Miasto | Historia | Kultura | Sport | Miejsca | Edukacja | Prasa | Okolice | Aktualności
 
Prasa
Gazeta "Tanew" 8/1999
Biłgoraj mojego dzieciństwa cz. II
Na zachód było usytuowane przedmieście Podemłyny, skupiające głównie potomków byłych rolników, pracujących w majątku Rożnówka, należącego do rodziny Nowakowskich, z których jeden był szambelanem i posłem na sejm za panowania króla Stanisława Augusta. Uwiecznia to tablica z napisem w krużganku kościoła Św. Jerzego. W majątku tym bywał gościem poeta Ignacy Krasicki, jak również gen. Henryk Dąbrowski podczas kampanii napoleońskiej. Świadczą o tym dwa pomniki; jeden usytuowany na skwerze przy ul. Kopernika, drugi na skwerze naprzeciw kościoła Św. Jerzego.

Jeśli idzie o szkolnictwo, to była prowadzona na ul. Morowej (obecna 3 Maja) w latach 1911-1922 ochronka dla dzieci (wówczas nie mówiło się przedszkole). Mieściła się w budynku drewnianym, obszernym, jasnym i ciepłym, posiadającym na zapleczu piękny duży ogród do zabaw dziecięcych. Kierowniczką była p. Stefania Sawicka. Wszystkie dzieci miały dla siebie miejsce, żadnych opłat nie było. Dzieci miały mnóstwo zabawek, otrzymywały jeden posiłek, ale bardzo smaczny. Po zakończeniu I wojny światowej, gdy Polonia z USA nadsyłała pomoc - dzieci w tej ochronce otrzymywały codziennie kakao z ciastem. Oprócz posiłku otrzymywały jeszcze dary w postaci: odzieży, obuwia, mydła, czekolady i skondensowanego mleka w puszkach.

Gdy ochronkę zlikwidowano, budynek przeszedł na rzecz Macierzy Szkolnej i mieściła się w nim biblioteka miejska, która doszczętnie spłonęła w czasie pożaru miasta 11 września 1939r. Bibliotekarzem był emerytowany rotmistrz P. Kazimierz Iwanowski, który zaginął bez wieści podczas II wojny światowej. Obecnie parcela po tym obiekcie została wykorzystana na budowę Szkoły Podstawowej nr l.

Poza ochronką, w okresie międzywojennym, były dwie szkoły powszechne, w trzech parterowych budynkach, drewnianych przy ul. Kościuszki naprzeciw obecnego budynku Liceum Ogólnokształcącego. Ponieważ budynki drewniane szkół nie odpowiadały wymogom zdrowotnym - już na kilka lat przed wybuchem II wojny światowej wybudowano duży parterowy budynek szkolnictwa powszechnego. Potem nadbudowano jedno piętro, następnie drugie i ten właśnie gmach mieści obecnie Szkołę Podstawową Nr 2 i Liceum Ogólnokształcące,

W roku 1918, jeszcze za bytności Austriaków, została zorganizowana średnia szkoła handlowa. Kandydaci do niej musieli złożyć egzamin wstępny w szkole Yetterów w Lublinie. Ci, którzy otrzymali wynik egzaminu pozytywny, byli pierwszymi uczniami szkoły. Było tych uczniów 20. Dyrektorem tej szkoły był matematyk Eustachy Rychlicki, a mieściła się ta szkoła w budynku rodziny Iwańczyków przy ul. Tarnogrodzkiej (obecna T.Kościuszki).

Młodzież tej szkoły z racji świąt państwowych, czy końca roku szkolnego, przygotowywała bogaty program artystyczny. Ponadto urządzała imprezy sportowe podczas festynów organizowanych z myślą o jakimś celu społecznym.

Istniał w dwudziestoleciu międzywojennym amatorski zespół teatralny. Wystawiano farsy i wodewile. Mnie, jako dziecku, najbardziej utkwił w pamięci wodewil pt. "Królowa przedmieścia". Z tego zespołu artystów amatorów, jako ostatnia zmarła niedawno wielce też zasłużona działaczka spółdzielcza p. Halina Kucharska. Po zakończeniu II wojny światowej, znowu powstał nowy zespół teatralny, ale o nim nie będę pisała, bowiem lepiej to przedstawił w swojej pracy dr Jerzy Markiewicz.

Nas dzieci interesował odpust w Puszczy Solskiej, bo to, mówiąc językiem szkolnym, była wielka frajda. Była to całodzienna wycieczka, chociaż Puszcza Solska była oddalona od centrum miasta o 3 km. Całe miasto w przeddzień odpustu żyło przygotowaniami. Matki piekły kurczaki, strucle z jabłkami i pierogi z kaszą gryczaną. Całe rodziny szły po tym niesamowitym piachu, niejednokrotnie niosąc lepsze pantofle w ręku i koszyki ze smakołykami. Po uroczystościach w kościele, rodziny lokowały się na trawie nad rzeką, częstując się smakołykami. Dla dzieci uciechę stanowiły kupione zabawki u kramarzy, no i ukoronowaniem była jazda na karuzeli.

Było w Biłgoraju kino, które w 1917 roku spłonęło. Zlokalizowane było na południowej stronie Magistratu. To chyba jest moim pierwszym zdarzeniem jakie z historii Biłgoraja zapamiętałam -pożar kina. Trzymało mnie któreś z rodziców na ręku, a ja patrzyłam na coś niezwykłego. W okresie międzywojennym Biłgoraj posiadał również kino, które tym razem było zlokalizowane na zachód od Magistratu. To kino również spłonęło podczas pożaru miasta 11 września 1939 r.

Jeśli idzie o przemysł, to Biłgoraj nie posiadał ani jednej fabryki. Istniał duży zakład mechaniczny p. Karola Klimkiewicza, produkujący głównie narzędzia rolnicze, zakład ślusarski P.Stanisława Solskiego, dwa tartaki; p. Wolanina i rodziny Szarfów oraz trzy młyny.

Tartak i jeden młyn na ul. Przemysłowej, młyn na przedmieściu Bojary (nazwiska Żyda właściciela nie pamiętam) oraz młyn na przedmieściu Podemłyny Żyda Szajnwalda. Ponadto były 3 kuźnie.

Jeśli idzie o lecznictwo to do czasu wybudowania szpitala istniał tylko gabinet lekarski "Kasy Chorych" oraz w budynku PCK na ul.3 Maja do dziś stojącym, była izba przyjęć gminno-ubogich. To były placówki typu uspołecznionego, w których lekarze przyjmowali ubezpieczonych. Poza tym nie było żadnych przychodni. Lekarze mieli tylko swoje prywatne gabinety w domach. Biłgoraj miał wielu lekarzy i osób z tzw. personelu średniego, pomocniczego bardzo ofiarnych, ale największe uznanie, szacunek a nawet miłość zdobył dr Stanisław Pojasek, który nieprzerwanie przez 34 lata był dyrektorem Szpitala Powiatowego w Biłgoraju. Pracował od jesieni 1934 r do wybuchu II wojny światowej, podczas okupacji niemieckiej i po zakończeniu wojny aż do swej śmierci w styczniu 1967r. Szacunek i popularność zyskał za unikalny wprost humanitaryzm, za narażanie swego życia leczeniem partyzantów i ukrywających się Żydów oraz szkoleniem personelu sanitarnego dla potrzeb oddziałów leśnych.

Stefania Kwiecińska

©Arkadiusz Lipiec Informacje | Strona główna Szukaj: