Miasto | Historia | Kultura | Sport | Miejsca | Edukacja | Prasa | Okolice | Aktualności
 
Prasa
Gazeta "Tanew" 9/1997
Tajemnica leśnego jeziorka
Czytając książkę Jerzego Markiewicza, Ryszarda Szczygła i Wiesława Śladkowskiego "Dzieje Biłgoraja", przeczytałam na stronie 75 takie oto zdanie: "w XIX stuleciu obszar i granice miasta położonego według opisu statystycznego miasta Biłgoraja z 1880 roku... (...) na rozlegle] płaszczyźnie w miejscu nieco wzniesionym pomiędzy pastwiskami i łąkami bagnistymi, pośrodku lasów z drzewa iglastego, bagnistych, z małymi jeziorkami (...)" zamknęłam książkę i zamyśliłam się. Przypomniało mi się jedno jeziorko, kiedy to latem 1940 roku, jako nastolatka chodziłam do lasu, do pracy, sadzić drzewka. Zbieraliśmy się całą grupą przy zabudowaniach Ćwikłów a potem szliśmy na gajówkę Kociołki. Gajowym był wówczas Józef Kuliński. Tam dostawaliśmy odpowiedni sprzęt i szliśmy na teren zrębu, by w miejsce ściętych drzew sadzić nowe. Gdy wracaliśmy z pracy, zatrzymywaliśmy się przy jednym jeziorku, by odpocząć, umyć ręce, a nawet napić się wody. A woda było czysta jak kryształ i pewnie smaczna, skoro piliśmy. Wokół jeziorka rosły mchy, z jednej strony rozciągał się czysty popielato-srebrny piasek. Woda zmieniała swoją barwę od niebieskiej, poprzez srebrną, aż do granatu w zależności od pory dnia. Niekiedy wracając z pracy napotykaliśmy wygrzewające się na piasku przy jeziorku jaszczurki i węże, które, słysząc nasze kroki zmykały zaszywając się w mchach lub wślizgiwały do wody. Postanowiłam wybrać się do lasu, by odszukać tamto jeziorko. Poszłam któregoś dnia z koleżankami. Minęłyśmy osiedle Różnówka-Stawy, weszłyśmy na drogę prowadzącą do Edwardowa, a następnie skręciłyśmy w lewo, by tam gdzieś w pobliżu gajówki Kociołki dotrzeć do znanego nam z tamtych lat jeziorka. Niestety, tamtego jeziorka nie znalazłyśmy. Może tylko miejsce po jeziorku w postaci bagienka porośniętego mchem, karłowatymi sosenkami, żurawiną i bagnem. Wtedy to moja koleżanka, Bronia Chylówna powiedziała, że zaprowadzi nas do jeziorka o nazwie "Donica" i coś nam o tym jeziorku opowie.

Wybraliśmy się znów pewnego jesiennego dnia do lasu, a było to pod koniec lat osiemdziesiątych. Doszłyśmy do nieistniejącej już gajówki Kociołki. Gajówka ta została w latach siedemdziesiątych zlikwidowana - zapewne decyzją władz nadleśnictwa - a wszystkie zabudowania w bardzo dobrym stanie rozebrane. Cały teren gajówki porośnięty młodym lasem i tylko w głębi widać było stertę omszałych cegieł, zapewne z kominów. Rosły tam jeszcze stare drzewa owocowe. Na jednym drzewie, tuż przy drodze, czyjaś ręka zawiesiła kapliczkę z obrazkiem Matki Boskiej. Gdy mijałyśmy gajówkę, a właściwie teren, na którym znajdowała się gajówka, zerwał się wiatr i wzniósł za nami tuman kurzu. Obejrzałyśmy się zdziwione skąd ten wiatr, bo w powietrzu panowała cisza. Przypomniałam sobie wtedy jak to mój sąsiad, Antoś Ludwik opowiadał, że tu na tej drodze, gdy szedł kiedyś późnym wieczorem, widział przed sobą pełzające języki ognia. Znajomym z Edwardowa nie chciały się obracać koła motoru.

Po kilkunastu minutach, przechodząc różnymi leśnymi dróżkami, doszłyśmy do jeziorka zwanego "Donicą". Jeziorko rzeczywiście głębokie, okrągłe, jego brzegi porośnięte zielonym mchem, w głębi błyszcząca tafla wody, z której wystawały jakiegoś dziwnego kształtu fragmenty korzeni drzew jakby jakiejś budowli. Wokół jeziorka rosły smukłe, niezbyt stare sosny. Na jednej sośnie ujrzałyśmy znów małą kapliczkę z obrazkiem a wewnątrz świeże kwiaty. Stanęłyśmy na wzniesieniu i zapatrzyłyśmy się na to jeziorko o nazwie "Donica" nie wiadomo przez kogo tak nazwane. Wtedy to Bronią opowiedziała nam o tym jeziorku wszystko co wiedziała. Co więc tu było ciekawego i dziwnego zarazem. Otóż tu, gdzie znajduje się to jeziorko, stał drewniany kościółek. W pobliżu stała też podobno karczma. Ale pewnej jesiennej nocy kościółek zapadł się, a w miejscu jego powstało to jeziorko. Podobno było bardzo głębokie, gdy stanęłyśmy u jego brzegów, grzęzły nam nogi. Ze tu stał kościółek zaświadczała starsza wiekiem Julia Murowa mieszkająca pod lasem, która zapamiętała, że w dzieciństwie, wraz z matką do tego kościółka chodziła. Bronią Chylówna twierdziła, że gdy jeździła z ojcem do lasu po drzewo, to jeszcze w latach czterdziestych widziała w jeziorku fragment wieżyczki tego kościółka.

Wypada tu nadmienić, że Kociołki były w dziewiętnastym wieku - może wcześniej - małą wioską. Mieszkały tu takie rodziny jak: Chylów, Wałączaków, Wolaninów, Lipców. Po pierwszej wojnie światowej wioskę zlikwidowano. Powstała gajówka, wokół teren zalesiono. Potomkowie niektórych rodzin żyją i mieszkają w Biłgoraju.

Spojrzałam na kapliczkę zawieszoną na sośnie. Na kwiaty. Pomyślałam sobie, kto tę kapliczkę tu zawiesił i kto przynosi kwiaty. Na pewno ktoś z Edwardowa, albo z Wolaninów. Być może z Biłgoraja. A może to jeziorko leśne stało się miejscem czyjegoś wiecznego spoczynku?

Wiktoria Klechowa

©Arkadiusz Lipiec Informacje | Strona główna Szukaj: