Miasto | Historia | Kultura | Sport | Miejsca | Edukacja | Prasa | Okolice | Aktualności
 
Prasa
Gazeta "Tanew" 8/1995
Rynkowe "Pantha rei"
Uliczny targ przy pl.WolnościPamiętam jak pan Felek ciągnął mnie, pięcioletniego chyba wtedy chłopca, na piwo. W mgiełce pamięci zabrakło miejsca na odpowiedź do jakiego lokalu. Pamiętam jak słońce raziło w oczy w skwarny dzień w gwarze przechodniów. Było to na rogu ul. Kościuszki i Rynku (uliczki od południa zamykającej kwadrat rynku biłgorajskiego). Stałem z którymś z rodziców a pan Felek na uśmiechniętym rauszu przekornie ciągnął mnie na piwko.

W czasie, który obejmuje to wspomnienie, musiał być chyba jeden targ w naszym miasteczku. Pamiętam biały bruk na placu, drewniane stare jatki, murowane pawiloniki, stojące dó dziś dnia, które nie wiem co w sobie mieściły (może kolorowe lizaki, czerwone, ogromną okrągłością nie mieszczące się w dziecięcych oczach). Pamiętam chłopskie fury, ciepły zapach końskiego nawozu. Wszystko to kiedyś znikło.

Nic dziwnego. Wszyscy wiemy, że i wtedy świat szedł z zadziwiającym postępem.
Wiemy, że trzeba było ratusz wyratuszować, alejki piękne, asfaltowe, mdlejącą ciszę, ławeczki, piękne platany obsadzić, pomniki wypomnikować. Dzisiaj to wydaje się zwykłe. Tak musi być, bo jest. W codziennej krzątaninie. zwykłych czynnościach, korzystając z gościnności biblioteki, załatwiając (wściekli na urząd) sprawy urzędowe, płacąc podatki, odwiedzając muzeum, przemykając się pod stalową pamięcią czarnego pomnika, nie uświadamiamy sobie, że spoza bryły budynku ratusza wyrwane z pamięci spoziera na nas oko śpiącego na furze chłopskiej dziecka, które na targ z rodzicami wstało na długo przed wschodem słońca. W tym miejscu słychać jeszcze zabijany w chłopski kożuch mróz styczniowego dnia. Te wszystkie barwy, kształty, skrzypienie kół, nawoływania targujących zakończyła jakaś tam uchwała - jedynie słuszna w owym czasie, bo takie tylko były - Rady Miejskiej naszego miasta. Niewątpliwie ratusz był i jest potrzebny miastu, chociaż ten apokaliptyczny w swoim kształcie grzyb nie musi wzbudzać pozytywnych odczuć estetycznych. Zmiótł on jednak z ogromnego placu najprawdziwsze przejawy życia. Był on w momencie budowy wykładnią stosunku ówczesnych władz do handlu, który w naturalnym swoim kształcie był sprzeczny ideowo? Był ledwie tolerowany w zwyczaju czwartków targowych, już w innym miejscu chociaż wszyscy czuli. że jest potrzebny (bo jaja świeże, bo śmietana, nie ta sklepowa, bo masło w listkach chrzanowych perlące się jakby rosą smakowało niepomiernie lepiej niż śmietankowe z kartki.

Targu już nie było, targ się jednak bronił.

A my żyliśmy w złudzie jego nieistnienia. Wyrwane miejscu targowisko przez te wszystkie lata zazdrośniestrzegło. przyjezdnymi babami z koszami jaj, słoikami śmietany, swojego miejsca. Jak złodzieje. Spracowane ręce, kobiety zawinięte w chusty, w mrozie wymieniane pieniądze na nabiałowy towar przez umówionych wcześniej klientów wykradały dawnemu kształtowi placu jego starą treść. Przed kilku laty został wydarty "nowemu" spory fragment chodnika okalającej rynek uliczki. Później radni miejscy musieli oddać kawałek placu przed frontonem ratusza.

Wszystko płynie
Jeśli oprzeć się na tej greckiej maksymie, łatwo będzie wytłumaczyć, to co dzieje się z miejscami dawnego targu. Życie w każdym jego przejawie wymusza na tradycji (nawet tej słusznej), na przyzwyczajeniach, na rozsądku, na estetyce zmiany. Życie, które przejawia się w starej zasadzie wymiany towaru na pieniądz, domaga się, podszeptuje nam, że swoją ekspansją będzie wywierało wpływ na kształt naszego miasta i może stanie się inspiracją kolorowego snu ratuszowego czarnoksiężnika; który mieszając czas pamięci i przyszłość swoją tajemną mocą odczaruje miejsce, które w pełni będzie godziło historię i dzień powszedni naszego miasta.

AC

©Arkadiusz Lipiec Informacje | Strona główna Szukaj: