Miasto | Historia | Kultura | Sport | Miejsca | Edukacja | Prasa | Okolice | Aktualności
 
Prasa
Gazeta "Tanew" 9/1999
Matizem do... Biłgoraja
Patrząc na mapę Polski w okolicach Połańca dostrzegamy miejscowość Biłgoraj. Wielkość liter wskazuje, że mamy do czynienia z dość sporą miejscowością. Następne pytanie, jakie nasuwa się, to oczywiście to skąd nazwa Biłgoraj? Spekulujemy wysuwamy różne teorie, wreszcie zapada męska decyzja. Jedziemy na miejsce, aby naocznie przekonać się jaki jest ten drugi Biłgoraj. Korzystając z uprzejmości kierownika Salonu DAEWOO w Biłgoraju Pana Krzysztofa Żbikowskiego dostajemy do dyspozycji najnowszy model koncernu Daewoo - Matiz, przeznaczony do jazd testowych. Wraz w redakcyjnym ekspertem od historii Tomaszem Brytanem wyruszamy w jedyny pogodny dzień października w kierunku nieznanego Biłgoraja. Po drodze mijamy Stalową Wolę, Tarnobrzeg, przejeżdżamy przez most na Wiśle i w Łoniowie skręcamy wlewo. Dojeżdżamy do Połańca. Okazuje się że Biłgoraj to miejscowość w gminie Łubnice. W Urzędzie Gminy pani wójt nie zastajemy, ale jesteśmy mile zaskoczeni gościnnością ze strony pracowników gminy, a szczególnie pana sekretarza, który ofiaruje nam się za przewodnika do Biłgoraja. Ku naszemu zdumieniu ów Biłgoraj okazuje się przysiółkiem wsi Zalesie i jego materia budowlana to parę chałup, a na skrzyżowaniu figura z 1981 roku. W rzeczywistości to nie jest żaden Biłgoraj, tylko Bigoraj, tak tu mówią miejscowi. Składamy wizytę u najstarszego w okolicy sołtysa, Pana Mariana Osolińskiego z Zalesia. Pytamy o historię Bigoraja. Niestety, historia powstania nazwy Bigoraj nie jest znana. W okolicy są inne nazwy kojarzące się ze znanymi miejscowościami jak Betlejem, Warszawa. Jesteśmy rozczarowani, inne próby dotarcia do najstarszych mieszkańców tych okolic również nie są skuteczne, nikt nie pamięta okoliczności powstanianazwy Bigoraj, nadal jest ona zagadką. Na pocieszenie, za namową pana sekretarza, odwiedzamy jedyny w Polsce klasztor trynitarzy w Budziskach w gminie Łubnice. Okazuje się, że jest to niemała atrakcja naszej wycieczki. Jednak o wizycie w klasztorze i tym co ciekawego tam zastaliśmy napiszemy w następnym numerze "Tanwi".
Wracamy więc do naszego Biłgoraja w przeświadczeniu, że w Polsce nie ma drugiego takiego miasta.
Wspomnieć trzeba o naszym Matizie, spisywał się znakomicie, by posłuszny, niezawodny, wygodny. Ta podróż była przyjemnością.

M. J. Szubiak

©Arkadiusz Lipiec Informacje | Strona główna Szukaj: