Miasto | Historia | Kultura | Sport | Miejsca | Edukacja | Prasa | Okolice | Aktualności
 
Dowcipy - 06.11.2003r.
Edukacja, 2003-11-06

Pewien facet cierpiał na zaniki pamięci. Pewnego dnia, gdy przyszli do niego goście, zaczął opowiadać, że teraz leczy się u bardzo dobrego lekarza. Przyjaciele zapytali więc, jak ów medyk się nazywa.
– No właśnie, miałem na końcu języka... Pamiętacie może, był taki grecki poeta, w starożytności, taki ślepy...
– No był, Homer. Ten lekarz ma na nazwisko Homer?
– Nie, nie! On napisał taką epopeję, o tym jak Grecy się tłukli pod takim miastem, które próbowali zdobyć...
– No tak, zdobywali Troję. To co, ten lekarz się jakoś podobnie nazywa? Albo mieszka na takiej ulicy?
– Nie, nie, nie! Tam był taki wódz tych, no, Greków, taki główny...
– Agamemnon?
– O! No i on miał brata...
– Menelaosa. Ale co to ma wspólnego z lekarzem?
– Zaraz mówię. I tam był taki wódz trojański, który temu Mene... jak mu tam, uprowadził żonę.
– Aaaa, Parys! T en lekarz nazywa się Parys?
– Nieeeee! Ta żona, co on ją uprowadził, to jak miała na imię?
– Helena.
– Właśnie. Helena! Helenkaaaaaaaaa – woła do żony myjącej w kuchni naczynia – jak się nazywa ten mój lekarz?

Pierwszy wykład z japonistyki. Profesor do studentów w auli:
– Dzisiejszy wykład poświęcimy zagadnieniu, jak rozpoznać, gdzie jest góra, a gdzie dół podręcznika.

Mama przychodzi po synka do przedszkola, ale widzi, że synek siedzi i jest strasznie smutny:
– Co się stało syneczku? – pyta matka.
– No bo pani powiedziała, że mamy usiąść na nocniczki i zrobić grzecznie kupkę. A kto nie zrobi, to nie wyjdzie na podwórko się bawić – odpowiada synek.
– Ojej, syneczku i co? Nie mogłeś zrobić kupki?
– Nie, mamusiu, ja zrobiłem, ale Marek mi ukradł.
*
Młody chłopak po liceum, jakimś tylko sobie znanym sposobem dostał się do biura wielkiej firmy. Praca polegała na odbieraniu telefonów. Po tym jak odebrał kilka, kierownik działu przyszedł z gratulacjami:
– Młoda świeża krew! Świetnie pan to robi! Właśnie takich ludzi nam potrzeba. Awansuję pana piętro wyżej.
Następnego dnia po kilku godzinach pracy, polegającej na odbieraniu telefonów i zapisywaniu, kto dzwonił, znowu przyszedł do niego kierownik wyższego piętra z gratulacjami:
– Jutro proszę przyjść w garniturze piętro wyżej na zebranie zarządu firmy.
Następnego dnia, gdy pojawił się na zebraniu, przywitała go burza oklasków i nie minęło wiele czasu, a został członkiem zarządu! Zakomunikowano mu, że przez najbliższych kilka dni jego praca ograniczać się będzie wyłącznie do uczestnictwa w zebraniach najwyższego organu firmy. Tak też się stało, ale po kilku dniach pracy otrzymał telefon od sekret! arki szefa, że ma propozycję zostania prezesem zarządu firmy i w tym celu szef zaprasza go jutro do siebie. Następnego dnia przybył więc do gabinetu właściciela firmy. Stanął przed nim, a szef zaczął:
– Takiej młodej świeżej krwi potrzeba naszej firmie. I tylko w naszej firmie mogłeś osiągnąć tak szybko awans. Co usłyszę w zamian za to?
– Dziękuje – krótko odpowiedział młodzieniec.
– Liczyłem na więcej wylewności – skomentował szef.
Na to młodzieniec:
– Dziękuję, tato...
*
Student pyta kumpla:
– Czemu jesteś taki smutny?
– Napisałem do rodziców list, żeby mi przysłali pieniądze na lampkę nocną, abym mógł się wieczorami uczyć.
– I co, nie przysłali?
– Przysłali – lampkę...
*
Przychodzi facet do sklepu i pyta:
– Macie jakieś bardzo trudne puzzle?
– Mamy. Może być pustynia 500 części?
– Nie!! To na pięć minut. Może coś cięższego!
– No, a np. ocean 1500 części?
– Łee. 10 minut!
– No to najtrudniejszy zestaw – niebo nocą, 2500 części!
– Niee!!! Nie macie naprawdę nic trudniejszego??? Może być trójwymiar...
– Niech pan idzie do piekarni po bułkę tartą i poskłada sobie z niej rogalik...
*
Grupa turystów zwiedza fabrykę wyrobów z lateksu. Są akurat na oddziale, gdzie produkuje się smoczki do butelek dla niemowląt. Taśma produkcyjna pracuje całą parą. Słychać co chwilę głośny dźwięk „hiss-pop..., hiss-pop... hiss-pop”.
– „Hiss” słychać wtedy, gdy guma jest wstrzykiwana do foremek... – tłumaczy zwiedzającym przewodnik – ...„pop” to natomiast dźwięk igły, która robi w smoczku dziurkę. Grupa przechodzi dalej, do działu produkcji prezerwatyw. I znów słychać znajomy dźwięk maszyny. „Hiss, hiss, hiss. Hiss-pop”.
– Halo! – odzywa się ktoś z grupy. – Rozumiem „hiss, hiss, hiss”. Ale „pop”?!
– Maszyna pracuje podobnie jak na smoczkach – tłumaczy przewodnik. – Tyle że przekłuwa jedynie co piąty wyrób.
– Ale przecież to wcale nie jest dobre dla tych produktów!!!
Na to prze wodnik:
– Możliwe, ale dzięki temu jest popyt na nasze smoczki!
*
W szkole:
– Hej, ty tam, pod oknem – kiedy był pierwszy rozbiór Polski? – pyta nauczyciel.
– Nie wiem.
– A w którym roku była bitwa pod Grunwaldem?
– Nie pamiętam.
– To co ty właściwie wiesz? Jak chcesz zdać maturę?
– Ja kaloryfer naprawiam.

autor: PK


©Arkadiusz Lipiec Informacje | Strona główna Szukaj: