Miasto | Historia | Kultura | Sport | Miejsca | Edukacja | Prasa | Okolice | Aktualności
 
Prasa
Gazeta "Tanew" 8/1998
Odchodzące pejzaże cz. III
Kamieniołomy, dziś także, zdecydowanie górują nad parterowym niegdyś miasteczkiem. To tam miejscowa, konsekwentnie utrzymująca się od tamtych zdarzeń, legenda umieściła charyzmatycznego dowódcę partyzanckiego obserwującego z wewnętrznym rozdarciem egzekucje rodziców i siostry na rynku miasteczka w samym mroku okupacji.

Lekko stromą drogą w kierunku kamieniołomów dochodzimy do pomniczka również z miejscowego kamienia, z pompatycznym napisem w językach dwóch niegdyś obowiązkowo zaprzyjaźnionych ze sobą narodów, z których jeden zawsze rozumiał fałszywe tony tej przyjaźni. Upamiętnia, jak kazała urzędowa legenda, wybawiciela miasteczka, obrońcę, obywatela inteligentnego, małego narodu z południa imperium wchłoniętego siłą. Poległego - w dalszym ciągu według tej legendy - na polu chwały, a więc od kuli, która trafia w takich razach z przodu.

Pochowanego razem z poczmistrzem, miejscowym inteligentem, we wspólnej, programowo braterskiej, mogile, pod przedwojennym obeliskiem podchorążych sanitarnych w przeuroczym miejscu na skarpie nad nieustannie szemrzącą w dole wodą zbiegającą po kamieniach i zwalonych drzewach obok resztek murów XVIII - wiecznej papierni.

W pewnym czasie ktoś potajemnie zabrał szczątki bohaterskiego obrońcy; po latach okaże się, że kula padła od swoich, nie od wspólnego wroga.

W przypadku pierwszej legendy nie było i nie ma znaków zapytania, wręcz przeciwnie: czas dodaje jej szlachetnych barw i znaczeń; imię dowódcy noszą ulice i szkoła w tych tragicznie pięknych miejscach. I nawet nie jest ważne, że w momencie egzekucji najbliższych był zupełnie gdzie indziej, a inwalidą do końca życia został z ran odniesionych nie w miejscu śmierci powstańczego poety.

To detale. Ta legenda jest zaczynem dobrego, którego teraz coraz mniej.

Roman Sokal

©Arkadiusz Lipiec Informacje | Strona główna Szukaj: