Miasto | Historia | Kultura | Sport | Miejsca | Edukacja | Prasa | Okolice | Aktualności
 
Prasa
Gazeta "Tanew" 8/1995
Studenckie kawały
Otrzymanie matury i równocześnie zaproszenia do USA było dla mnie wielkim przeżyciem. Mniej myślałem o dalszych studiach więcej o załatwieniu formalności na wyjazd do Ameryki. Tymczasem okazało się, że długa jest dla mnie droga. Najpierw długa była lista chętnych na wyjazd. Odnośnie mojej osoby była jeszcze jedna trudność, że byłem w wieku poborowym, a tacy nie mieli żadnej nadziei na dostanie wizy. A czas uciekał, trzeba się było decydować. Przy najlepszych układach musiałbym czekać najmniej dwa lata. Dlatego, by nie tracić czasu i nie przerywać studiów, zapisałem się na filozofię i zamieszkałem w Seminarium Duchowym. Po jej skończeniu miałem różne możliwości startowania w życiu, bo prawdę powiedziawszy, jeszcze nie byłem zdecydowany jaką drogą pójdę w życiu dalszym. Wprawdzie regulamin był bardzo surowy, tylko że już do niego byłem w ubiegłym roku przyzwyczajony. Np. do miasta wolno było wychodzić z Seminarium tylko za pisemnym zezwoleniem. Pisało się podanie dokąd i po co chce się iść i w jakim czasie. Do tego trzeba było znaleźć chętnego socjusza tzn. kolegę. Prefekt na obiedzie przeglądał podania. Jeżeli miał jakieś zastrzeżenia to albo wzywał dla wyjaśnienia, albo zmieniał socjusza. Właśnie na moim podaniu zmienił socjusza. Nie wiem czy do mnie miał zastrzeżenie czy do kolegi. W każdym bądź razie miałem iść z kolegą przygodnym. On miał być w księgarni i aptece i ja też. Wobec tego, by sprawniej i szybciej załatwić - choć to było niedozwolone - podzieliliśmy się rolami. On do księgarni po książki, ja do apteki. Miałem kupić koledze pigułki od bólu głowy, proszki nasenne, a sobie pigułki do ssania na gardło. Ponieważ ja wcześniej załatwiłem, bo nie było długiej kolejki. wyszedłem mu naprzeciw, będąc pewny, że on kupił książkę. która mi była potrzebna. On zaś był pewny, że ja kupiłem mu potrzebne leki. Dlatego nawet nie robiliśmy wymiany zakupów i spokojnie oglądaliśmy wystawy w oknach, wzbudzając pragnienie kupna wielu rzeczy, ale wiadomo oszczędność miała swoje prawa i trzeba było, zadowolić się tylko pragnieniem czy marzeniami. I tak doszliśmy do furty seminaryjnej, on daje mi kupioną książkę a ja pigułki od bólu głowy. A gdzie masz pigułki nasenne przypomina mi kolega. Zaraz. zaraz. A ja miałem je kupić? Wiesz, że o tym na śmierć zapomniałem - dodałem. Wówczas on ze złością rzucił swoją teczkę na ziemię i zawołał: Ach ty ofermo, to dopiero teraz mi mówisz? Ja mu tłumaczę, że przecież zdarza się nieraz, że człowiek zapomni. On mi zaraz dodaje: pamiętaj, że są w życiu rzeczy o których nie można zapomnieć. Odpowiadam mu, że jednak się może zdarzyć. Zdarzyć, zdarzyć dodaje - może się zdarzyć. ale iść musimy jeszcze raz , bo musisz wiedzieć, że je muszę mieć. A z tobą już więcej nie pójdę, choćby prefekt nas połączył. I ja też - odpowiedziałem obojętnie i to takim tonem jakby mi na tym nie zależało. Jeśli musisz, to idziemy do apteki, ale wyciągając cukierki z teczki wyciągnąłem i pigułki nasenne. Masz poczęstuj się cukierkiem. Zapchaj się twoim cukierkiem - odpowiedział. Jak to nie chcesz, patrz to z USA, wyśmienity. Skusił się i spojrzał, zobaczył pigułki nasenne spojrzał na mnie ze złością i dodał: wiesz. tylko dać ci w zęby i do szpitala. Nie - odpowiedziałem -jeśli w zęby. to do dentysty. Były też kawały poważniejsze, o charakterze społecznym. które groziły wyrzuceniem z Seminarium. Zbliżał się 1 IV "Prima aprilis". Diabeł nie spał i podsunął myśl. by w nocy pozamykać kabiny WC od wewnątrz, by robiły wrażenie, że ktoś tam jest i załatwia swe sprawy intymne. Łatwo to było zrobić, ponieważ nad drzwiami nie było szyb tylko puste ramy. Gdy wszyscy udali się na spoczynek, a prefekt skończył obchód korytarzy, sprawdzając, czy wszystkie światła są zgaszone, wtedy my tzn. ja i kolega rozpoczęliśmy akcję. Jeden przystawiał stolik, a drugi na niego wchodził zamykał zasuwkę lub haczyk od wewnątrz. Najpierw drugie piętro, potem pierwsze, następnie parter, na końcu w starym gmachu. Rano, kiedy dzwonek dał sygnał na wstanie. rozpoczęły się wędrówki. Wszyscy w milczeniu mijał i jeden drugiego nic nie mówiąc, że WC na jego piętrze są zamknięte, a raczej zajęte. I tak z II piętra na I, z pierwszego na parter i odwrotnie. Część szła na stary gmach sądząc, że tam znajdą wolne miejsca.

Kiedy do pokoju wszedł prokurator, tzn. opiekun gospodarczy, widząc taką wędrówkę, zapytał co to znaczy. Po wyjaśnieniu, że wszystkie kabiny WC są zajęte, nie mógł tego zrozumieć 1 krzyknął: co to znaczy zajęte, walić pięścią, niech się wszyscy szybko załatwiają. A kiedy to nie dało spodziewanego efektu, polecił przynieść drabinkę i sprawdzić. Po spełnieniu polecenia przekonano się, że WC są puste. Wtedy rozpoczęła się akcja odblokowywania poszczególnych kabin.

Oczywiście można sobie wyobrazić reakcję władz uczelni wobec takiego wybryku. Konferencja na ten temat, dochodzenie kto to zrobił. W sumie ogólne potępienia tak haniebnego czynu i to w tak zacnej uczelni.

Ks. Kazimierz Pińciurek

©Arkadiusz Lipiec Informacje | Strona główna Szukaj: