa.
Maszerowaliśmy dalej, mijając elektrownię i budynek po żandarmerii niemieckiej - obecnie zajęty przez por. Pajdę z AL na komendę milicji. Wreszcie doszliśmy do okazałej budowli, budynku urzędu starosty -kreishauptmanna. Tu skończył się zorganizowany przez Komendę Obwodu AK "marsz na Biłgoraj". To ten budynek, Delegat Rządu - "Przemysław" postanowił zająć na swój urząd. Zajął, ale wnętrze, z powodu brudu i śmieci, nie nadawało się do użytku. Przybyłe oddziały rozlokowały się na zewnątrz, wystawiając warty.

Uporządkowaniem wnętrza budynku - co szczególnie zasługuje na uznanie - od razu zajęły się biłgorajskie dziewczęta. To one myły, sprzątały, usuwały śmiecie, porządkowały poszczególne pomieszczenia. Zanim się dobrze ściemniło, oddały część budynku do użytku. Wprowadzili się tam czekający na zewnątrz żołnierze - partyzanci, by po trudach dzisiejszego marszu móc wrzeszczcie trochę wypocząć.
W międzyczasie odbyła się narada przybyłych i miejscowych dowódców AK, na której Delegat Rządu przedstawił podjęte decyzje. Pierwsza z nich to powołanie Miejskiej Komendy PaństwowegoKorpusu Bezpieczeństwa, a na komendanta wyznaczony został Adam Laszko - znany wszystkim "Lech".(...) Masowo zaczęli zgłaszać się mężczyźni. Przychodzili i odchodzili, ci dotychczas mocno zakonspirowani i ci zahartowani w bojach partyzanci - rozbitkowie spod Osuch. Jedni bez broni, drudzy z własnymi karabinami, co w tej sytuacji było pożądane. Zgłosiło się też dużo młodzieży nie zrzeszonej w AK. Młodzieży, która teraz zapragnęła być z nami.

"Lech" wszystkich przyjmował i rejestrował, tylko nie każdemu wydawał zaświadczenia i nie wszystkich od razu zatrzymał do swojej dyspozycji. Wielu po rejestracji odsyłał do domu, wyznaczając inny późniejszy czas podjęcia służby. Dla uwidocznienia działalności Delegatury Rządu, około godz. 10,00 zostały zmontowane i wysłane w miasto pierwsze dwa 3 osobowe patrole z białoczerwonymi opaskami na lewym przedramieniu. Jeden z tych patroli został wyposażony w dwa prywatne karabiny, drugi zaś, w krótką broń boczną, której nie brakowało. W tym przypadku kierownictwu komendy chodziło nie tylko o tzw. prestiż, ale i o coś więcej. Tu wchodziły w grę racje polityczne. (...)
Przed wieczorem wyłonił się pierwszy, ale jakże istotny problem hasła. Nasze, idące na nocny obchód patrole, każdej chwili mogły się natknąć na patrole milicji por. Pajdy.
Co wtedy? Aby uniknąć ewentualnych incydentów, być może groźnych w skutkach, trzeba było spróbować uzgodnić wspólne hasło. W tej sprawie chór. "Pazur" udał się wraz ze mną do komendy Milicji por. Pajdy gdzie przyjął nas jego zastępca por. Łobacz. W pełni zrozumiał nasze intencje i nie robił żadnych trudności w tym zakresie.(...)

I tak rozpoczął swoją działalność miejscowy Korpus Bezpieczeństwa Publicznego. Dla wielu była to praca nowa, nieznana, wymagająca elastyczności w postępowaniu. Każdy dzień wyróżniał się czym innym. Były patrole, kontrole, zabezpieczenia obiektów mienia państwowego, rozstrzyganie sporów, była też nocna rewizja u jednej z kobiet w mieście.

4 sierpnia w pomieszczeniu komendy doszło do groźnego wypadku. "Gryf" rozładowując pistolet, spowodował jego odpalenie. W wyniku tego zajścia został ranny w oba uda kol. Witek Kiciński ps. Olgierd. Odwieziony natychmiast do szpitala nie mógł już brać udziału w dalszym organizowaniu władzy w ramach tzw. marszu na Biłgoraj.

Stan osobowy Komendy Powiatowej Korpusu Bezpieczeństwa ustalił się na 60 rejestrowanych członkach, ale nie wszyscy byli angażowani do służby patrolowe - porządkowej. Niektórzy, szczególnie "starzy" partyzanci, weterani walk spod Osuch, byli kierowani na pola walk, by przy ekshumacji zwłok rozpoznawać poległych kolegów. (...)

Pozostając ciągle w sferze spraw miejscowych, nie wspominałem dotychczas, że w terenie zostało zorganizowanych szereg gminnych posterunków bezpieczeństwa, obsadzonych przez członków z miejscowych ogniw AK-BCh. Powołano także inne instytucje administracji cywilnej i samorządowej. Były to niewątpliwie duże osiągnięcia prawa, aprobowane przez społeczeństwo. Była to zasługa i tych z Delegatury Rządu i tych z Powiatowej Komendy Korpusu Bezpieczeństwa.

Zjawiska te, wynikłe z działalności Delegata Rządu, w szerokim pojęciu, zaczęły kształtować i stabilizować sytuację w terenie. A w mieście ? Widok patroli z biało - czerwoną opaską na przedramieniu stał się swego rodzaju gwarancją pokoju, ładu i czymś co uzupełniało prestiż miasta.

Z nielicznych, jak na ten czas komunikatów radiowych wiedzieliśmy, że w Warszawie wybuchło powstanie. Liczono się z tym, że rozszerzy się ono na Kraków, Radom, i wiele innych miast. Ten zryw bojowy mieszkańców Warszawy miał udowodnić światu, że "ta co nie zginęła" - Rzeczpospolita Polska -żyje, walczy i zwycięża.

Byliśmy pewni, że teraz Związek Sowiecki potraktuje nas jako aliantów. Niestety, stało się inaczej.

Stanisław Mazur
c.d.n.

©Arkadiusz Lipiec Informacje | Strona główna Szukaj: