Miasto | Historia | Kultura | Sport | Miejsca | Edukacja | Prasa | Okolice | Aktualności
 
Prasa
Gazeta "Tanew" 8/1995
Biłgoraj widziałem płonący
Autor w garderobie Teatru PolskiegoTrwa w mojej pamięci wrzesień 1939 roku, mo2e to był dziewiąty może jedenasty dzień, kiedy zobaczyłem po raz pierwszy Biłgoraj. Po niefortunnych uprzednio przeżyciach, kiedy w Janowie Lubelskim zgłosiłem się po raz pierwszy na ochotnika do wojska. Byłem wówczas przekonany, że jeżeli ja zaciągnę się do wojska, to z całą pewnością my wygramy tę wojnę, a miałem lat dziewiętnaście. Tam mnie nie przyjęto. Szliśmy więc dziwnymi drogami, kierowani przez przygodnych ludzi, aż znaleźliśmy się przed miasteczkiem. My - to było mnóstwo. tłum uciekinierów idący przed siebie. Podchodzimy bliżej, już jest napis "Biłgoraj" i mała rzeczka. Pomyślałem zaraz, jakaż to ulga na te zmęczone nasze stopy, po tylu kilometrach przebytych pieszo z Rzeszowa - mojego rodzinnego , w to miejsce pod Biłgoraj.

Patrzymy, a Biłgoraj płonie. Nie wiedzieliśmy wówczas dlaczego? Było chyba samo południe... a tu kłęby dymu. Ogromne kłęby dymu i choć po drodze widzieliśmy parę pożarów, tu patrzyliśmy jak na ogromną tragedię, która nam była przecież obca. Oczekiwaliśmy jakiś pozytywnych wiadomości z kraju, z frontu, a tu wciąż te tragedie, bombardowania nas uciekinierów, cywilnych ludzi, no i tu płonący Biłgoraj. To było straszne, ciężkie przeżycie. I to właśnie utkwiło mi w pamięci. Później dalsze losy zawiodły nas, również na piechotę, do Lublina. Tam zgłosiłem się w jakiejś szkole ponownie na ochotnika do wojska. No i rzeczywiście przyjęto nas. Tylko za jakieś trzy, cztery godziny przyszedł jakiś sierżant i powiedział.
- "Panowie, rozejść się nie ma niczego, ani płaszczy ani karabinów, niczego nie ma"

Rynek Biłgoraja w 1939 r.No i rozeszliśmy się. Doszliśmy dalej aż za Włodawę, Kierowaliśmy się na Polesie, myśląc, że tam stanie obrona i coś się zacznie dziać pozytywnego. Idziemy dalej w kierunku Brześcia, a stamtąd płynie szosą ogromna fala ludzi , idą w naszym kierunku a my idziemy dalej w ich stronę. Byłem w czołówce i widzę jak te dwa tłumy ludzi idące ku sobie na tej jednej szosie w pewnej chwili zatrzymują się blisko siebie. Patrzymy jedni na drugich, wreszcie ktoś śmielszy powiada; -Dokąd wy idziecie? My odpowiadamy;
- Idziemy w stronę Brześcia, na Polesie! - Państwo! - ktoś krzyczy - Proszę państwa! Do Brześcia wkroczyli Ruscy! Wtenczas, pamiętam, że zapłakałem po raz drugi w tej wojnie. Pierwszy raz płakałem, kiedy opuszczałem mój dom rodzinny. Z oczyma pełnymi łez zrobiliśmy wtedy zwrot i poszliśmy z powrotem w kierunku Lublina. To był 17 września 1939 roku.

Ignacy Machowski

Opracowanie według audycji Biłgorajskiej Telewizji Kablowej M. J. Szubiak

©Arkadiusz Lipiec Informacje | Strona główna Szukaj: